Obrona Helu we wrześniu i październiku 1939 roku stanowi jedną z najbardziej heroicznych, a zarazem technologicznie fascynujących kart w historii polskiego oręża. Kiedy kolejne bastiony Wojska Polskiego upadały pod naporem zmasowanej, niemieckiej wojny błyskawicznej, ten wąski pas piaszczystego lądu, zaciekle broniony przez marynarzy, żołnierzy oraz miejscową ludność cywilną, trwał jako niezdobyta reduta wolnej Rzeczypospolitej.
Najbardziej dramatyczny moment tej kampanii nadszedł pod koniec września, kiedy polskie dowództwo podjęło bezprecedensową w skali całej II wojny światowej decyzję o wysadzeniu w powietrze potężnej zapory z głowic torpedowych. Ten kontrolowany wybuch nie tylko całkowicie zniszczył nacierające kolumny wroga, ale fizycznie rozerwał ciągłość półwyspu, przekształcając Hel w odciętą od świata, samotną wyspę pośród spienionych fal Bałtyku.
Przeanalizujmy strategiczne tło, inżynieryjny kunszt oraz niezłomny etos obrońców, którzy bronili polskiego morza do ostatnich granic możliwości.
W okresie międzywojennym Hel został przekształcony w Rejon Umocniony Hel, stanowiący kluczowy element polskiego systemu obrony Wybrzeża. Polscy inżynierowie wojskowi z ogromną precyzją rozmieścili tam nowoczesne stanowiska artyleryjskie, w tym słynną 31. Baterię im. Heliodora Laskowskiego, wyposażoną w potężne szwedzkie działa Bofors kalibru 152,4 mm.
Od pierwszych godzin wojny, czyli od 1 września 1939 roku, ten wąski skrawek ziemi stał się celem zmasowanych ataków niemieckiego lotnictwa Luftwaffe oraz ostrzału z morza prowadzonego przez pancerniki Schleswig-Holstein i Schlesien. Mimo całkowitego odcięcia od reszty kraju po upadku Gdyni i Kępy Oksywskiej, polska załoga pod dowództwem kontradmirała Józefa Unruga oraz dowódcy obrony rejonu komandora Włodzimierza Steyera nie zamierzała kapitulować.
Hel blokował niemiecką żeglugę do portu w Gdańsku, a polscy artylerzyści z sukcesami prowadzili pojedynki ogniowe z przeważającymi siłami Kriegsmarine, zmuszając wroga do zachowania ogromnego dystansu i paraliżując jego strategiczne plany operacyjne.
Inżynieryjny majstersztyk w Chałupach czyli eksplozja która zatrzymała Wehrmacht
Nacisk niemieckich wojsk lądowych, spychających polskie oddziały straży granicznej i piechoty w głąb półwyspu, rósł z każdym dniem, grożąc przerwaniem linii obronnych w najwęższym miejscu mierzei.
Pod koniec września niemiecka piechota, wspierana przez ciężką artylerię, dotarła do rejonu miejscowości Chałupy, gdzie polskie pozycje rygorowe były skrajnie narażone na przełamanie. Wtedy polscy saperzy, realizując rozkaz dowództwa, przygotowali unikalną i śmiertelnie niebezpieczną pułapkę techniczną, zakopując w poprzek półwyspu kilkadziesiąt potężnych głowic torpedowych pochodzących z zasobów bazy Marynarki Wojennej.
Dnia 12 września oraz w kolejnych dniach krytycznych starć, gdy wróg przypuścił generalny szturm, polscy żołnierze zdetonowali ładunki, wywołując tektoniczny wstrząs, który doszczętnie unicestwił niemieckie szpice szurmowe. Eksplozja była tak potężna, że wyrwała w piaszczystej mierzei głęboki rów, w który natychmiast wdarły się spienione wody Zatoki Puckiej i otwartego Bałtyku, fizycznie odcinając Hel od kontynentu i tworząc z niego sztuczną, niemożliwą do przebycia wyspę.
Powstały w wyniku detonacji kanał wodny ostatecznie uniemożliwił Niemcom przeprowadzenie jakiegokolwiek szturmu lądowego przy użyciu piechoty czy pojazdów pancernych, zmuszając ich do przejścia w długotrwałe oblężenie pozycyjne. Obrońcy Helu, odcięci na swojej nowo powstałej wyspie, walczyli samotnie przez kolejne tygodnie, wykazując się niezłomną postawą moralną i doskonałą organizacją wewnętrzną, pomimo dotkliwego braku amunicji, żywności oraz leków.
Dopiero 1 października 1939 roku, wobec całkowitego upadku innych ośrodków oporu w kraju oraz tragicznej sytuacji rannych, kontradmirał Józef Unrug podjął bolesną, ale racjonalną decyzję o wszczęciu rozmów kapitulacyjnych, które sfinalizowano w sopockim Grand Hotelu. Hel skapitulował jako jeden z ostatnich bastionów Rzeczypospolitej, a akt ten został przeprowadzony z pełnymi honorami wojskowymi, bez cienia patosu, jako wyraz twardego i rzetelnie spełnionego obowiązku wobec ojczyzny.
Pamięć o przerwaniu mierzei i niezłomności helskiej załogi pozostaje do dziś fundamentalnym dowodem na to, że polski żołnierz w obliczu totalnego zagrożenia potrafi wznieść się na wyżyny inżynieryjnego i militarnego geniuszu.

