Ukraińskie ludobójstwo na Wołyniu. Fakty historyczne o zbrodni, która czeka na pełne rozliczenie

9 lutego 1943 roku. Polska wieś Parośla w gminie Antonówka w powiecie sarneńskim na Wołyniu. Osada złożona z 26 zagród, zamieszkana przez rodziny polskich chłopów. Nikt nie spodziewał się ataku. Oddział Ukraińskiej Powstańczej Armii pod dowództwem Hryhorija Perehijniaka – noszącego pseudonim „Dowbeszka-Korobka” – zamordował tego dnia około 150 Polaków. Kobiety, dzieci, starców. Pierwszy akt ludobójstwa, które przeszło do historii jako rzeź wołyńska.

Przez następne dwa lata – od wiosny 1943 do początku 1945 roku – oddziały OUN i UPA oraz, nierzadko, miejscowa ludność ukraińska, metodycznie wymordowały od 80 do 120 tysięcy Polaków w ponad 4 tysiącach miejscowości na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej.

Dane te, podawane przez Instytut Pamięci Narodowej na podstawie wieloletnich badań historycznych, są najszerzej cytowanymi i uznawanymi przez polskich historyków. Precyzyjna liczba ofiar nie jest możliwa do ustalenia – całe rodziny wymordowano bez świadków, a ciała ukryto w zbiorowych grobach, z których większości do dziś nie odnaleziono.

Żeby zrozumieć rzeź wołyńską, trzeba zrozumieć organizację, która ją zaplanowała i przeprowadziła – i ideologię, która to umożliwiła.

Organizacja Ukraińskich Nacjonalistów (OUN) powstała w 1929 roku na Kresach Południowo-Wschodnich II Rzeczypospolitej. Jej programem ideowym była doktryna integralnego nacjonalizmu ukraińskiego sformułowana przez Dmytro Doncowa – filozofa i publicystę, który głosił wyższość woli narodowej nad wszelkimi normami moralnymi i prawnymi. 

Dokumentem programowym OUN stał się tzw. „Dekalog ukraińskiego nacjonalisty”, którego punkt siódmy nakazywał: „Nie zawahasz się spełnić najniebezpieczniejszego czynu, jeśli tego będzie wymagać dobro sprawy”. Punkt dziesiąty: „Nienawiścią i bezwzględną walką będziesz przyjmował wrogów swojego Narodu”. Wrogiem Narodu Ukraińskiego był, według tej doktryny, każdy nie Ukrainiec zamieszkujący ziemie uznawane przez nacjonalistów za ukraińskie – a więc i Polacy.

W 1929 roku Kongres OUN przyjął jako ideologię doktrynę Doncowa wraz z „Dekalogiem”. Od tego momentu członkowie organizacji podejmowali akcje terrorystyczne – w 1934 roku na rozkaz OUN zamordowany został w Warszawie minister spraw wewnętrznych II RP płk Bronisław Pieracki. 

W 1940 roku nastąpił rozłam OUN na dwie frakcje: OUN Andrija Melnyka i OUN Stepana Bandery (OUN-B). Udział OUN-B – banderowców – w zagładzie ludności polskiej był zdecydowanie większy i to jego działalność zbrojną przyjęto za podstawę kwalifikacji prawnej zbrodni wołyńskiej.

W 1942 roku OUN-B przystąpiła do formowania oddziałów zbrojnych, które przyjęły nazwę Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA). Formalnie ogłoszono jej powstanie na III Konferencji OUN w lutym-marcu 1943 roku. Pierwszym dowódcą UPA został Wasyl Iwachiw, a po jego śmierci w maju 1943 roku – Dmytro Kłaczkiwśkyj „Kłym Sawur”, który objął dowództwo Okręgu Północ UPA na Wołyniu. To on stał się głównym architektem ludobójstwa.

Rozkaz: dowody planowości zbrodni

Rzeź wołyńska nie była spontanicznym wybuchem przemocy – była zaplanowaną, zorganizowaną operacją. Dokumenty to potwierdzają.

Najpóźniej w czerwcu 1943 roku Dmytro Kłaczkiwśkyj „Kłym Sawur” podpisał tajną dyrektywę terytorialnego dowództwa UPA-Północ, w której nakazał: „Powinniśmy przeprowadzić wielką akcję likwidacji polskiego elementu. 

Przy odejściu wojsk niemieckich należy wykorzystać ten dogodny moment dla zlikwidowania całej ludności męskiej w wieku od 16 do 60 lat. Leśne wsie oraz wioski położone obok leśnych masywów powinny zniknąć z powierzchni ziemi”. Dyrektywa precyzowała, że „tej walki nie możemy przegrać i za każdą cenę trzeba osłabić polskie siły”.

W praktyce oddziały UPA mordowały nie tylko mężczyzn w podanym przedziale wiekowym, ale kobiety, dzieci i starców – całe rodziny, bez wyjątku. Świadczy o tym zeznanie Jurija Stelmaszczuka „Rudego”, dowódcy Okręgu Operacyjnego „Turiw” UPA, złożone po wojnie: „W czerwcu 1943 roku przedstawiciel centralnego Prowidu, dowódca UPA-Północ «Kłym Sawur», przekazał mi tajną dyrektywę w sprawie całkowitej, powszechnej, fizycznej likwidacji ludności polskiej”. Relację potwierdza kolejne zeznanie – dowódcy jednego z sotni: „Zgodnie z rozkazem dowódcy UPA-Północ «Kłyma Sawura» przeprowadziłem operację zniszczenia ludności na obszarze obwodu rówieńskiego. (…) Kiedy już nie pozostał ani jeden żywy człowiek, kopaliśmy wielkie doły, zrzucaliśmy tam wszystkie trupy, zasypywaliśmy ziemią oraz, żeby ukryć ślady tego strasznego grobu, paliliśmy na nim wielkie ogniska”.

W październiku 1943 roku Główny Dowódca UPA Roman Szuchewycz wizytował Wołyń i uznał „metodę Kłyma Sawura” za skuteczną. Nakazał jej przeniesienie do Małopolski Wschodniej – Galicji. Ataki na tamtejszych Polaków rozpoczęły się na początku 1944 roku.

Parośla, Krwawa Niedziela, Ostrówki: jak wyglądało ludobójstwo

Pierwsza zbrodnia – w Parośli, 9 lutego 1943 roku – poszła sprawcom tak gładko, że według historyka Grzegorza Motyki stała się modelem dla następnych. Ryzyko strat było minimalne: rozproszeni po wsiach Polacy nie mieli odpowiedniej obrony. Kolejne ataki, coraz szersze i coraz brutalniejsze, szły jedną za drugą.

Kulminacja nastąpiła 11 lipca 1943 roku – w niedzielę, gdy Polacy gromadzili się na mszach. Dzień ten przeszedł do historii jako „Krwawa Niedziela”. Skoordynowany atak UPA objął jednocześnie 99 polskich miejscowości w powiatach włodzimierskim i horochowskim. Tysiące zamordowanych w ciągu jednego dnia. 

Wybór niedzieli nie był przypadkowy – upowcy chcieli zabić jak najwięcej Polaków zebranych w kościołach. Dane IPN wskazują, że 24 procent zbrodni wołyńskich dokonano właśnie w kościołach i kaplicach.

Samo lato 1943 roku przyniosło śmierć ponad 10-11 tysięcy Polaków tylko w lipcu, w 520 miejscowościach. Metody były jednolicie bestialskie: siekiery, piły, widły, noże. Ogień. Mordowani przed śmiercią byli torturowani. 

Ciała okaleczano. Historyk Ewa Siemaszko, autorka monumentalnego dwutomowego opracowania „Ludobójstwo dokonane przez nacjonalistów ukraińskich na ludności polskiej Wołynia 1939–1945″ (wydanego razem z ojcem Władysławem Siemaszką), przez lata dokumentowała indywidualnie każdą ofiarę i każde zdarzenie – dzieło opisuje kilkadziesiąt tysięcy przypadków.

Wieś Ostrówki i sąsiednia Wola Ostrowiecka – 30 sierpnia 1943 roku – to jeden z symboli ludobójstwa. W ciągu jednego dnia zamordowano tu ponad tysiąc Polaków. Do dziś trwają prace ekshumacyjne – ich efektem było wydobycie kilkuset ciał, ale w ziemi wciąż spoczywają setki kolejnych.

Równolegle z oddziałami UPA w mordach brała udział część miejscowej ludności ukraińskiej. To zjawisko udokumentowane i niebudzące wątpliwości historyków. IPN podkreśla jednak, że zbadano też przypadki diametralnie inne: w 500 przebadanych miejscowościach ponad 1300 Ukraińców udzielało Polakom pomocy – ukrywało, ostrzegało, żywiło. Kilkuset z nich sprawcy rzezi ukarali śmiercią. Solidarność i heroizm tych Ukraińców jest częścią historii tych wydarzeń – lecz nie zmienia kwalifikacji zbrodni i odpowiedzialności jej organizatorów.

Skala: liczby i geografia

Rzeź wołyńska objęła tereny dawnego województwa wołyńskiego II RP, a jej rozszerzenie — Małopolskę Wschodnią (Galicję Wschodnią). Łączny obszar zbrodni to dawne województwa: wołyńskie, lwowskie, tarnopolskie i stanisławowskie.

Liczba ofiar polskich: od 80 do 120 tysięcy – takie widełki podaje IPN na podstawie badań historycznych. Dla samego Wołynia historycy szacują 40-60 tysięcy zamordowanych, dla Małopolski Wschodniej kolejne 30-40 tysięcy. 

Baza Ofiar Zbrodni Wołyńskiej IPN zawiera ponad 43 tysiące zindywidualizowanych wpisów z imionami i nazwiskami – i jest ciągle uzupełniana. Liczba miejscowości, w których dokonano mordów: ponad 4 tysiące. Liczba masowych grobów – tzw. „dołów śmierci” – szacowana jest na około 10 tysięcy na samym Wołyniu i tyleż w Małopolsce Wschodniej.

Zbrodni towarzyszyło niszczenie materialne: setki polskich wsi spalono do fundamentów, kościoły katolickie profanowano i niszczono, dobytek rabowano. Celem było nie tylko wymordowanie ludności, lecz dosłowne wymazanie polskiego śladu z tych ziem – tak, by po zakończeniu wojny tereny te były etnicznie jednorodnie ukraińskie.

Konsekwencją rzezi była masowa ucieczka polskiej ludności z Kresów. Kilkaset tysięcy Polaków porzuciło domy i ziemie rodzinne, szukając schronienia w miastach kontrolowanych przez Niemców, u partyzantki sowieckiej lub uciekając na zachód. Część z tych ucieczek odbywała się w warunkach trudnych do wyobrażenia – zimą, przez lasy, bez żywności.

Głównodowodzący: kim byli sprawcy

Historia żąda, by sprawcy mieli imiona i nazwiska.

Dmytro Kłaczkiwśkyj „Kłym Sawur” (1911-1945) – urodził się w Zbarażu, studiował prawo na Uniwersytecie Lwowskim. W OUN działał od lat trzydziestych. W 1940 roku aresztowany przez NKWD, zbiegł po wybuchu wojny niemiecko-sowieckiej. Główny architekt ludobójstwa na Wołyniu – to on wydał tajną dyrektywę nakazującą eksterminację Polaków i kierował jej wykonaniem w 1943 roku. Zginął w lutym 1945 roku podczas walk z sowieckim NKWD.

Roman Szuchewycz „Taras Czuprynka” (1907–1950) – dowódca główny UPA od 1943 roku. To on, po wizytacji Wołynia jesienią 1943 roku, nakazał przeniesienie metod rzezi wołyńskiej do Małopolski Wschodniej. Na Ukrainie ogłoszony „Bohaterem Ukrainy” przez prezydenta Wiktora Juszczenkę w 2007 roku.

Stepan Bandera (1909–1959) – przywódca OUN-B, ideolog ukraińskiego nacjonalizmu. Podczas kulminacji rzezi wołyńskiej w 1943 roku przebywał w obozie koncentracyjnym Sachsenhausen, aresztowany przez Niemców po proklamowaniu przez OUN niepodległego państwa ukraińskiego w lipcu 1941 roku. 

Niemcy zwolnili go we wrześniu 1944 roku. Kwestia zakresu jego osobistej odpowiedzialności za wydanie rozkazu rzezi jest przez część historyków dyskutowana – poza sporem jest natomiast, że organizacja, którą kierował i której był ideologiem, ludobójstwa dokonała. Zamordowany przez agenta KGB w Monachium w 1959 roku. Na Ukrainie ogłoszony „Bohaterem Ukrainy” przez prezydenta Juszczenkę w 2010 roku – tytuł uchylony przez sąd, lecz zachowany w pamięci historycznej zachodniej Ukrainy.

„W latach 1943–1945 na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej ukraińscy nacjonaliści wymordowali od 80 do 120 tys. Polaków. Precyzyjna liczba ofiar nie jest możliwa do ustalenia. Celem zbrodniarzy z Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów (banderowców) i Ukraińskiej Powstańczej Armii było wyniszczenie polskiego żywiołu na terenach, które uznawali za ukraińskie” – dr hab. Filip Musiał, Instytut Pamięci Narodowej

Przemilczenie w PRL i trudny powrót pamięci

Przez kilkadziesiąt lat po wojnie rzeź wołyńska była w Polsce przemilczana. W Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej nie wolno było o niej mówić – z kilku powodów. Wołyń leżał na terenie wchłoniętym przez ZSRR; mówienie o zbrodniach ukraińskich nacjonalistów mogło drażnić jednego z narodów sowieckiej wspólnoty; i wreszcie – czynnik geopolityczny, który kazał milczeć w imię „braterstwa” polsko-ukraińskiego w ramach bloku wschodniego. Ocaleńcy i świadkowie zmuszeni byli nosić swoją wiedzę w sobie.

Po 1989 roku temat wrócił – stopniowo, opornie, z geopolityczną ostrożnością. Przez lata dominowało podejście, które preferowało „pojednanie bez prawdy” lub prawdę bardzo oszczędnie dozowaną. 

Przełom nastąpił w 2013 roku, w siedemdziesiątą rocznicę rzezi, kiedy zaczęły mnożyć się uroczystości upamiętniające ofiary i kiedy – jak ocenia IPN – nastąpiło pewne przełamanie w polityce państwowej. Rok 2016 przyniósł dwa ważne события: uchwałę Sejmu RP uznającą zbrodnie OUN-UPA za ludobójstwo i film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”, który – jako dzieło fabularne, nie dokument – wywołał ogromną dyskusję i dotarł do milionów Polaków, dla których rzeź wołyńska była dotąd abstrakcją historyczną.

22 lipca 2016 roku Sejm Rzeczypospolitej Polskiej przyjął uchwałę: „Sejm Rzeczypospolitej Polskiej oddaje hołd obywatelom II Rzeczypospolitej Polskiej okrutnie pomordowanym przez ukraińskich nacjonalistów. Ofiary zbrodni popełnionych w latach 1943-1945 przez Organizację Ukraińskich Nacjonalistów (OUN), Ukraińską Powstańczą Armię (UPA) oraz SS Galizien nie zostały dotąd godnie uczczone, a masowe groby ofiar do dzisiaj nie są oznaczone”. 

Sejm uznał zbrodnie wołyńskie za ludobójstwo. W tym samym roku ustanowiono 11 lipca Narodowym Dniem Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez OUN-UPA.

Ekshumacje: osiemdziesiąt lat czekania

Najtrudniejszym i najdotkliwszym aspektem sprawy jest kwestia grobów i ekshumacji. Ponad 80 lat po mordach przytłaczająca większość ofiar leży w bezimiennych dołach śmierci, bez krzyży i tablic, bez możliwości godnego pochówku. Polskie rodziny od dziesięcioleci czekają na możliwość zapalenia świeczki przy grobie swoich bliskich.

Od 1992 roku ekshumacje polskich szczątków na Ukrainie odbyły się jedynie w kilku miejscowościach – w Ostrówkach, Woli Ostrowieckiej, Gaju, Pawliwce i Radowiczach. Łącznie ekshumowano kilkaset osób. 

W czerwcu 2026 roku Ministerstwo Kultury Ukrainy wydało zgodę na kolejne ekshumacje w Ostrówkach i Woli Ostrowieckiej -co IPN przyjął jako krok naprzód, choć wiceprezes IPN Krzysztof Szwagrzyk komentował ostrożnie: „Jest światełko w tunelu, do przełomu jeszcze daleko”. W lipcu 2026 roku ogłoszono pierwszą w historii identyfikację genetyczną ofiar UPA – osiem osób zamordowanych w Puźnikach w obwodzie tarnopolskim w lutym 1945 roku.

W 2017 roku władze ukraińskie ogłosiły całkowitą blokadę udzielania polskiej stronie pozwoleń na prace ekshumacyjne – uzależniając jej zniesienie od spełnienia warunków politycznych dotyczących upamiętnień ukraińskich w Polsce. 

Blokada ta trwała siedem lat, do jesieni 2024 roku. W tym czasie każda polska rodzina czekająca na możliwość pochowania swoich bliskich czekała w próżni. IPN szacuje, że w 20 tysiącach dołów śmierci na Wołyniu i w kolejnych 20 tysiącach w Małopolsce Wschodniej spoczywają szczątki dziesiątek tysięcy ofiar. Prace ekshumacyjne – przy obecnym tempie – mogą trwać dziesięciolecia.

Ukraińska narracja: co mówią podręczniki po drugiej stronie granicy

Jedną z najtrudniejszych kwestii w polsko-ukraińskim sporze historycznym jest różnica w opisie tych samych wydarzeń. Ukraiński podręcznik historii dla uczniów 10 klasy z 2023 roku, wydany pod redakcją Witalija Własowa, Stanisława Kulczyckiego i Ołeksandra Panarina, nazywa rzeź wołyńską „tragedią wołyńską” – nie ludobójstwem. 

Temat zajmuje zaledwie trzy strony, z czego dwie to komentarze autorów i ćwiczenia. Podręcznik powołuje się na polskich historyków, podając liczbę „co najmniej 35 tysięcy” ofiar na Wołyniu – podczas gdy IPN mówi o 40–60 tysiącach na Wołyniu i 30-40 tysiącach w Galicji Wschodniej.

Kluczowe jest też, jak ukraiński podręcznik opisuje przyczyny zbrodni: „Uzasadnieniem tej decyzji była potrzeba przeszkodzenia planom polskich sił politycznych zmierzających do przyłączenia Zachodniej Ukrainy do powojennej Polski. Zwolenników miała również idea ukarania miejscowych Polaków za współpracę z hitlerowcami lub radzieckimi partyzantami”. To narracja, która zbrodnię sankcjonuje -wskazując na „prowokacje” ofiar jako przyczynę ich zagłady.

Polscy historycy odrzucają tę narrację jako niezgodną z faktami i źródłami. Dokumenty OUN i UPA – cytowane wyżej rozkazy Kłyma Sawura – nie wskazują na żadne „kary” za konkretne czyny. Wskazują na eksterminację polskiej ludności jako cel strategiczny: zbudowanie etnicznie jednorodnego państwa ukraińskiego przez fizyczne usunięcie Polaków.

Nierozliczona zbrodnia

Polska czeka na uznanie ludobójstwa wołyńskiego przez stronę ukraińską. Oczekiwanie to jest jasno formułowane od lat. Ukraina – jak dotąd – nie uznała zbrodni za ludobójstwo, nie przeprosiła, nie umożliwiła pełnego dostępu do ekshumacji. Sprawcy – Szuchewycz i Bandera – są na zachodniej Ukrainie bohaterami narodowymi z ulicami, pomnikami i pośmiertnymi tytułami honorowymi.

W tym kontekście dekret prezydenta Zełenskiego z 28 maja 2026 roku nadający elitarnej jednostce specjalnej Sił Zbrojnych Ukrainy honorową nazwę „Bohaterów UPA” – jest gestem odczytywanym przez polską stronę jako gloryfikacja sprawców ludobójstwa, nie zaś jako uhonorowanie walczących z sowietami.

Rzeź wołyńska jest zbrodnią realną, udokumentowaną, zidentyfikowaną przez polskie i znaczną część zachodnioeuropejskich historyków jako ludobójstwo w świetle Konwencji ONZ z 1948 roku. Ofiary były prawdziwymi ludźmi z prawdziwymi imionami – których część znamy dzięki wieloletniej pracy IPN. Szczątki tysięcy z nich wciąż leżą w bezimiennej ziemi. I o tym warto pamiętać – 11 lipca każdego roku, i nie tylko.

Artykuł oparty na materiałach Instytutu Pamięci Narodowej, publikacjach historyków Grzegorza Motyki, Ewy i Władysława Siemaszków, Filipa Musiała, dokumentach OUN i UPA cytowanych przez IPN oraz serwisie http://zbrodniawolynska.pl/.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: