Pogromcy szyfrów czyli jak Polska stworzyła szkołę kryptologiczną, która zmieniła losy świata

Od porucznika, który grzebieniem do włosów złamał bolszewickie kody, po trzech poznańskich matematyków, którzy rozpracowali Enigmę – historia polskiej kryptologii jest jedną z najbardziej niedocenionych kart w dziejach Europy. Są kraje, które budują swoją legendę na bitwach. Inne – na wynalazkach. Polska zbudowała jedną z najważniejszych, a jednocześnie najmniej znanych legend XX wieku na czymś, co nie poddaje się łatwej mitologizacji: na matematyce. Przez nieco ponad dwadzieścia lat – od 1919 do 1939 roku – Rzeczpospolita Polska, kraj biedny i otoczony wrogami, stworzyła szkołę kryptologiczną, która w bezpośredni sposób uratowała niepodległość w 1920 roku, a następnie – przekazując swoje osiągnięcia aliantom – skróciła II wojnę światową o lata i ocalała miliony istnień. To nie jest przesada. To jest historia, której większość Polaków nie zna – a powinna.

Zacznijmy od początku – a początek jest w Łodzi, w sierpniu 1919 roku, w niewielkiej sekcji Oddziału II Sztabu Generalnego, zajmującej się nasłuchem zagranicznych transmisji radiowych.

Pewność zwycięstwa oparta była nie na nadziei, a na faktach. Wszystkie bowiem meldunki i rozkazy armii sowieckiej były przejmowane i odszyfrowywane natychmiast po ich odebraniu. 

ppłk Jan Kowalewski, Rozgłośnia Polska Radia Wolna Europa, 1969

Jan Kowalewski miał wtedy dwadzieścia siedem lat. Był absolwentem łódzkiej Szkoły Handlowej, studiował chemię w belgijskim Liège, mówił płynnie po rosyjsku, francusku, niemiecku i angielsku. Podczas I wojny światowej służył w armii rosyjskiej w jednostkach łączności – co dało mu wiedzę o sposobach prowadzenia korespondencji szyfrowanej. Gdy trafił do polskiego wywiadu, zastępował akurat kolegę, który wziął urlop z powodu ślubu siostry.

To podczas tego zastępstwa – przez czysty przypadek – Kowalewski wziął do ręki przechwycony rosyjski szyfrogram i postanowił spróbować go odczytać. Udało się. Złamał dwie zaszyfrowane depesze Armii Czerwonej. Przełożeni natychmiast powierzyli mu organizację komórki kryptoanalizy – pierwszej tego typu w historii odrodzonego państwa polskiego.

„Był geniuszem w dziedzinie kryptologii. Co by się z Polską stało, gdyby w roku 1920 nie łamano dzięki niemu szyfrów bolszewickich?” 

Jan Stanisław Ciechanowski, szef Urzędu ds. Kombatantów, o Janie Kowalewskim

To, co nastąpiło potem, było jednym z najwspanialszych – i najbardziej niedocenionych – wysiłków intelektualnych w dziejach polskiej wojskowości. Kowalewski zbudował od podstaw system radiowywiadu. Rekrutował do niego najwybitniejszych polskich matematyków – profesorów Wacława Sierpińskiego, Stefana Mazurkiewicza i Stanisława Leśniewskiego, gigantów polskiej szkoły matematycznej, postaci znanych każdemu studentowi logiki i analizy na świecie. Uczył ich nowej dyscypliny: kryptoanalizy – sztuki łamania cudzych szyfrów.

Do końca 1920 roku Kowalewski i jego zespół złamali ponad sto sowieckich kluczy szyfrowych, odczytując blisko trzy tysiące zaszyfrowanych depesz. Oznaczało to, że polski Sztab Generalny znał plany Armii Czerwonej lepiej niż wielu sowieckich dowódców w terenie – bo ci nie zawsze otrzymywali rozkazy na czas, a Polacy je przechwytywali i odczytywali natychmiast.

Jak sam Kowalewski wyjaśniał dekady później na falach Wolnej Europy: „Sztab polski był lepiej poinformowany o ruchach, siłach i zamiarach nieprzyjaciela, aniżeli dowódcy poszczególnych grup sowieckich”. To nie jest mit ani propaganda – to jest fakt, potwierdzony przez historykra wojskowości prof. Grzegorza Nowika, który podaje, że przechwycono i odszyfrowano kilka tysięcy szyfrogramów radzieckich – i wszystkie zdekodowano.

Bitwa Warszawska – zwana „Cudem nad Wisłą” – nie była cudem. Była wynikiem genialnej strategii militarnej, opartej na perfekcyjnym rozpoznaniu pozycji, zamiarów i słabości wroga. A to rozpoznanie dał Polsce porucznik z Łodzi, który przypadkiem wziął do ręki szyfrogram podczas zastępstwa za kolegę.

Po wojnie z bolszewikami Kowalewski nie spoczął. Deszyfrował depesze niemieckie podczas III powstania śląskiego. Prowadził kursy kryptologii dla japońskich oficerów w Tokio – na prośbę japońskiego rządu. Był attaché wojskowym w Moskwie i Bukareszcie. Podczas II wojny światowej, z Lizbony, prowadził „Akcję Kontynentalną” – tajną operację wywiadowczą, w ramach której m.in. ostrzegał przed planem Barbarossa. Po wojnie osiadł w Londynie i został zapomniany.

Profesor, który zobaczył przyszłość

Doświadczenia z 1920 roku nauczyły polski wywiad jednej fundamentalnej lekcji: w nowoczesnej wojnie ten, kto czyta szyfry wroga, wygrywa. A żeby czytać szyfry, potrzebni są matematycy – nie lingwiści, nie oficerowie, nie szpiedzy, lecz czyści matematycy. Polska, paradoksalnie, miała ich pod dostatkiem.

W dwudziestoleciu międzywojennym Polska była – co dziś brzmi zaskakująco – europejską potęgą matematyczną. Lwowska szkoła matematyczna (Banach, Steinhaus, Ulam), warszawska szkoła logiki (Tarski, Łukasiewicz), poznańska szkoła – to były ośrodki na światowym poziomie. Prof. Jerzy Gawinecki trafnie podsumował ten fenomen: „Kryptologia kwitnie w tych krajach, które mają wysoko rozwiniętą matematykę i które boją się o swoją przyszłość”.

W 1929 roku Biuro Szyfrów Oddziału II Sztabu Głównego podjęło decyzję bezprecedensową: zorganizowało na Uniwersytecie Poznańskim tajny kurs kryptologii dla studentów matematyki. Dlaczego w Poznaniu? Bo było najbliżej Niemiec – studentom mieli do czynienia z niemieckim szyfrem na co dzień. A prowadzeniem kursu zajął się prof. Zdzisław Krygowski, wybitny matematyk z Wydziału Matematyki Uniwersytetu Poznańskiego.

Na kurs zapisało się kilkudziesięciu studentów. Poddano ich egzaminowi: mieli odczytać autentyczną zaszyfrowaną depeszę Reichswehry. Niemiecki szyfr podwójnego podstawienia uchodził wówczas za najtrudniejszy do złamania. Trzech studentów zdało egzamin szczególnie dobrze. Ich nazwiska: Marian Rejewski, Jerzy Różycki, Henryk Zygalski. Nie wiedzieli tego jeszcze, ale właśnie rozpoczynali pracę, która zmieni losy świata.

Enigma

Enigma – niemiecka elektromechaniczna maszyna szyfrująca – była uważana za nie do złamania. Jej system wirników, reflektorów i łącznicy kablowej generował astronomiczną liczbę możliwych ustawień. Niemcy byli przekonani, że żadna ludzka umysłowość nie jest w stanie przebrnąć przez taką barierę kombinatoryczną. Nie docenili trzech polskich matematyków.

Rejewski, Różycki i Zygalski, zatrudnieni w poznańskiej filii Biura Szyfrów, od początku lat trzydziestych pracowali nad złamaniem Enigmy. We wrześniu 1932 roku przenieśli się do centrali w Pałacu Saskim w Warszawie. I tu dokonał się przełom.

Marian Rejewski – nieoficjalny lider trójki – zastosował podejście, którego nie próbował nikt przed nim. Zamiast atakować szyfr „na piechotę”, wykorzystał narzędzia abstrakcyjnej algebry – teorię permutacji i teorię grup. To było rewolucyjne: po raz pierwszy w historii do łamania szyfrów zastosowano czystą matematykę wyższą zamiast intuicji i prób i błędów. Rejewski zrekonstruował okablowanie wirników Enigmy i w konsekwencji złamał kody dzienne. Było to jedno z najważniejszych osiągnięć intelektualnych XX wieku – porównywalne z pracami Turinga, ale wcześniejsze od nich o kilka lat.

Henryk Zygalski opracował metodę perforowanych arkuszy (tzw. „płachty Zygalskiego”), pozwalających wykrywać wzorce w szyfrowanych wiadomościach. Jerzy Różycki stworzył tzw. „metodę zegara” – technikę pozwalającą określić, które wirniki Enigmy są aktywne w danym dniu. 

Do 1938 roku trójka systematycznie łamała niemiecki szyfr, odczytując setki depesz. Niemcy jednak coraz częściej zmieniali procedury szyfrowania – a Biuro Szyfrów dysponowało zbyt skromnym budżetem, by nadążyć za zmianami. Polacy stanęli przed dylematem: kontynuować samotną walkę z coraz bardziej skomplikowanym szyfrem, czy podzielić się wiedzą z sojusznikami, którzy mają więcej zasobów. Wybrali to drugie – i ta decyzja okazała się jedną z najważniejszych w historii II wojny światowej.

26 lipca 1939 – spotkanie, które uratowało świat

26 lipca 1939 roku – pięć tygodni przed wybuchem wojny – w tajnym ośrodku pod Pyrami w Lesie Kabackim pod Warszawą odbyło się spotkanie, o którym wielu historyków mówi, że było jednym z najważniejszych wydarzeń dyplomatycznych XX wieku.

Polacy przekazali Francuzom i Brytyjczykom kompletną wiedzę na temat złamania Enigmy: metody matematyczne, kopie maszyny, arkusze Zygalskiego, schematy okablowania. Ze strony brytyjskiej obecni byli szef Rządowej Szkoły Kodów i Szyfrów (która mieściła się w Bletchley Park) oraz Alfred Dillwyn Knox – główny brytyjski kryptolog.

Brytyjczycy byli „początkowo bardzo sceptyczni” wobec polskich osiągnięć – jak diplomatycznie odnotowują źródła. W praktyce oznacza to, że nie wierzyli, iż mały, biedny kraj ze Środkowej Europy mógł dokonać czegoś, czego oni sami nie potrafili. Gdy jednak zobaczyli dowody – sceptycyzm zamienił się w podziw. Jak później przyznano, „opierali na polskich osiągnięciach niemal w całości” swoją pracę nad Enigmą w Bletchley Park.

To w Bletchley Park – już na bazie polskich metod – Alan Turing i Gordon Welchman zbudowali słynną maszynę deszyfrującą „Bombe” i prowadzili operację „Ultra”, która dostarczała aliantom bezcenne informacje wywiadowcze przez całą wojnę. Ale fundamentem całej tej konstrukcji była praca trzech poznańskich matematyków. Bez Rejewskiego nie byłoby Turinga. Bez Turinga nie byłoby „Ultra”. Bez „Ultra” – jak oceniają historycy – wojna trwałaby co najmniej dwa, a może nawet pięć lat dłużej.

Losy pogromców

Losy trójki kryptologów po wrześniu 1939 roku to osobna, dramatyczna historia. Po wybuchu wojny ewakuowali się do Rumunii, a stamtąd do Francji, gdzie kontynuowali pracę w ramach polsko-francuskiego ośrodka deszyfrażu pod kryptonimem „Ekipa Z” (później PC Bruno i Cadix). Łamali niemieckie, włoskie i hiszpańskie szyfry.

Jerzy Różycki – najmłodszy z trójki – zginął 9 stycznia 1942 roku. Statek „Lamoricière”, którym płynął z Algierii do Francji, zatonął u wybrzeży Balearów. Z 320 osób na pokładzie zginęło lub zaginęło 309. Miał trzydzieści trzy lata. 

Rejewski i Zygalski, po upadku Francji Vichy, przedostali się przez Hiszpanię (gdzie zostali internowani) do Wielkiej Brytanii. Tam – co jest jedną z najbardziej gorzkich ironii tej historii – nie zostali włączeni do prac w Bletchley Park. Brytyjczycy nie chcieli dzielić się swoim najcenniejszym sekretem nawet z ludźmi, którym ten sekret zawdzięczali. Rejewski i Zygalski pracowali przy łamaniu mniej istotnych szyfrów w polskiej jednostce wojskowej.

Po wojnie Rejewski wrócił do Polski. Pracował w firmie produkującej skrzynie kablowe. Dopiero pod koniec życia – gdy w 1974 roku brytyjski oficer Frederick Winterbotham opublikował książkę „The Ultra Secret”, ujawniając skalę operacji deszyfrażu – świat dowiedział się o polskim wkładzie. Rejewski zmarł 13 lutego 1980 roku w Warszawie. Spoczywa na Cmentarzu Wojskowym na Powązkach.

Zygalski nie wrócił do Polski. Osiadł w Anglii, wykładał matematykę na Surrey University. Zmarł w 1978 roku – dwa lata przed Rejewskim – w zapomnieniu, które dopiero dekady później zaczęło ustępować zasłużonemu uznaniu.

W 2000 roku wszyscy trzej zostali pośmiertnie odznaczeni Krzyżami Wielkimi Orderu Odrodzenia Polski.

Polska szkoła – dlaczego akurat my?

To pytanie wraca regularnie: jak to możliwe, że biedna, zacofana technologicznie Polska dwudziestolecia miała kryptologów na poziomie nieosiągalnym dla Niemiec, Francji czy Wielkiej Brytanii? Odpowiedź jest wielowarstwowa – i zawiera w sobie lekcję aktualną do dziś.

Po pierwsze – matematyka. Polska szkoła matematyczna lat dwudziestych i trzydziestych należała do absolutnej światowej czołówki. Banach, Sierpiński, Tarski, Mazurkiewicz – to nie byli prowincjonalni uczeni, lecz twórcy nowych dziedzin. Z tego gruntu wyrośli kryptolodzy.

Po drugie – egzystencjalne zagrożenie. „Kryptologia kwitnie w krajach, które boją się o swoją przyszłość” – i trudno o lepszą definicję Polski otoczonej przez Niemcy i Rosję. Konieczność obrony wyostrza umysły w sposób, którego żaden program badawczy nie jest w stanie zastąpić.

Po trzecie – intuicja wywiadu wojskowego, który zrobił coś wówczas bezprecedensowego: zwrócił się do cywilnych matematyków i dał im wolną rękę. Ani Kowalewski w 1919, ani Rejewski w 1932 nie byli zawodowymi wojskowymi – byli umysłami, którym pozwolono pracować nad problemem, nie krępując ich biurokratycznymi procedurami.

Po czwarte – język. Kowalewski znał rosyjski, Rejewski – niemiecki. To pozornie banalna kwestia, ale kryptologia bez znajomości języka to jak chirurgia bez anatomii. Polacy, wychowani na pograniczu dwóch wielkich kultur – rosyjskiej i niemieckiej – mieli przewagę, której Brytyjczycy i Francuzi po prostu nie posiadali.

Centrum Szyfrów Enigma

W Poznaniu – mieście, gdzie wszystko się zaczęło – działa Centrum Szyfrów Enigma im. Mariana Rejewskiego, Jerzego Różyckiego i Henryka Zygalskiego. W 2007 roku odsłonięto tam czterometrowy obelisk z brązu w kształcie graniastosłupa o podstawie trójkąta, z nazwiskami kryptologów wpisanymi wśród cyfr. W Bletchley Park tablica pamiątkowa głosi: „Praca polskich matematyków ogromnie pomogła kryptologom w Bletchley Park i przyczyniła się do zwycięstwa aliantów w II wojnie światowej”.

Trzech młodych mężczyzn z Poznania – matematyków, którzy ukończyli ten sam uniwersytet, zdali ten sam egzamin, pracowali w tym samym biurze – dokonało czegoś, co zmieniło bieg historii. Jeden z nich zginął na morzu w wieku trzydziestu trzech lat. Dwóch pozostałych dożyło starości w zapomnieniu.

Ich historia jest lekcją pokory dla tych, którzy sądzą, że o losach świata decydują wyłącznie wielkie armie i wielkie budżety. Czasem decyduje umysł – cichy, skupiony, genialny – i odwaga, by pozwolić mu pracować.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: