Aż 63,5 proc. pracowników naukowych i ponad 40 proc. studentów zetknęło się z tym zjawiskiem. Obmawianie, publiczne krytykowanie i kwestionowanie decyzji to codzienność. Środowisko akademickie wreszcie przyznaje, że to, co do tej pory robiło w tym zakresie, po prostu nie działa i próbuje stworzyć realne procedury.
Wydawało się, że wszędzie ale nie tam… Chodzi o zjawisko mobbingu na uczelniach. Niestety badania pokazały, że mobbing występuje i z tych badań wynika, że jego natężenie jest zdecydowanie większe niż w przypadku „zwykłych” pracowników – mówi Marcin Stanecki. Główny Inspektor Pracy przyznaje, że był w szoku, gdy zobaczył wyniki badań bo, jak mówi był do tej pory święcie przekonany, że uczelnie jako kuźnia elit, gdzie wymieniają się poglądy, stanowiska, jest bezpieczną oazą. O tym, że jest inaczej mówią raporty. . „Mapa mobbingu na uczelniach” fundacji Science Watch Polska z 2022 roku wykazała, że dwie trzecie członków społeczności akademickich zetknęło się z mobbingiem. Najbardziej narażeni? Adiunkci(23,4 proc.) oraz pracownicy niedydaktyczni (12,2 proc.).
Studenci się boją. Nie można oczekiwać heroizmu
Równie źle, a może nawet gorzej, jest wśród studentów. Z badań wychodzi, że co drugi student doświadczył, widział lub bezpośrednio doświadczył zjawiska mobbingu czy dyskryminacji. Są to zatrważające wyniki. Raport Niezależnego Zrzeszenia Studentów (2021) pokazał, że ponad 40 proc. badanych studentów miało styczność z mobbingiem na swojej uczelni, a 32 proc. doświadczyło go osobiście. Dlaczego ofiary milczą? Powód jest prosty: strach. 42 proc. studentów nie podjęło żadnego działania ze względu na strach przed konsekwencjami. 32 proc. nie zareagowało, bo było przekonanych, że to i tak niewiele zmieni. Studenci na mobbing czy dyskryminację najczęściej nie reagują, bo się boją – mówi Wiktoria Nowak, przedstawicielka studentów z Uniwersytetu Warszawskiego – trudno się dziwić, bo są najniżej w hierarchii uniwersyteckiej (…), a potem okazuje się, że profesor, który dopuszczał się mobbingu czy dyskryminacji, uczy ich jeszcze przez trzy semestry. Jak dodaje, studenci boją się, że zgłoszenie będzie równoznaczne z oblaniem egzaminów.
Uczelnie powoli dorastają do problemu
Problem w tym, że przez lata uczelnie nie miały nawet podstawowych narzędzi do walki z patologią. Raport fundacji Science Watch Polska z 2019 roku był druzgocący: ponad 21 proc. ankietowanych uczelni publicznych w ogóle nie opracowało wewnętrznych procedur antymobbingowych. Teraz, pod presją badań i doniesień medialnych, coś zaczyna się zmieniać. Uczelnie dość powoli dorastają do tego, aby w sposób dojrzały podjąć decyzję: nie mamy się czego obawiać, zweryfikujemy i pokażemy, co dotychczas robimy.
Potrzeba jest gigantyczna. Wiele uczelni wręcz czeka na poradnik dobrych praktyk, bo nie ma u siebie wdrożonych rozwiązań i nie wie, co robić. Eksperci są zgodni, że debaty to za mało. Z perspektywy uczelni musimy być przygotowani nie tylko na to, aby organizować debaty, ale także na to, aby umieć skutecznie reagować. To skuteczne reagowanie to przede wszystkim jasne procedury i miejsce, do którego można się zwrócić o pomoc – mówi prof. Jacek Męcina z UW, kierownik projektu „Bezpieczna Uczelnia„, który ma zebrać i promować dobre praktyki w tym zakresie.
Główny Inspektor Pracy dodaje, że uczelnie powinny czerpać z rozwiązań, które w prywatnych firmach są standardem. Na pewno będzie to wdrożenie procedur antymobbingowych, w tym infolinii. Można przenieść na uczelnię to, co funkcjonuje w wielu zakładach prywatnych, czyli opiekę psychologiczną, częste badania ankietowe, żeby zweryfikować atmosferę pracy – wylicza Marcin Stanecki.
Zainteresowanie tematem jest ogromne. Testowe zajęcia konwersacyjne o mobbingu na UW przyciągnęły dwa razy więcej studentów niż zakładano. Studenci są aktywni na rynku pracy i opowiadają o swoich doświadczeniach, o tym, co przeżywają w związku z sytuacjami przemocowymi, nie zawsze potrafią je nazwać.

