Nowy szlak. Rosja i Białoruś przestawiły hybrydowe “wojsko” z granicy polskiej na Morze Śródziemne

W tym tygodniu grecka straż graniczna wydała serię pilnych ostrzeżeń. Na południe od Krety i pobliskiej wyspy Gawdos przeprowadzono akcje ratunkowe, podczas których wyłowiono ponad 500 migrantów. W jednej operacji na wodę wyciągnięto jednorazowo 192 osoby – z łodzi przepełnionej do granic możliwości, płynącej po 300-kilometrowej trasie z libijskiego wybrzeża. Przemytnicy pobierali za to przejście od 2 do 3 tysięcy dolarów od głowy.

13 czerwca 2026 roku do opinii publicznej trafiła wewnętrzna analiza ryzyka Frontexu, Europejskiej Agencji Straży Granicznej i Przybrzeżnej, cytowana przez „Die Welt”: liczba przejść granicznych na szlaku Libia-Kreta potroiła się w 2025 roku. Agencja ostrzega, że korytarz ten pozostanie pod silną presją. I wskazuje wprost: migranci docierający dziś na greckie wybrzeże to często ci sami, których Rosja i Białoruś jeszcze niedawno próbowały przerzucać przez las Białowieży.

Żeby zrozumieć, co dzieje się teraz na Morzu Śródziemnym, trzeba zacząć od tego, co stało się na granicy polsko-białoruskiej.

Rosja i Białoruś uruchomiły wojnę hybrydową z użyciem migrantów w maju 2021 roku. Mechanizm był brutalnie prosty: Łukaszenka otworzył granicę dla migrantów z Bliskiego Wschodu – głównie Irakijczyków, Syryjczyków, Jemeńczyków – zwabił ich do Mińska tanimi lotami czarterowym, a białoruskie służby oprowadzały ich do linii granicy z Polską i Litwą. Celem nie była ich relokacja do Unii Europejskiej – celem było wywołanie kryzysu humanitarnego i politycznego po europejskiej stronie. Rosja, stojąca za Łukaszenką, osiągała efekt destabilizacji bez jednego wystrzelonego pocisku.

Liczby były wymowne. W 2024 roku Straż Graniczna odnotowała ponad 30 tysięcy prób nielegalnego przekroczenia granicy polsko-białoruskiej. Funkcjonariusze działali w pełnym ekwipunku bojowym. W lesie w nocy zdarzały się regularnie ataki na patrole – kamieniami, gałęziami, narzędziami. W jednej z takich akcji, organizowanej przez grupy pod nadzorem białoruskich służb, 28-letni polski żołnierz Mateusz Sitek został śmiertelnie pchnięty nożem przez migranta. To był moment, który zderzył humanitarną narrację z brutalną rzeczywistością wojskowej operacji hybrydowej.

Polska odpowiedziała. Zapora na granicy z Białorusią była sukcesywnie wzmacniana i podwyższana – koszt całej infrastruktury granicznej sięgnął niemal 3 miliardów złotych. Od marca 2025 roku rząd Donalda Tuska wprowadził tymczasowe zawieszenie prawa do składania wniosków o ochronę międzynarodową na tym odcinku granicy. Efekt był drastyczny i natychmiastowy: w dwa miesiące liczba wniosków azylowych na granicy wschodniej spadła trzydziestokrotnie. W I kwartale 2026 roku polska Straż Graniczna, po raz pierwszy od wybuchu kryzysu w 2021 roku, odnotowała zero udanych nielegalnych przekroczeń granicy z Białorusią.

Premier Tusk ogłosił to publicznie w połowie maja: w 2023 roku granicę przekroczyło nielegalnie 12 tysięcy ludzi – w I kwartale 2026 nie udało się to nikomu. W 2023 roku było 26 tysięcy prób i prawie co druga była udana. Polska stała się – jak to ujął minister Kierwiński – „twierdzą”.

Ale geopolityczne szachy nie kończą się, gdy jedna figura jest zablokowana. Rosja i Białoruś przestawiły pionki.

Z lasu białowieskiego na libijską plażę

Według ustaleń Frontexu, opisanych w tym tygodniu przez „Die Welt”, mechanizm jest następujący: migranci ze wschodnich rubieży Wspólnoty, w tym spod granicy Polski z Białorusią, są przez Moskwę i Mińsk przekierowywani do Libii. Zamiast przemierzać las z przewodnikiem białoruskich służb, trafiają na libijskie wybrzeże – skąd przeprawiają się 300-kilometrowym korytarzem morskim na Kretę.

Zastępca dyrektora wykonawczego Frontexu Lars Gerdes powiedział wprost: „Mało prawdopodobne jest, aby ludzie robili to wyłącznie z własnej woli, nie wspominając już o tym, aby sami pozyskiwali środki finansowe”. To zdanie jest dyplomatycznym sformułowaniem tezy, którą analitycy wywiadowczy mówią bez ogródek: za organizacją przepraw stoi infrastruktura logistyczna i finansowa, której nie jest w stanie zbudować spontanicznie żaden bezpaństwowy przemytnik. Libijski element wymaga kontaktów z tamtejszymi milicjami, zakupu lub wynajmu łodzi, rekrutacji przewodników, zarządzania przepływem kilku tysięcy osób. To jest operacja – nie chaos.

W pierwszej połowie 2025 roku korytarz Libia-Kreta odpowiadał za największą liczbę przepraw we wschodniej części Morza Śródziemnego. Frontex ocenia, że liczba przejść na tej trasie potroiła się w 2025 roku i rekomenduje porozumienie UE z Libią oraz mocniejsze środki odstraszające na południowym kierunku. Ostrzeżenia -jak podkreśla agencja – wykraczają daleko poza Grecję.

Warto zrozumieć geografię tej trasy. Libia to nie jest jeden punkt – to pas wybrzeża rozciągający się przez tysiąc kilometrów, kontrolowany przez rywalizujące ze sobą milicje i dwie konkurujące rządy. Nie ma tam jednej służby granicznej. Nie ma jednego rozmówcy dla UE. Jest za to doskonała środowisko operacyjne dla sieci przemytniczych i – jak sugeruje Frontex – dla służb działających pod przykryciem organizacji humanitarnych lub biznesowych.

Kreta jest zaś wyspą, która geograficznie leży bliżej Afryki niż Aten. Odległość z libijskiego Bengazi do Krety wynosi nieco ponad 300 kilometrów – mniej niż z Gdańska do Warszawy. Przy sprzyjających warunkach przeprawa łodzią motorową trwa kilkanaście godzin. Przy niesprzyjających – kończy się śmiercią na otwartym morzu.

Libia – chaos jako zasób strategiczny

Libia to państwo, które od 2011 roku formalnie istnieje, a faktycznie jest podzielone między rywalizujące frakcje. Na zachodzie – Rząd Jedności Narodowej w Trypolisie, wspierany przez Turcję. Na wschodzie – siły Libijskiej Armii Narodowej pod dowództwem Khalify Haftara, wspierane przez Rosję i Emiraty. Wagner Group, które następnie przekształciło się w Afrykański Korpus pod bezpośrednim dowództwem rosyjskich struktur wojskowych, ma w Libii długotrwałą obecność – doradców, kontraktorów i zaplecze logistyczne.

Ta obecność nie jest przypadkowa ani wyłącznie wojskowa. Rosja od lat rozgrywa Libię jako punkt tranzytowy i instrument nacisku na Europę. Kontrola nad libijskim wybrzeżem – nawet pośrednia, przez sojusznicze milicje – daje możliwość regulowania ciśnienia migracyjnego na europejskie granice. Gdy potrzeba eskalacji, kontraktorzy przymykają oko na wypływające łodzie. Gdy potrzeba sygnału de-eskalacji – można zablokować ruch. To jest dźwignia bez oczywistego odcisku palca.

Frontex w swoim raporcie strategicznym na lata 2026-2027 wskazuje na Libię jako kluczowe źródło przepraw, rekomendując UE osiągnięcie porozumienia z tym krajem – wzorem porozumień zawartych z Tunezją. Ale porozumienie z Libią jest politycznie i dyplomatycznie wielokrotnie trudniejsze niż z Tunezją – bo nie ma jednego rządu, któremu można zapłacić za zatrzymanie przepraw. Każda umowa z Trypolisem nie obowiązuje wschodniej Libii. Każda umowa z Haftarem nie jest uznawana przez Zachód.

Ogólny spadek, ale niebezpieczne wyjątki

Obraz nie jest jednolicie alarmistyczny – i uczciwa analiza wymaga odnotowania tego.

W 2025 roku liczba nielegalnych przekroczeń granic Unii Europejskiej spadła o 26 procent, osiągając 178 tysięcy przypadków – najniższy wynik od 2021 roku. W I kwartale 2026 roku liczba nielegalnych przekroczeń granic UE spadła o 39 procent rok do roku i wyniosła nieco ponad 21,4 tysiąca przypadków. Głównym powodem tego spadku były – według Frontexu – niekorzystne warunki pogodowe na głównych szlakach migracyjnych.

Ale za tymi agregatami kryją się niepokojące trendy kierunkowe. Na szlaku centralnośródziemnomorskim – z Tunezji i Libii przez Włochy i Maltę – odnotowano ponad 29 300 nielegalnych przekroczeń granicy, o 12 procent więcej niż w tym samym okresie rok wcześniej. Na trasie zachodniośródziemnomorskiej wzrost wyniósł 19 procent. Szlak wschodnio-śródziemnomorski, historycznie najważniejszy dla przepraw do Grecji, nie rośnie w całości – ale w jego ramach pojawił się nowy korytarz libijsko-kreteński, który rośnie i to gwałtownie.

Frontex podkreśla, że mimo spadku liczby nielegalnych przekroczeń granic rośnie liczba ofiar śmiertelnych na szlakach migracyjnych. Według Międzynarodowej Organizacji ds. Migracji od początku 2026 roku na Morzu Śródziemnym zginęło blisko 1000 osób. W 2025 roku liczba ofiar wyniosła co najmniej 1878. To jest paradoks, który pokazuje, że skuteczniejsza ochrona granic nie eliminuje presji migracyjnej – przesuwa ją na bardziej niebezpieczne szlaki i do rąk brutalniejszych przemytników.

Nowe zagrożenia: narkotyki pod powierzchnią i drony z Maroka

Frontex w raporcie strategicznym nie ogranicza się do migracji. Agencja sygnalizuje nowe metody przemytu narkotyków: kokaina trafia do Europy łodziami płynącymi tuż pod powierzchnią wody, a drony przenoszą ładunki z Maroka.

To jest ewolucja metodologiczna, którą warto rozumieć w szerszym kontekście. Europejski Raport Narkotykowy za 2025 rok, opublikowany przez EUDA (Europejska Agencja ds. Narkotyków), dokumentuje rosnącą skalę konfiskat kokainy w europejskich portach. W 2023 roku Niemcy skonfiskowały 43 tony kokainy – w tym 25 ton w porcie w Hamburgu. W 2024 roku Hiszpania zanotowała rekordową jednorazową konfiskatę: 13 ton kokainy ukrytej w bananach z Ekwadoru.

Nowe metody przemytnicze – łodzie semi-submersible płynące kilkadziesiąt centymetrów pod powierzchnią, niewidoczne dla radarów powierzchniowych, oraz drony zdolne do przenoszenia kilkudziesięciu kilogramów ładunku przez Cieśninę Gibraltarską – to odpowiedź zorganizowanych grup przestępczych na uszczelnianie tradycyjnych punktów wejścia. Obie metody były wcześniej stosowane przez kartele kolumbijskie i meksykańskie. Ich przeniesienie do Europy to sygnał, że rynek europejski jest wystarczająco lukratywny, żeby inwestować w zaawansowane technologie przemytnicze.

Frontex ostrzega też przed nowym zagrożeniem: rozprzestrzenianiem broni w Europie po ewentualnym zawieszeniu broni na Ukrainie. W raporcie strategicznym na lata 2026-2027 uwagę służb przyciąga też Ukraina – proceder przemytu broni może drastycznie wzrosnąć po zawieszeniu broni między Moskwą a Kijowem. Doświadczenie z konfliktów na Bałkanach i na Bliskim Wschodzie pokazuje, że broń wojskowa, kiedy traci militarne zastosowanie, trafia do przestępczości zorganizowanej. Skala ukraińskiego arsenału i długość granic czyni ten scenariusz szczególnie niepokojącym.

Frontex: co to jest i ile może

Na tym tle warto poświęcić chwilę temu, czym Frontex jest – i czym nie jest.Frontex, Europejska Agencja Straży Granicznej i Przybrzeżnej, powstał w 2004 roku. Przez lata był skromną agencją koordynacyjną bez własnych funkcjonariuszy. Kryzys migracyjny 2015–2016 wymusił gruntowną reformę: w 2019 roku Parlament Europejski i Rada UE uchwaliły nowe rozporządzenie, zakładające budowę Stałej Służby Straży Granicznej i Przybrzeżnej – docelowo 10 tysięcy funkcjonariuszy, podlegających bezpośrednio Frontexowi, a nie państwom członkowskim. Agencja osiągnęła status operacyjny nowego korpusu: docelowo 10 tysięcy funkcjonariuszy ma być zmobilizowanych do 2027 roku, a rekrutację pierwszych 700 osób już rozpoczęto.

Frontex może dziś prowadzić własne operacje morskie, powietrzne i lądowe, wspierać państwa członkowskie w zarządzaniu powrotami, zbierać i analizować dane wywiadowcze oraz – co kluczowe – interweniować na granicy państwa, które nie radzi sobie z ochroną zewnętrznej granicy UE. To ostatnie uprawnienie jest wciąż politycznie kontrowersyjne: suwerenność państwowa w zakresie granicy kontra skuteczność europejska.

Granice możliwości Frontexu są jednak realne. Agencja działa wyłącznie na zewnętrznych granicach UE – nie wewnątrz krajów członkowskich. Nie ma uprawnień prokuratorskich ani śledczych wobec siatek przemytniczych. Nie może zawierać porozumień z państwami trzecimi – to kompetencja Komisji Europejskiej i Rady. I – co kluczowe – nie może zastąpić woli politycznej państw członkowskich. Gdy Węgry odmawiają współpracy, a Grecja jest oskarżana o push-backi naruszające prawo humanitarne, Frontex może co najwyżej raportować i rekomendować.

Zastępca dyrektora Gerdes, cytowany w tym tygodniu, nie mówi językiem dyplomacji: mówi o zagrożeniu, które jest systemowe i które wymaga odpowiedzi systemowej. Rekomendacja porozumienia z Libią jest realistycznym postulatem – ale droga do jego realizacji prowadzi przez polityczny labirynt unijnej dyplomacji, gdzie każde państwo ma własne interesy, a Libia ma możliwość wybierania między europejskimi i rosyjskimi partnerami.

Polska: sukces, który przesuwa problem

Wróćmy na chwilę do Polski – bo polska perspektywa jest tu szczególnie ważna.Uszczelnienie granicy polsko-białoruskiej jest sukcesem. Liczby są niepodważalne: od ponad 30 tysięcy prób w 2024 roku do 150 w I kwartale 2026 roku, przy 100-procentowej skuteczności blokowania prób sforsowania zabezpieczeń. To wynik, który jeszcze dwa lata temu wydawałby się niemożliwy. Kosztował prawie 3 miliardy złotych – w samej infrastrukturze – oraz zmianę prawną, która jest kontrowersyjna z perspektywy prawa humanitarnego: tymczasowe zawieszenie prawa do azylu, przedłużane przez Sejm co kilka miesięcy.Ale sukces lokalny nie jest sukcesem globalnym. Szczelność polskiej granicy przeniosła ciężar presji migracyjnej na sąsiednie kraje – Litwę i Łotwę. I – co ważniejsze z perspektywy raportu Frontexu – migranci, którzy wcześniej próbowali szlaku białoruskiego, trafiają teraz na libijskie wybrzeże. Polska wygrała bitwę. Ale wojna hybrydowa przesunęła się na inny front.

To jest fundamentalna logika każdego systemu bezpieczeństwa granic: gdy jedno wejście jest zamknięte, ciśnienie kieruje się ku innemu. Rosja i Białoruś nie chcą mieć migrantów na terenie Białorusi – chcą mieć migrantów w Europie i związanego z nimi chaosu politycznego. Jeśli szlak przez Polskę jest zamknięty, znajdą inny. Libijski jest aktualnie otwarty.

Co powinna zrobić Europa

Raport Frontexu z tego tygodnia jest, w warstwie politycznej, dokumentem bezradności. Agencja opisuje zagrożenie precyzyjnie. Rekomenduje porozumienie z Libią. Ostrzega przed ryzykiem. I czeka na decyzje polityczne, które nie leżą w jej kompetencji.

Europejska polityka wobec Libii przez dekadę była pasmem niespójności. Po obaleniu Kaddafiego w 2011 roku UE i jej państwa członkowskie nie zdołały zbudować trwałej struktury stabilizacyjnej. Próby negocjacji z różnymi frakcjami libijskimi przynosiły porozumienia, które nie były przestrzegane. Porozumienie z Tunezją – zawarte w 2023 roku przy przewodniej roli Włoch i Komisji Europejskiej – spowolniło przeprawy z tunezyjskiego wybrzeża, ale presja przeniosła się do Libii. Każdy sukces dyplomatyczny na jednym odcinku otwiera ciśnienie na innym.

Frontex rekomenduje „silniejsze środki odstraszające” na południu. W dyplomatycznym języku agencji oznacza to: więcej patroli morskich, szybsze procedury powrotowe, głębszą współpracę z krajami tranzytowymi. W praktycznym języku: kilometry śródziemnomorskiego morza, setki łodzi, dziesiątki tysięcy ludzi – i nierozwiązana sprzeczność między europejskim prawem humanitarnym a potrzebą skutecznej ochrony granic.

Ta sprzeczność nie zniknie. Rosja i Białoruś – a za nimi inni aktorzy gotowi instrumentalizować migrację – wiedzą o niej doskonale. Wiedzą, że Europa nie może po prostu zagrodzić Morza Śródziemnego tak jak Polska zagrodziła las. Wiedzą, że każda dramatyczna przeprawa generuje polityczne tarcia wewnątrz UE. I wiedzą, że 300-kilometrowy korytarz z Libii na Kretę jest teraz, gdy szlak białowieski jest zamknięty, ich najskuteczniejszym narzędziem.

Polskiemu czytelnikowi warto zapamiętać jedną rzecz z tego raportu – Frontex wskazuje, że sukces na wschodniej granicy Polski nie zakończył hybrydalnej operacji. Zmienił jej adres. Teraz można ją oglądać na greckich plażach.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: