Amerykański parasol atomowy to za mało. Pentagon żąda od Europy natychmiastowych kroków

Waszyngton przystąpił do fundamentalnego i bezkompromisowego przeglądu swojej obecności wojskowej na Starym Kontynencie, wysyłając europejskim stolicom jednoznaczny sygnał, że era darmowego bezpieczeństwa ostatecznie dobiegła końca. Podczas gdy z jednej strony Pentagon oficjalnie ogłasza bolesną redukcję swoich stałych sił stacjonujących w bazach na terytorium Niemiec, z drugiej – prezydent Donald Trump zapowiada wysłanie do Polski dodatkowych pięciu tysięcy żołnierzy, nazywając nasz kraj „modelowym sojusznikiem”. 

Te dynamiczne przetasowania kadrowe i sprzętowe, połączone z czasowymi opóźnieniami logistycznymi, stanowią bezpośredni rezultat nowej, pragmatycznej doktryny strategicznej Stanów Zjednoczonych, która kategorycznie wymaga od europejskich członków NATO przejęcia pełnej, konwencjonalnej odpowiedzialności za ochronę własnych granic. Czołowi eksperci oraz politolodzy ostrzegają, że dotychczasowe, wieloletnie zaniedbania doprowadziły do głębokiej atrofii europejskich armii, a czas na odbudowę struktur obronnych i przemysłu zbrojeniowego kurczy się w zastraszającym tempie w obliczu permanentnego zagrożenia ze strony Federacji Rosyjskiej.

Strategiczny odwrót z Niemiec i nowa architektura bezpieczeństwa na wschodniej flance NATO

Decyzje zapadające na najwyższych szczeblach w Waszyngtonie nie są dziełem przypadku, lecz stanowią chłodną konsekwencję globalnej rewizji priorytetów amerykańskiej polityki zagranicznej. W maju Pentagon oficjalnie oświadczył, że Stany Zjednoczone wycofają pięć tysięcy żołnierzy z baz wojskowych w Niemczech, a cały ten skomplikowany logistycznie proces ma zamknąć się w przedziale od sześciu do dwunastu miesięcy. Kilka tygodni później rzecznik Pentagonu Sean Parnell wydał kolejne oficjalne oświadczenie, potwierdzając zredukowanie całkowitej liczby Brygadowych Zespołów Bojowych USA w Europie z czterech do trzech, co oznacza faktyczny powrót do stanu dyslokacji z 2021 roku. 

Choć decyzja ta wywołała spore zaniepokojenie w zachodnioeuropejskich gabinetach dyplomatycznych, to już następnego dnia prezydent Donald Trump zadeklarował w mediach społecznościowych chęć skierowania dodatkowych pięciu tysięcy żołnierzy nad Wisłę. Urzędnicy z amerykańskiego resortu wojny, na których powołuje się agencja AP, przyznają, że wciąż trwają analizy, czy ten dodatkowy kontyngent zostanie wydzielony bezpośrednio z jednostek stacjonujących już w Europie, czy też przyleci jako zupełnie nowe wzmocnienie z kontynentu amerykańskiego. Strona polska, wykazując się dużą asertywnością, natychmiast wyszła z oficjalną, konkretną propozycją utworzenia nowej, stałej bazy wojskowej dla sił USA, co trwale zakotwiczyłoby amerykański potencjał odstraszania bezpośrednio w naszym regionie.

Koniec ery darmowego bezpieczeństwa i żądania Waszyngtonu wobec europejskich sojuszników

Współczesna optyka Pentagonu jest wysoce pragmatyczna. Amerykanie nie zamierzają całkowicie zrywać swoich transatlantyckich więzi, gdyż kontrola dostępu przez Ocean Atlantycki leży w ich żywotnym interesie, jednak kategorycznie odrzucają rolę wyłącznego i darmowego trzonu obronnego całego wolnego świata. Jak tłumaczy wybitny amerykański politolog i profesor studiów strategicznych w Hamilton School na Uniwersytecie Stanu Floryda, Andrew Michta, Stany Zjednoczone oczekują od Europy, że ta na nowo się uzbroi i weźmie pełną odpowiedzialność za konwencjonalne odstraszanie na flance. Waszyngton bez zmian utrzyma nad kontynentem swój potężny parasol nuklearny oraz dostarczy tak zwane high-end enablers, czyli najbardziej zaawansowane, kosmiczne i satelitarne technologie rozpoznawcze oraz dowódcze, których kraje europejskie nie posiadają. Jednak twardy ciężar ewentualnego starcia lądowego – piechota, czołgi, artyleria oraz zapasy amunicji – musi w całości przejść na barki Europejczyków. 

Problem polega na tym, że przez ostatnie ćwierć wieku w armiach europejskich nastąpiła głęboka atrofia, wywołana naiwnym przekonaniem o trwałym końcu historii. Drastyczna redukcja zbrojeń doprowadziła do de facto upadku i demontażu europejskiego przemysłu stoczniowego i zbrojeniowego, który utracił zdolności do masowej produkcji. Zamówienia rządowe przez całe lata pozostawały na niedostatecznym poziomie, przez co odbudowa realnego potencjału obronnego zajmie europejskim państwom sporo czasu, a przez najbliższą dekadę konwencjonalne odstraszanie Rosji po prostu nie będzie funkcjonować bez ścisłego i bezpośredniego udziału wojsk amerykańskich.

Wielomiliardowy skok wydatków w budżecie Unii Europejskiej oraz mechanizm SAFE jako impuls modernizacyjny

Mimo twardych i surowych słów płynących ze strony amerykańskich analityków, Europa powoli budzi się z letargu, co doskonale ilustrują twarde zestawienia finansowe publikowane przez Komisję Europejską. Łączne wydatki państw członkowskich na obronność w latach 2020–2025 odnotowały potężny, bezprecedensowy skok o aż 62,8 procent – z poziomu 234 miliardów euro do poziomu 381 miliardów euro. Sama Unia Europejska od kilku lat przestaje być wyłącznie projektem polityczno-gospodarczym i wdraża zaawansowane instrumenty finansowania modernizacji militarnej. 

Przykładem nowej strategii ma być unijny mechanizm pożyczkowy SAFE, w ramach którego kwota 150 miliardów euro będzie przetransferowana na masowe zakupy i inwestycje w przemyśle obronnym wspólnoty. Co więcej, cały szeroko pojęty segment obronności i odporności strategicznej ma stać się absolutnym, nadrzędnym priorytetem nowego wieloletniego budżetu Unii Europejskiej zaplanowanego na lata 2028–2034. Wszystkie te kroki, choć idą w dobrym kierunku, wciąż stanowią jedynie gonienie uciekającego czasu; jak celnie ostrzega profesor Andrew Michta, aby te miliardy euro przełożyły się na realne, gotowe do walki dywizje pancerne i zmechanizowane, Europa musi działać natychmiast, porzucając dotychczasowe procedury biurokratyczne i budując twardą synergię ze stacjonującymi na jej ziemi wojskami amerykańskimi.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: