SENT. Jak system do śledzenia paliw i alkoholu zaczął śledzić babcię z dziesięcioma parami butów

Od 17 marca 2026 roku każdy, kto przewozi więcej niż dziesięć par butów lub dziesięć kilogramów ubrań, musi to zgłosić do rządowego systemu monitoringu pod groźbą kary 20 tysięcy złotych. System SENT, stworzony do śledzenia cystern z paliwem i tirów z alkoholem, objął pięćdziesięcioletnią panią Grażynę, która wiezie bagażnikiem sweterki na bazar w Głuchowie. Rząd mówi: „walczymy z szarą strefą.” Przedsiębiorcy odpowiadają: „walczycie z nami.” W środę tysiące z nich przeszły pod Ministerstwo Finansów i Sejm. Zacznijmy od tego, czym jest SENT, bo większość Polaków nigdy o nim nie słyszała. A po tym, co rząd zrobił w marcu, powinni.

SENT – System Elektronicznego Nadzoru Transportu – to państwowy system monitorowania przewozu towarów na drogach i torach, prowadzony przez Krajową Administrację Skarbową. Powstał w 2017 roku z jednym, jasnym celem: śledzić przewóz „towarów wrażliwych”, takich, których obrót wiąże się z podwyższonym ryzykiem oszustw podatkowych.

Jakich towarów? Paliw. Alkoholu. Suszu tytoniowego. Wybranych odpadów. Chemikaliów. Towarów, które jeżdżą cysternami i tirami, warte setki tysięcy złotych za transport i które są ulubionym narzędziem zorganizowanych grup przestępczych do wyłudzania VAT-u.

SENT w tej wersji  niszowej, specjalistycznej, celowanej w duży przemysł paliwowy i alkoholowy działał cicho i skutecznie. Nikt nie protestował. Bo nikt przy zdrowych zmysłach nie broni prawa do niemonitorowanego przewozu stu tysięcy litrów oleju napędowego.

A potem – 17 marca 2026 roku – rząd rozszerzył SENT o odzież i obuwie.I zaczęło się piekło.

Co się stało 17 marca

Rozporządzenie weszło w życie 17 marca 2026 roku, na podstawie przepisów podpisanych we wrześniu 2025. Od tego dnia każdy przedsiębiorca, który przewozi odzież lub obuwie – nowe lub używane – jest zobowiązany do zgłoszenia tego przewozu w systemie SENT.

Próg? Dziesięć par butów. Dziesięć kilogramów odzieży. Dziesięć.

Pisząc to jeszcze raz, bo brzmi jak satyrę: jeśli jesteś handlarzem z Głuchowa i wieziesz bagażnikiem forda transita czterdzieści swetrów na bazar musisz przed wyjazdem zalogować się do systemu SENT, podać dane pojazdu, trasę przewozu, rodzaj towaru, wagę, liczbę sztuk. Twój samochód jest śledzony przez GPS. Na bazarze musisz potwierdzić dostarczenie towaru. Jeśli zmienisz trasę – musisz zaktualizować zgłoszenie. Jeśli nie zgłosisz – kara: minimum 20 tysięcy złotych.

Dwadzieścia tysięcy złotych. Za czterdzieści swetrów w bagażniku.

Michał Lesiak, prezes legendarnego Bazaru Głuchów (jednego z największych targowisk odzieżowych w Polsce) powiedział na posiedzeniu sejmowej komisji: „Branża odzieżowa to są często osoby pięćdziesiąt plus, które nie mają w ogóle zaplecza IT, które nie są w stanie operować na tych systemach. System SENT był zaprojektowany dla przewozów z punktu A do punktu B. Branża odzieżowa działa wieloetapowo – to jest przerzucanie codziennie towaru, towar w samochodzie pod blokiem, jazda na stację benzynową. Mamy wiele etapów, półproduktów, zwrotów i różne kanały handlu.”

Innymi słowy: SENT został zaprojektowany dla cystern z paliwem, które jadą z rafinerii do stacji benzynowej. Prosta trasa, jeden nadawca, jeden odbiorca, jeden transport. Branża odzieżowa działa zupełnie inaczej: towar jeździ tam i z powrotem, jest przeładowywany, sortowany, zwracany, odsprzedawany. Handlarz na bazarze rano jedzie z towarem, w południe wraca po część, po południu jedzie znowu. Każdy taki przejazd to osobne zgłoszenie SENT. Albo kara 20 tysięcy.

Dlaczego rząd to zrobił

Ministerstwo Finansów ma swoją narrację i warto ją przedstawić, bo nie jest pozbawiona podstaw.

Szara strefa w Polsce odpowiada za 17,7 procent PKB. Branża odzieżowa, szczególnie segment importu z Chin, Turcji i krajów azjatyckich jest jednym z sektorów, w których szara strefa kwitnie. Niepozorne busy z „hurtowni” przywożą tony odzieży bez dokumentacji, bez VAT-u, bez cła. Sprzedawcy na bazarach – część z nich – handlują towarem niewiadomego pochodzenia, bez faktur, bez podatków. Zorganizowane grupy przestępcze używają branży odzieżowej do prania pieniędzy i wyłudzania VAT-u.

Rzecznik Ministerstwa Finansów Marcin Andrzejak: „Za wprowadzeniem zmian przemawia nie tylko interes Skarbu Państwa, ale chęć ochrony rynku krajowego przed nieuczciwą konkurencją, towarami niebezpiecznymi, w tym głównie napływem odzieży i obuwia niskiej jakości z krajów spoza Unii Europejskiej.”

„Żeby z własnym legalnym towarem wyjechać z domu, trzeba się zarejestrować i trzeba być śledzonym systemem GPS.” 

Michał Lesiak, prezes Bazaru Głuchów

Ministerstwo podaje dane: w pierwszym miesiącu funkcjonowania nowych przepisów zarejestrowano 55 tysięcy zgłoszeń odzieżowo-obuwniczych. Przeprowadzono 653 kontrole. W 86 przypadkach stwierdzono nieprawidłowości. Nałożono 34 mandaty.

Te argumenty są racjonalne. Szara strefa istnieje. Nieuczciwa konkurencja z Azji niszczy polskich producentów (pisaliśmy o tym w artykule o folklorze i o rentowności rolnictwa – ten sam mechanizm). I państwo ma prawo – ba, obowiązek – uszczelniać system podatkowy.

Ale – i tu jest sedno protestu – metoda jest nieadekwatna do celu. Bo SENT jest młotem pneumatycznym. A problem, przynajmniej w części wymaga skalpela.

Młot na muchy

Poseł Andrzej Gawron (PiS) na posiedzeniu komisji sejmowej: „Z celem się wszyscy zgadzamy – z tym trzeba walczyć. Ale nie taką metodą. Zamiast uderzyć w tę patologię, uderza się w uczciwych przedsiębiorców.”

Poseł Ryszard Wilk (Konfederacja): „Dlaczego Azjatów tutaj z nami nie ma? Bo oni nie potrzebują tutaj być – oni to wszystko ominą.”

I to jest clou sprawy. SENT, w teorii ma uderzać w szarą strefę. W praktyce uderza w tych, którzy działają legalnie. Bo legalny przedsiębiorca rejestruje się w systemie (bo boi się kary). Nielegalny nie rejestruje się (bo i tak łamie prawo, więc jedna kara więcej lub mniej nie robi mu różnicy). Efekt: system monitoruje uczciwych a nieuczciwi go omijają.

To jest klasyczny paradoks regulacji: im bardziej skomplikowane przepisy, tym bardziej dyskryminują małych i uczciwych, bo duzi mają działy compliance, a nieuczciwi mają sposoby na obejście. Pani Grażyna z Głuchowa nie ma działu compliance – ma bagażnik pełen swetrów i strach przed karą 20 tysięcy złotych.

Grzegorz Brzostowicz, handlarz z bazaru: „Naprawdę dla nas jest to uciążliwe, ponieważ my, sprzedając polski produkt, dostaliśmy rykoszetem przez działalność chińską i wietnamską.”

„Ochłap, który nie rozwiązuje problemów”

Pod presją protestów Ministerstwo Finansów ustąpiło. Częściowo.

12 maja 2026 roku, dzień przed dzisiejszym protestem minister podpisał rozporządzenie, które wyłącza mikroprzedsiębiorców z CEIDG z obowiązku zgłaszania przewozu odzieży i obuwia do SENT. Pod warunkami: transport na targowisko z opłatą targową. Odzież do 500 kilogramów. Obuwie do 700 sztuk. Trasa z domu lub firmy na targowisko i z powrotem.

Brzmi jak ustępstwo. Ale organizatorzy protestu oceniają je jednoznacznie: „Dostaliśmy od Ministerstwa Finansów ochłap, który nie tylko nie rozwiązuje problemów, ale grozi jeszcze większym chaosem.”

Dlaczego „chaos”? Bo wyłączenie dotyczy tylko mikroprzedsiębiorców z CEIDG. Spółki z o.o. – nie. Hurtownie zaopatrujące detal – nie. Producenci – nie. Sprzedaż w budynkach (hale targowe) – nie, bo to nie jest „targowisko podlegające opłacie targowej.” Limit 700 sztuk obuwia (350 par) jest sztuczny, bo handlarz na dużym bazarze wozi więcej.

Rada Przedsiębiorców w piśmie do ministra: rozwiązania są „jedynie częściową odpowiedzią na problemy branży.” Komisja sejmowa wylicza pięć wad: nierówne traktowanie przedsiębiorców według formy prawnej, pominięcie producentów i hurtu, sztuczne ograniczenie do targowisk, nieadekwatne kryterium wagowe (branża liczy w sztukach, nie kilogramach), arbitralny limit odległości.

Marsz na Świętokrzyską i Wiejską

13 maja 2026 roku tysiące przedsiębiorców z branży odzieżowej i obuwniczej przeszły ulicami Warszawy. 

Hasło: „STOP SENT.” Organizator: grupa „NIE dla SENT dla odzieży i obuwia” – inicjatywa oddolna, skupiająca handlarzy z bazarów z całej Polski. To drugi protest w ciągu miesiąca. Pierwszy odbył się 16 kwietnia.

Organizatorzy: „Od poprzedniej demonstracji minął miesiąc. Wyszliśmy na ulice, jasno powiedzieliśmy co jest nie tak, usłyszeliśmy obietnice. I co się zmieniło? Nic. Dlatego to nie jest protest kogoś. To jest protest NAS WSZYSTKICH. Małych firm. Średnich firm. Pracowników. Ludzi, którzy od lat budują ten rynek.”

Branża odzieżowa: kto tu pracuje

Tu dochodzimy do kontekstu społecznego, który jest kluczowy, bo za skrótem „SENT” i za słowem „przedsiębiorca” stoją konkreci ludzie.

Branża odzieżowo-obuwnicza w Polsce to – w ogromnej większości – mikrofirmy. Jednoosobowe działalności gospodarcze. Rodzinne biznesy prowadzone od pokoleń. Pani na bazarze, która wstaje o czwartej rano, ładuje towar do busa, jedzie pięćdziesiąt kilometrów na targowisko, stoi za stołem do szesnastej, wraca, rozlicza się, planuje następny dzień. Robi to od dwudziestu, trzydziestu lat.

SENT (System Elektronicznego Nadzoru Transportu) – od 2017 roku monitoruje przewóz paliw, alkoholu, tytoniu i odpadów. Od 17 marca 2026 także odzieży i obuwia. Próg: 10 par butów / 10 kg odzieży. Kara za brak zgłoszenia: minimum 20 000 złotych. Pierwszy miesiąc: 55 000 zgłoszeń, 653 kontrole, 86 nieprawidłowości (1,3%). 12 maja: ministerstwo wyłączyło mikroprzedsiębiorców z CEIDG, ale tylko na targowiskach z opłatą targową, do 500 kg odzieży / 700 szt. obuwia. Branża: „ochłap, który nie rozwiązuje problemów.” 13 maja: protest w Warszawie – marsz pod MF i Sejm. Hasło: „STOP SENT.” Postulat branży: SENT tylko dla importu, nie dla obrotu krajowego. Szara strefa w Polsce: 17,7% PKB. Ale 99 na 100 zgłoszeń SENT – to uczciwi przedsiębiorcy. System monitoruje babcię z swetrami. Przestępców – nie.

Te osoby w zdecydowanej większości nie mają „zaplecza IT.” Nie mają smartfonów z aplikacją SENT. Nie mają pracownika, który by za nie zgłaszał transporty. Nie mają prawnika, który wyjaśni, czy ich bus z kurtkami mieści się w limicie 500 kilogramów, czy go przekracza.

Branża odzieżowa to są często osoby pięćdziesiąt plus. To jest pokolenie, które zbudowało polski handel od zera, po 1989 roku, na bazarach, na targowiskach, na giełdach. Ci ludzie przeżyli transformację, hiperinflację, kryzysy. I teraz mówią im, że żeby przewieźć czterdzieści swetrów do Głuchowa muszą zalogować się do systemu GPS.

Co mówi rozum i czego nie mówi ministerstwo

Rozwiązanie, które wydaje się racjonalne, i które proponuje sama branża jest proste: SENT dla importu, nie dla obrotu krajowego.

Poseł Wilk (Konfederacja): „Rozwiązanie, które branża proponuje i które wydaje się zasadne, jest takie, aby SENT obejmował tylko import.”

Logika jest czytelna: problem szarej strefy w branży odzieżowej dotyczy przede wszystkim importu towaru spoza UE, wjeżdżającego do Polski bez odpraw celnych, bez VAT-u, bez dokumentacji. Monitorowanie importu, na granicy, w portach, na przejściach celnych jest wykonalne, celowane i skuteczne. Monitorowanie każdego busa z kurtkami na trasie Głuchów-Łódź nie jest.

Ministerstwo twierdzi, że „samymi kontrolami nie jest w stanie zwalczyć patologii w sektorze.” Ale pytanie brzmi: czy SENT je zwalcza? 55 tysięcy zgłoszeń, 653 kontrole, 86 nieprawidłowości, 34 mandaty. To jest skuteczność na poziomie 1,3 procenta. Na każde sto zgłoszeń jedno naruszenie. Dziewięćdziesiąt dziewięć zgłoszeń, to jest biurokracja nałożona na uczciwych.

Gdzieś w Polsce – może w Głuchowie, może w Wólce Kosowskiej, może na bazarze w Andrychowie – siedzi kobieta. Ma pięćdziesiąt siedem lat. Od trzydziestu lat handluje ubraniami. Wstaje o czwartej. Ładuje bus. Jedzie na targowisko. Stoi za stołem do szesnastej. Wraca. Rozlicza się. Płaci podatki – VAT, PIT, ZUS. Uczciwie. Od trzydziestu lat.

Od 17 marca, zanim wyjedzie z domu musi zalogować się do systemu SENT, podać dane transportu, wagę towaru, trasę, numer rejestracyjny. Jej samochód jest śledzony przez GPS. Jeśli pomyli się w formularzu – kara 20 tysięcy złotych. Jeśli nie zgłosi dziesięciu par butów w bagażniku – kara 20 tysięcy.

Chińska hurtownia, która wwozi do Polski kontenery odzieży bez dokumentów nie zgłasza nic. Bo i tak łamie prawo. I SENT jej nie dotyczy, bo SENT dotyczy tych, którzy próbują działać legalnie.

System, który karze uczciwych za grzechy nieuczciwych nie jest systemem uszczelniającym. Jest systemem niesprawiedliwym.

I dlatego pod Ministerstwem Finansów i pod Sejmem stali ludzie z transparentami „STOP SENT.” Nie dlatego, że bronili szarej strefy. Lecz dlatego, że bronią siebie. Przed państwem, które zamiast ścigać przestępców monitoruje babcię z swetrami w bagażniku.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: