Kawa czyli czarny napar, który obudził świat i zmienił bieg historii. Prawdy i mity o małej czarnej

Mity o kawie L

Kiedy za oknem szaleje polityczna burza, a nagłówki portali informacyjnych krzyczą o kolejnych kryzysach ustrojowych i gospodarczych, warto na chwilę zwolnić, usiąść w fotelu i spojrzeć do własnego kubka. Kawa, bo o niej właśnie mowa, to przecież nie tylko mechaniczny, poranny zastrzyk kofeiny mający postawić nas na nogi przed wyjściem do biura, ale niezwykle fascynujący napój, który od stuleci napędzał rewolucje, inspirował wielkich myślicieli i budował potężne światowe imperia handlowe. Najwyższy czas z należytą powagą odczarować ten codzienny rytuał, obalić kilka najpopularniejszych i najbardziej szkodliwych mitów, które przez lata narosły wokół picia kawy, oraz przyjrzeć się temu, jak to niepozorne ziarno z Afryki ukształtowało w dużej mierze współczesną, zachodnią cywilizację.

Historia kawy to w rzeczywistości gotowy scenariusz na porywający film historyczny, w którym mieszają się legendy, wielka polityka, zderzenie kultur i narodziny nowoczesnego społeczeństwa. Wszystko zaczyna się w etiopskich górach Kaffa, gdzie według popularnej legendy pasterz o imieniu Kaldi zauważył, że jego kozy stają się niezwykle pobudzone po zjedzeniu czerwonych owoców z pewnego krzewu, co ostatecznie doprowadziło lokalnych mnichów do stworzenia pierwszego, prymitywnego naparu ułatwiającego nocne modlitwy. Prawdziwa ekspansja tego czarnego złota rozpoczęła się jednak na Półwyspie Arabskim, skąd przez potężne imperium osmańskie kawa trafiła wreszcie do Europy, budząc początkowo ogromną nieufność i będąc wręcz nazywaną przez niektórych konserwatywnych duchownych „szatańskim wymysłem”. Dopiero kiedy ówczesny papież spróbował naparu i uznał, że jest on zbyt pyszny, by oddać go w wyłączność niewiernym, kawa rozpoczęła swój triumfalny marsz przez stary kontynent. To właśnie europejskie kawiarnie – od Londynu, przez Paryż, aż po Wiedeń – stały się prawdziwymi kuźniami oświeceniowej myśli. W przeciwieństwie do głośnych, mrocznych tawern, gdzie serwowano przytępiające zmysły piwo i wino, kawiarnie oferowały napój, który wyostrzał umysł, zachęcał do długich, merytorycznych debat i stymulował wymianę najśmielszych idei. Historycy i publicyści są dziś w dużej mierze zgodni, że bez stymulującego działania kawy i intelektualnego fermentu, jaki rodził się przy kawiarnianych stolikach, rewolucja francuska, rozwój nowoczesnego dziennikarstwa czy powstanie pierwszych europejskich giełd papierów wartościowych mogłyby wyglądać zupełnie inaczej, lub znacznie by się opóźniły.

Medyczne i obyczajowe mity, w które wciąż uparcie wierzymy

Mimo że pijemy ją od wieków, wokół kawy narosła gigantyczna ilość mitów i miejskich legend, które często powstrzymują nas przed pełnym cieszeniem się jej właściwościami. Jednym z najstarszych i najbardziej zakorzenionych w społecznej świadomości przekłamań jest twierdzenie, jakoby kawa drastycznie odwadniała organizm, co nakazywało wypijanie ogromnych ilości wody do każdego espresso. Współczesne, twarde badania naukowe jednoznacznie udowadniają, że choć kofeina faktycznie ma łagodne działanie moczopędne, to woda zawarta w samym naparze (zwłaszcza w przypadku kaw przelewowych) z nawiązką pokrywa ten ubytek, przez co umiarkowane picie kawy jak najbardziej wlicza się do naszego dziennego bilansu nawodnienia. Kolejnym potężnym mitem jest demonizowanie jej wpływu na układ krążenia i straszenie chorobami serca. O ile osoby z nadciśnieniem faktycznie powinny konsultować swoją dietę z lekarzem specjalistą, o tyle dla zdrowego człowieka regularne spożywanie od trzech do czterech filiżanek czarnej kawy dziennie przynosi wymierne korzyści zdrowotne, dostarczając organizmowi potężnej dawki antyoksydantów, a nawet obniżając ryzyko zachorowania na cukrzycę typu drugiego czy chorobę Parkinsona. Warto też raz na zawsze rozprawić się z mitem dotyczącym zawartości samej kofeiny – wiele osób żyje w błędnym przekonaniu, że to gęste, smoliste espresso uderza do głowy najmocniej i jest najsilniejszym wariantem. Prawda jest jednak zgoła inna i wynika z czystej chemii oraz fizyki ekstrakcji: im dłużej zmielone ziarno ma kontakt z gorącą wodą, tym więcej kofeiny przedostaje się do kubka. Oznacza to w praktyce, że duży kubek jasno palonej kawy z ekspresu przelewowego lub dripa ma znacznie większego kofeinowego „kopa” niż maleńki, intensywny w smaku szot z ekspresu ciśnieniowego, przygotowywany w zaledwie dwadzieścia pięć sekund.

Powrót do rzemiosła i szacunku dla surowca w dobie masowej konsumpcji

Dziś na naszych oczach dokonuje się kolejna, potężna rewolucja w postrzeganiu tego historycznego napoju, nazywana przez ekspertów branżowych „trzecią falą kawy”. Przez dekady zachodnie społeczeństwa przyzwyczaiły się do traktowania kawy jako taniego, masowego produktu, spalonego na węgiel w wielkich przemysłowych palarniach, w którym ewentualne wady i zwietrzały smak trzeba było brutalnie maskować mlekiem i toną cukru. Współczesny powrót do rzemiosła to wyraźny sygnał, że konsumenci poszukują jakości, autentyczności i szacunku dla pracy rolnika. Kawa powoli zaczyna być traktowana z taką samą powagą, z jaką od wieków traktuje się szlachetne wina. Liczy się już nie tylko sam fakt obecności kofeiny, ale przede wszystkim region pochodzenia, wysokość upraw, metoda obróbki ziarna oraz profil palenia, który zamiast niszczyć naturalne właściwości owocu, ma wydobyć z niego subtelne nuty czekolady, orzechów, a nawet cytrusów czy owoców leśnych. W tym nowym świecie profesjonalny barista nie jest już tylko osobą bezmyślnie naciskającą guzik w maszynie, lecz wykwalifikowanym rzemieślnikiem, który musi rozumieć chemię wody i fizykę ciśnienia, by zaprezentować potencjał ukryty w ziarnach. To niezwykle pozytywne zjawisko rynkowe, które udowadnia, że nawet w niezwykle zabieganym, skomercjalizowanym świecie XXI wieku wciąż potrafimy odnaleźć czas na celebrację jakości i oddać hołd tradycji, która od setek lat kształtuje nasze poranki i pobudza nasze umysły do działania.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: