Wiek formalnie nie stanowi kryterium oceny kandydatów, ale w praktyce staje się jednym z głównych powodów odrzucenia CV. Z najnowszego raportu na temat rynku pracy wynika, że co trzeci pracownik padł ofiarą dyskryminacji ze względu na metrykę. Problem dotyka z jednej strony osób po 45. roku życia, a z drugiej – młodych poniżej trzydziestki, dla których zamknięto ścieżki zdobywania pierwszego doświadczenia.
Zjawisko to ma dwa brutalne oblicza. Ageizm uderza w pracowników ze sporym bagażem doświadczeń, podczas gdy adultyzm blokuje szanse najmłodszych kandydatów. Anna Macnar, prezeska instytutu badawczego HRM Institute, zaznacza, że osoby z grupy 45+ bywają postrzegane przez rynek jako zbyt mało elastyczne. Z kolei ludzie przed trzydziestką, po zakończeniu studiów, mają gigantyczny problem ze znalezieniem pierwszej posady, przez co odsetek bezrobotnych w tej grupie zauważalnie rośnie.
Cichy filtr w procesie rekrutacji
Niewidzialne sito zaczyna działać już na samym początku. Badania pokazują, że aż 40 procent kandydatów w ogóle nie aplikowało na dane stanowisko w obawie przed odrzuceniem ze względu na wiek, a co trzeci celowo ukrył swoją metrykę w CV lub podczas rozmowy. Zdarza się, że rekruterzy – niejednokrotnie bardzo młodzi – odrzucają dojrzałych kandydatów z góry zakładając, że ci nie poradzą sobie z nowymi technologiami. Uprzedzenia te bywają wręcz wpisane w same ogłoszenia. Sformułowanie o poszukiwaniach do „młodego, dynamicznego zespołu” to wciąż chleb powszedni, z którym spotkało się dziewięciu na dziesięciu pracowników. Co więcej, aż 45 procent badanych przyznaje, że spotkało się z odrzuceniem aplikacji pod pretekstem posiadania „zbyt wysokich kwalifikacji”.
Zgubne skutki dla gospodarki i samych firm
Eksperci biją na alarm, że takie podejście to droga donikąd. Joanna Malinowska-Parzydło, ekspertka od decyzji przywódczych, nazywa osoby po 55. roku życia „generacją premium”. Zwraca uwagę, że firmy pozbywające się doświadczonych kadr tracą cenną wiedzę i historię podejmowania trudnych decyzji w czasach kryzysu. Organizacja bez takich ludzi staje się jak pusty dysk. Z kolei brak stanowisk juniorskich, nierzadko redukowanych przez automatyzację i sztuczną inteligencję, sprawia, że firmy zostają całkowicie bez naturalnych sukcesorów. Wymuszona rotacja, oparta na bezużytecznych stereotypach, a nie na realnych kompetencjach, generuje w efekcie potężne koszty i paraliżuje rozwój wielu biznesów.

