To miały być transfery, które potwierdzą nową erę finansową w polskiej piłce. Gdy latem 2025 roku Legia Warszawa biła absolutny rekord PKO BP Ekstraklasy, płacąc angielskiemu Watford FC 3 miliony euro za Miletę Rajovicia, a Widzew Łódź dokonywał swojego historycznego zakupu Andiego Zeqiriego z belgijskiego KRC Genk reprezentanta Szwajcarii za 2 miliony, łączne 5 milionów euro zainwestowane w ofensywę miało być prawdziwą deklaracją ambicji. Rzeczywistość okazała się jednak brutalnym zderzeniem.
Boiskowa rzeczywistość brutalnie zweryfikowała przedsezonowe oczekiwania obu klubów. Andi Zeqiri, mający być liderem ofensywy Widzewa, rozpoczął sezon w sposób katastrofalny – w pierwszych dziewięciu występach (w Ekstraklasie i Pucharze Polski) nie zdołał ani razu trafić do siatki. Dane statystyczne pogłębiają obraz porażki: przy zaledwie siedmiu oddanych strzałach, jego współczynnik oczekiwanych goli (xG) wyniósł zaledwie 1.27, co sugeruje nie tylko brak skuteczności, ale fundamentalny problem z dochodzeniem do sytuacji strzeleckich.
W Warszawie sytuacja jest bardziej złożona, lecz równie niepokojąca. Choć Rajović zdołał wpisać się na listę strzelców (5 goli w 13 meczach ), jego ogólny wpływ na grę zespołu jest przedmiotem ostrej krytyki, odzwierciedlającej problemy, które trapiły go w poprzednich klubach.
Czy to przypadek, pech, przejściowy kryzys albo kłopot z aklimatyzacją? Chyba nie, o czym można się przekonać, analizując dane, dotyczące obydwu zawodników. Są one logiczną i, co najważniejsze, przewidywalną kontynuacją wzorców kariery, które były publicznie widoczne, analizowane i udokumentowane na długo przed tym, zanim polskie kluby zdecydowały się zaryzykować rekordowe sumy. „Czerwone flagi” i sygnały ostrzegawcze zostały zignorowane przez dyrektorów sportowych, zarówno Legii, jak i Widzewa.
Wielka duńska zagadka
Analiza transferu Rajovicia do Legii Warszawa wymaga zrozumienia paradoksu, który towarzyszył mu w Anglii. Legia nie kupiła bowiem gwiazdy Championship, lecz zawodnika, który – mimo że był najlepszym strzelcem Watford – został przez własnego trenera uznany za… trzeciego napastnika w hierarchii.
>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<
Kluczowe dla zrozumienia profilu Rajovicia są opinie angielskich analityków i kibiców, dostępne na wiele miesięcy przed jego transferem do Polski. W listopadzie 2023 roku analityk Lou Orns opublikował artykuł pod wymownym tytułem „Mileta Rajović: Wielka Duńska Zagadka” (The Great Danish Conundrum). Diagnoza była druzgocąca: mimo zdobywanych bramek, wokół zawodnika panuje „uczucie 'hmmm’ co do tego, jak dobry naprawdę jest”, a kluczowy wniosek brzmiał: „oglądając go, nadal nie wiesz, w czym jest dobry”.
Analiza ta precyzyjnie wyliczała jego fundamentalne braki w grze:
- gra kombinacyjna: „oczywisty brak umiejętności gry kombinacyjnej (link play) i bycia efektywnym w budowaniu akcji”.
- pressing: „brak umiejętności poruszania się w ostatniej tercji boiska i pressowania”, co miało fatalne skutki dla zespołu. Watford musiał „zmienić swoją strukturę pressingu, aby go pomieścić”, a inny zawodnik przejmował jego obowiązki w defensywie.
- styl gry: opisano go jako napastnika, który „wyłącznie polega na serwisie”, a wszystkie jego 14 ostatnich goli (wówczas) były „wykończeniami jednym kontaktem”.
Ten obraz potwierdzała analiza portalu Football League World, również z listopada 2023 roku. Rajovicia określono tam mianem typowego „poachera” (kłusownika), który „oferował niewiele poza wkładaniem piłki do siatki”.
Opinie te podzielali kibice i eksperci. Justin Beattie, ekspert kibicowski Watfordu, przyznawał, że Rajović „spotkał się z krytyką za swoje występy”, a jego „gra kombinacyjna i praca tyłem do bramki nie są najlepsze”. Nawet przychylny mu kibic Kalmar FF (klubu, z którego trafił do Anglii) przyznawał na forum Reddit: „Jego gra kombinacyjna powinna być lepsza… [na początku] radził sobie z utrzymywaniem piłki, ale później w sezonie nie widzieliśmy nic z tego”.
Odszedł, bo był trzecim wyborem
Na pierwszy rzut oka statystyki Rajovicia w Anglii mogły imponować. W sezonie 2023/24 był faktycznie najlepszym strzelcem Watford, kończąc kampanię Championship z 10 bramkami. I tu dochodzimy do sedna sprawy i najbardziej obciążającego dowodu przeciwko temu transferowi. Dlaczego klub z Championship pozwala odejść swojemu najlepszemu strzelcowi? Odpowiedź, której udzielił menedżer Watford, Tom Cleverley, powinna zapalić lampkę alarmową w każdym dziale skautingu.Wypożyczając Rajovicia do Brøndby (tuż przed jego ostateczną sprzedażą do Legii), Cleverley stwierdził, że Rajović jest „kimś, kogo uważa za zbyt dobrego, by być trzecim wyborem” (too good to be third choice).
Menedżer klubu publicznie przyznał, że jego „najlepszy strzelec” z poprzedniego sezonu jest w jego hierarchii dopiero trzecim napastnikiem. Oznacza to, że Cleverley wolał mieć w składzie zawodników, którzy strzelali mniej, ale dawali drużynie więcej w pressingu, grze kombinacyjnej i budowaniu akcji – czyli we wszystkich elementach, za brak których Rajović był krytykowany. Sam Cleverley przyznał, że to „wyrachowane ryzyko” i że Rajović „musi rozwinąć inne części swojej gry”.
Ocenę tę potwierdził duński dziennikarz Toke Theilade, podsumowując pobyt Duńczyka w Brøndby: „Nie widzę go jako regularnego gracza dla Watford, jeśli chcą awansować. Wygląda mi bardziej na napastnika rezerwowego, którego można wykorzystywać w specyficznych sytuacjach”.
Przebłyski w Skandynawii
Kariera Rajovicia to klasyczny przykład „napastnika-kłusownika”, który dominuje w ligach o mniejszej intensywności taktycznej i fizycznej. Jego kariera eksplodowała w niższych ligach duńskich – w sezonie 2021/22, grając dla Næstved w 2nd Division (trzeci poziom), zdobył aż 18 goli w 15 meczach. Po awansie, na drugim poziomie, utrzymał skuteczność (9 goli w 15 meczach). Przeskok do szwedzkiej Allsvenskan (Kalmar FF) również był udany (7 goli w 20 meczach).
Jednak im wyższy poziom, tym bardziej jego ograniczenia stawały się widoczne, a jego jedyna zaleta (wykończenie) była trudniejsza do wykorzystania. Poniższa tabela ilustruje, jak jego skuteczność systematycznie spadała z każdym przejściem na wyższy, bardziej wymagający poziom rozgrywkowy.
| Klub | Sezon | Poziom Ligowy (Kraj) | Mecze | Gole | Gole na Mecz |
| Næstved | 2021/22 | 3. (Dania) | 15 | 18 | 1.20 |
| Næstved | 2022/23 | 2. (Dania) | 15 | 9 | 0.60 |
| Kalmar FF | 2023 | 1. (Szwecja) | 20 | 7 | 0.35 |
| Watford FC | 2023/24 | 2. (Anglia) | 41 | 10 | 0.24 |
| Brøndby IF | 2024/25 | 1. (Dania) | 24 | 5 | 0.21 |
| Legia | 2025/26 | 1. (Polska) | 12 | 3 | 0.25 |
Źródło: Opracowanie na podstawie danych Soccerway i Transfermarkt
Legia Warszawa zapłaciła rekordowe 3 miliony euro nie za „najlepszego strzelca Watford”, ale za trzeciego napastnika w hierarchii klubu. Dyrektor sportowy zignorował publicznie dostępne analizy i opinie ekspertów, które definiowały go jako gracza skrajnie jednowymiarowego, pasywnego w pressingu i nieuczestniczącego w grze kombinacyjnej. To, że w Legii „zawodzi” (nawet jeśli strzelił kilka goli), jest dokładną repliką „Wielkiej Duńskiej Zagadki”.
Miała być perła w koronie, jest wielki zawód
Analiza kariery Andiego Zeqiriego jest jeszcze bardziej niepokojąca. Widzew Łódź kupił gracza, którego belgijski Genk sprzedał natychmiast po jego najlepszym sezonie od lat, uznając jego „przebłysk” za anomalię i… idealny moment na odzyskanie pieniędzy.Kariera Zeqiriego to historia wielkich nadziei, które dwukrotnie zderzyły się ze ścianą na poziomie lig „Top 5”.
Po pierwsze, w Premier League. Gdy Brighton kupowało go w 2020 roku z Lausanne, kibice na forach internetowych od razu widzieli ryzyko: „Wielki krok naprzód ze szwajcarskiej drugiej ligi…”. Rzeczywistość potwierdziła obawy: 13 występów, 1 gol (zdobyty w Pucharze Ligi) i zero w Premier League. Wśród fanów szybko zyskał miano „flopa” transferowego, wymienianego w dyskusjach obok innych nieudanych zakupów, jak Locadia czy Jahanbakhsh.
Po drugie, w Bundeslidze. W sezonie 2021/22 Zeqiri został wypożyczony do FC Augsburg. Przychodził z dużymi nadziejami – dyrektor sportowy Stefan Reuter chwalił go jako „gracza z silną mentalnością”, którego „szybkość i umiejętność wykończenia” miały wzmocnić zespół. Sezon zakończył jednak z bilansem 23 meczów (22 w Bundeslidze), zaledwie 2 golami i 2 asystami. Dziennikarze bezlitośnie podsumowali ten okres jako „rozczarowującą kampanię” (disappointing campaign), a samo wypożyczenie było „proste, bez opcji wykupu”. Augsburg nie był ani przez chwilę zainteresowany zatrzymaniem go na stałe. Wnioski były jasne: w 36 meczach na poziomie Premier League i Bundesligi, Zeqiri strzelił łącznie 2 gole.
Sinusoida przebłysków i porażek
Kariera Zeqiriego to nie linia prosta, lecz sinusoida. Szwajcar przeplata kompletnmie nieudane sezony z okresami świetności, co czyni go graczem skrajnie ryzykownym i nieprzewidywalnym.
- „Przebłysk” nr 1: FC Basel (2022/23): po klęskach w Anglii i Niemczech, wrócił na wypożyczenie do Szwajcarii i „odpalił”. W 50 meczach zdobył 18 goli. Był to jego najlepszy sezon w karierze.
- Porażka nr 3: KRC Genk (2023/24): pod wrażeniem sezonu w Bazylei, belgijski Genk kupił go z Brighton za ok. €2.75 miliona. Efekt? Znowu rozczarowanie. Zeqiri „walczył o bycie graczem pierwszego składu”, a 9 goli w 39 meczach uznano za wynik głęboko rozczarowujący.
- „Przebłysk” nr 2: Standard Liège (2024/25): Po porażce w Genk, został wypożyczony do ligowego rywala, Standardu. I znowu „odpalił” – w 26 meczach zdobył 10 goli i 4 asysty, będąc najlepszym strzelcem drużyny.
Poniższa tabela ilustruje ten niebezpieczny wzorzec: Zeqiri zawodził w każdym klubie, który w niego zainwestował (kupując go), a błyszczał tylko na wypożyczeniach.
| Sezon | Klub | Liga | Status Transferu | Mecze | Gole | Status Sezonu |
| 20/21 – 21/22 | Brighton | Premier League | Transfer | 13 | 1 | PORAŻKA |
| 2021/22 | FC Augsburg | Bundesliga | Wypożyczenie | 23 | 2 | PORAŻKA |
| 2022/23 | FC Basel | Super League | Wypożyczenie | 50 | 18 | PRZEBŁYSK |
| 2023/24 | KRC Genk | Jupiler Pro League | Transfer | 39 | 9 | PORAŻKA |
| 2024/25 | Standard Liège | Jupiler Pro League | Wypożyczenie | 26 | 10 | PRZEBŁYSK |
| 2025/26 | Widzew Łódź | Ekstraklasa | Transfer | 9 | 0 | PORAŻKA |
Źródło: Opracowanie na podstawie danych Transfermarkt
Dlaczego Genk sprzedało Zeqiriego?
To, z jednej strony kluczowe pytanie, z drugiej… dowód, że rozczarowujące liczby w barwach Widzewa nie są przypadkiem. Łódzki klub kupił Zeqiriego we wrześniu 2025 roku, bezpośrednio po jego udanym sezonie w Standard Liège, gdzie strzelił 10 goli.
Należy zadać fundamentalne pytanie: Dlaczego KRC Genk sprzedał go za 2 miliony euro – czyli z faktyczną stratą względem ceny zakupu (2.75 mln) – w momencie, gdy właśnie udowodnił swoją wartość i był na fali wznoszącej? Odpowiedź jest jednoznaczna: nowy trener Genk, Thorsten Fink. Już latem 2024 roku, tuż po swoim przyjściu, Fink z miejsca skreślił Zeqiriego, wysyłając go na wypożyczenie do Standardu. Raport prasowy z tamtego okresu stwierdzał jasno: „trener Thorsten Fink nie był w stanie znaleźć dla niego miejsca w tym sezonie”. Gdy latem 2025 roku Zeqiri wrócił do Genk po świetnym sezonie w Standardzie, Fink nadal nie widział dla niego miejsca. Zarząd i trener Genk uznali, że jego 10 goli w zespole Standardu było anomalią, pułapem jego możliwości, niewystarczającym na ambicje ich klubu. Zrozumieli, że jest to idealny i prawdopodobnie ostatni moment, aby odzyskać większość zainwestowanych pieniędzy, zanim zawodnik wróci do swojej „bazowej” formy z Genk i Augsburga. Trudno nie odnieść wrażenia, że Widzew Łódź kupił zatem… narrację sukcesu.
Przepalić miliony też trzeba umieć
Analiza karier Milety Rajovicia i Andiego Zeqiriego dostarcza niezbitych dowodów na to, że ich obecne problemy w PKO BP Ekstraklasie nie są przypadkowe. Są one logiczną konsekwencją zignorowania publicznie dostępnych, rażących sygnałów ostrzegawczych.
W przypadku Rajovicia, Legia Warszawa zapłaciła rekordowe 3 miliony euro za gracza, którego profil taktyczny był znany jako ekstremalnie ograniczony – „kłusownik” niezdolny do gry kombinacyjnej i pressingu. Co gorsza, zignorowano fakt, że jego własny menedżer wolał go nie mieć w kadrze, publicznie degradując go do roli „trzeciego wyboru”, co powinno być wyraźną „czerwoną flagą” przy transferze za takie pieniądze.
W przypadku Zeqiriego, Widzew Łódź zapłacił niewiele mniej za gracza o profilu „sinusoidy”, którego kariera jest pasmem wzlotów na wypożyczeniach i upadków po transferach definitywnych. Zamiast widzieć w nim gracza z 10 golami w Standardzie, należało zadać kluczowe pytanie: dlaczego belgijski Genk tak chętnie się go pozbywa?
Polskie kluby, dysponując największymi budżetami w historii, zamiast przeprowadzić dogłębny research taktyczny i psychologiczny, dały się zwieść prostym liczbom („10 goli w Watford”, „10 goli w Standard”). Zarówno Widzew, jak i Legia kupiły zawodników, których poprzedni, silniejsi pracodawcy uznali za niewystarczająco dobrych lub zbyt ograniczonych taktycznie. Brak bramek i frustracja kibiców w Łodzi i Warszawie nie są przypadkiem – są po prostu ceną za zignorowanie…prostych faktów.

