578 geriatrów na 10 milionów seniorów. Jak Polska udaje, że starość nie istnieje

Co czwarty Polak ma ponad sześćdziesiąt lat. W 2050 roku będzie to co trzeci. A w całym kraju jest 578 lekarzy geriatrów. Półtora lekarza na sto tysięcy mieszkańców. Łóżek geriatrycznych 1 140. Piętnaście procent tego, co potrzeba. NIK mówi wprost: „system opieki geriatrycznej nie zapewnia seniorom prawidłowej opieki”. A ministerstwo odpowiada: „podejmujemy działania”. Od dwudziestu lat podejmują. Efekt: półtora geriatry na sto tysięcy ludzi.

Jest w polskiej medycynie specjalizacja, która ma status „priorytetowy”, co oznacza, że państwo uznaje ją za szczególnie ważną i potrzebną. Ta specjalizacja ma dodatkowe stypendia dla rezydentów. Ma osobne miejsce w dokumentach strategicznych ministerstwa zdrowia. Ma dedykowane programy kształcenia. I ma 578 lekarzy w całym kraju. Na 10 milionów seniorów.

Ta specjalizacja to geriatria. Dziedzina medycyny zajmująca się kompleksową opieką nad osobami w wieku podeszłym. Dziedzina, która w krajach zachodnich jest filarem systemu ochrony zdrowia. W Polsce jest fikcją. Priorytetową fikcją, zapisaną na papierze, któremu nikt nie nadał treści.

Liczby, które mówią wszystko

Zacznijmy od arytmetyki, bo to ona najlepiej oddaje skalę problemu. 

W Polsce żyje blisko 10 milionów osób powyżej sześćdziesiątego roku życia. To 26,6 procent społeczeństwa.  Ponad jedna czwarta. Według prognoz GUS w 2050 roku osoby 65+ będą stanowić ponad 32 procent populacji. W 2060 roku liczba osób 80+ wzrośnie o 80 procent.

Na tę rosnącą rzeszę seniorów, wielochorobowych, wielolekowych, wymagających kompleksowej opieki Polska ma 578 geriatrów. Jak podaje prof. Katarzyna Wieczorowska-Tobis, przewodnicząca Polskiego Towarzystwa Gerontologicznego, daje to półtora geriatry na sto tysięcy mieszkańców. W Unii Europejskiej średnia wynosi od 16 do 50 geriatrów na milion mieszkańców. W Polsce 12,8 na milion. Mniej niż w Czechach, Słowacji, a nawet w krajach, które mają znacznie mniejszą populację seniorów.

Polska potrzebuje około trzech tysięcy geriatrów. Pięciokrotnie więcej niż ma. Przy obecnym tempie kształcenia – dwudziestu kilku nowych specjalistów rocznie – osiągnięcie tego poziomu zajmie ponad sto lat. Sto lat. Przy założeniu, że żaden z obecnych geriatrów nie przejdzie na emeryturę, nie zmieni zawodu, nie umrze.

A część z tych 578 jest już w wieku emerytalnym. A część nie pracuje zgodnie ze specjalizacją, bo nie ma gdzie. Bo nie ma oddziałów geriatrycznych, w których mogliby pracować.

1140 łóżek. Piętnaście procent potrzeb

NIK w swoim raporcie podał liczbę, która powinna wisieć nad biurkiem każdego ministra zdrowia. W całej Polsce dostępnych było zaledwie 1140 łóżek geriatrycznych. Tysiąc sto czterdzieści na prawie dziesięć milionów seniorów. To piętnaście procent prognozowanych potrzeb.

Żeby do 2029 roku osiągnąć poziom określony w Mapie Potrzeb Zdrowotnych, liczba łóżek musiałaby wzrosnąć blisko siedmiokrotnie. Ministerstwo zapowiedziało „zwiększenie liczby łóżek o tysiąc”, ale nawet po tym zwiększeniu Polska miałaby 2 140 łóżek. Wciąż drastycznie za mało.

Dla porównania: w Belgii na sto tysięcy mieszkańców przypada 75 łóżek geriatrycznych. W Austrii i Szwecji – około 25. W Polsce – półtora. Półtora łóżka. Na sto tysięcy ludzi. W kraju, w którym co czwarty mieszkaniec jest seniorem.

Poradni geriatrycznych w całym kraju jest niewiele ponad sto. Ich rozmieszczenie jest skrajnie nierówne. W województwie śląskim jest ich siedemnaście, w warmińsko-mazurskim  dwie. W niektórych województwach nie ma ani jednej poradni geriatrycznej z kontraktem NFZ.

Województwa-pustynie

Zróżnicowanie regionalne jest tak dramatyczne, że można mówić o „pustyniach geriatrycznych”.

W województwie warmińsko-mazurskim – jednym z najszybciej starzejących się regionów Polski – przez lata nie było ani jednego szpitalnego łóżka geriatrycznego, ani jednej poradni, ani jednego geriatry z kontraktem NFZ. Ani jednego. W całym województwie. Na półtora miliona mieszkańców, z których co piąty jest seniorem.W województwie zachodniopomorskim kontrakt z NFZ miał przez lata jeden geriatra. Jeden – na 1,7 miliona mieszkańców. W województwie podkarpackim – dwie poradnie. W świętokrzyskim – dwie.Najlepiej zorganizowana opieka geriatryczna jest w województwie śląskim – 42 lekarzy, 17 poradni. 

Pytanie brzmi jak echo naszego artykułu o onkologach i odpowiedź jest boleśnie podobna. Dr Aleksandra Pechcińska z Centralnego Szpitala Klinicznego MSWiA wskazuje, że geriatria wymaga „dużej wiedzy i samodzielności”, bo pacjent geriatryczny to nie jest pacjent z jedną chorobą. To jest pacjent z pięcioma, sześcioma, siedmioma chorobami jednocześnie, biorący kilkanaście leków, z których każdy wchodzi w interakcje z pozostałymi. Geriatria jest trudna intelektualnie i słabo wynagradzana finansowo.

Jak mówi prof. Katarzyna Wieczorowska-Tobis: „Geriatria jest specjalizacją priorytetową, ale nic z tego nie wynika. Skoro nie ma jednostek geriatrycznych – poradni czy oddziałów – to nie ma miejsc pracy dla geriatrów. I trudno sobie wyobrazić duże zainteresowanie tą specjalizacją”. To jest błędne koło: nie ma oddziałów, bo nie ma geriatrów. Nie ma geriatrów, bo nie ma oddziałów. I nikt nie przerywa tego koła, bo geriatria nie jest seksi. Nie jest spektakularna. Nie ratuje życia w dramatyczny sposób. Utrzymuje je w godności. A to nie trafia na okładki.

Jest jeszcze problem wizerunkowy. Jedna z młodych lekarek powiedziała na spotkaniu w Okręgowej Izbie Lekarskiej wprost: „Jest taka otoczka, że geriatria to ośrodek opiekuńczy, umieralnia”. Tymczasem – jak podkreślała – celem geriatrii jest dokładnie odwrotne: wydłużenie życia i poprawa jego jakości. Ale stereotyp „umieralni” skutecznie odstrasza studentów.

Na uczelniach medycznych brakuje jednostek geriatrycznych. Studenci nie mają zajęć na oddziałach geriatrycznych, nie widzą, czym ta specjalizacja naprawdę jest. Kończą studia z obrazem geriatrii ukształtowanym przez stereotypy i nigdy jej nie wybierają. Geriatria jest „najrzadziej wybierana jako pierwsza specjalizacja”, najczęściej trafiają do niej lekarze, którzy wcześniej byli internistami czy kardiologami i dopiero po latach odkryli, że większość ich pacjentów to de facto pacjenci geriatryczni.

NFZ. System, który karze za leczenie starszych

Polski system finansowania opieki zdrowotnej oparty jest na tak zwanych Jednorodnych Grupach Pacjentów (JGP). System zakłada, że pacjent trafia do szpitala z jedną chorobą – i za tę jedną chorobę NFZ płaci. Jedna choroba, jedna procedura, jedna faktura.

Problem polega na tym, że pacjent geriatryczny nie ma jednej choroby. Ma trzy, cztery, siedem. Ma cukrzycę, nadciśnienie, niewydolność serca, osteoporozę, depresję, otępienie i zapalenie płuc. Jednocześnie. Leczenie go zgodnie ze sztuką medyczną wymaga zajęcia się wszystkimi tymi chorobami naraz, bo one wzajemnie na siebie wpływają. Lek na jedno schorzenie pogarsza drugie. Rehabilitacja jednego ograniczenia wymaga uwzględnienia trzech pozostałych.

10 milionów Polaków ma ponad 60 lat – 26,6 procent społeczeństwa. W 2050 roku będzie to ponad 32 procent. Geriatrów w Polsce: 578 – półtora na 100 tysięcy mieszkańców. Potrzeba: 3 000. Łóżek geriatrycznych: 1140 – 15 procent potrzeb. Województwo warmińsko-mazurskie: przez lata zero łóżek, zero poradni, zero geriatrów. NFZ finansuje jedną chorobę – senior ma siedem. Satysfakcja seniorów z życia: spadek z 72 do 19 procent w jednym roku. Ministerstwo: „Podejmujemy działania”. Od dwudziestu lat.

Ale NFZ płaci za jedną chorobę. W efekcie – jak stwierdza NIK – „opieka nad osobami w wieku podeszłym, realizowana zgodnie z zasadami sztuki medycznej, prowadzi do strat dla szpitali”. Szpital, który leczy starszego pacjenta porządnie traci pieniądze. Szpital, który leczy go powierzchownie (jedna choroba, szybki wypis) – zarabia.

To jest system, który każe szpitalom nie leczyć starszych ludzi zbyt dobrze. I szpitale – racjonalnie, choć nieludzko – dostosowują się.

Nigdy też nie wyodrębniono Jednorodnych Grup Pacjentów dedykowanych specjalnie osobom starszym. Taryfy za porady geriatryczne są nierealistycznie niskie. Nie pokrywają kosztów kompleksowej, zespołowej opieki, która jest istotą geriatrii.

Co robią inni 

W Wielkiej Brytanii każdy szpital powyżej pewnej wielkości ma obowiązkowy oddział geriatryczny z konsultantem-geriatrą. Każdy pacjent 75+ trafiający na oddział ratunkowy jest automatycznie oceniany przez zespół geriatryczny. To nie jest „opcja”, to jest standard.

W Szwecji, kraju o najwyższej liczbie geriatrów na milion mieszkańców (ponad 75) geriatria jest zintegrowana z opieką podstawową. Każdy dom seniora ma przypisanego geriatrę. Każdy ośrodek zdrowia ma protokoły postępowania z pacjentami wielochorobowymi. System jest kosztowny, ale działa. Szwedzki senior żyje dłużej i w lepszym zdrowiu niż polski.

W Danii  model „opieki w domu” sprawia, że większość seniorów jest leczona i rehabilitowana we własnych mieszkaniach, przez mobilne zespoły geriatryczne. Szpital jest ostatecznością, nie pierwszym krokiem. Efekt: mniej hospitalizacji, niższe koszty, wyższa jakość życia.

W Polsce senior ze swoimi siedmioma chorobami trafia najpierw do lekarza POZ (który ma na wizytę osiem minut), potem do kardiologa (który leczy serce i nie patrzy na cukrzycę), potem do diabetologa (który leczy cukrzycę i nie patrzy na kości), potem do ortopedy (który leczy kości i nie patrzy na depresję). Każdy leczy swoją chorobę. Nikt nie leczy pacjenta.

Satysfakcja w dół, potrzeby w górę

Na posiedzeniu połączonych komisji sejmowych – Polityki Senioralnej oraz Polityki Społecznej i Rodziny – w lutym 2026 roku przedstawiono dane, które powinny zapalić czerwoną lampkę.

W 2024 roku zaledwie 19 procent polskich seniorów oceniło swoje życie jako „bardzo dobre”. Rok wcześniej – 72 procent. Spadek z 72 do 19 procent w jednym roku. To nie jest fluktuacja statystyczna, to jest sygnał, że coś się fundamentalnie zmieniło w codziennym doświadczeniu starszych Polaków!

„Geriatra bez zespołu nie jest geriatrą.”

– prof. JP Baeyens, autorytet geriatrii europejskiej, cytowany przez prof. Katarzynę Wieczorowską-Tobis

Przeciętna emerytura w 2024 roku wynosiła 3 887 złotych brutto – 47,5 procent przeciętnego wynagrodzenia. Co trzeci senior żyje samotnie. Gospodarstwa domowe złożone wyłącznie z osób 60+ utrzymują się w ponad 80 procent z emerytur i rent.

Ministerstwo chwali się inwestycją półtora miliarda złotych w opiekę długoterminową – „środki trafiły do szpitali powiatowych na tworzenie dodatkowych łóżek lub nowych zakładów opiekuńczo-leczniczych”. Ale – jak zauważa Rzecznik Praw Obywatelskich – „nie ma strategii ani planu wychodzącego naprzeciw starzeniu się społeczeństwa”. Są wydatki. Nie ma systemu.

Co mówią eksperci

Na posiedzeniu u Rzecznika Praw Obywatelskich w marcu 2025 roku prof. Barbara Bień – konsultant wojewódzki ds. geriatrii w województwie podlaskim – wskazała na kluczowe problemy i kierunki rozwiązań.Kluczowa jest integracja opieki zdrowotnej i społecznej. Senior potrzebuje nie tylko lekarza, potrzebuje fizjoterapeuty, psychologa, terapeuty zajęciowego, dietetyka, opiekuna społecznego. Dziś każdy z tych specjalistów działa w innym systemie, finansowanym z innego źródła, zarządzanym przez inny resort. Geriatria wymaga zespołu a system finansuje jednostki.

Po drugie – obowiązkowe moduły geriatryczne w kształceniu lekarzy. Studenci medycyny muszą wiedzieć, czym jest geriatria. Nie z wykładu internisty na oddziale wewnętrznym, lecz z zajęć na oddziale geriatrycznym, z praktyką kliniczną. Profesor Wieczorowska-Tobis podkreśla: „Jeżeli student kończy studia z niewłaściwym obrazem geriatrii, to nigdy nie zdecyduje się na tę specjalizację”.

Konieczne są realistyczne taryfy NFZ. Porada geriatryczna, wymagająca godziny czasu, kilku specjalistów i kompleksowej oceny nie może być wyceniana jak piętnastominutowa wizyta internistyczna. Dopóki NFZ nie wyodrębni Jednorodnych Grup Pacjentów dedykowanych seniorom, dopóty szpitale będą traciły na ich leczeniu.

Po czwarte wreszcie – centra senioralne 75+. Plan ministerstwa przewiduje tworzenie ośrodków łączących opiekę zdrowotną, rehabilitację i wsparcie społeczne dla najstarszych pacjentów. Pomysł dobry ale kiedy? Na jaką skalę? Za jakie pieniądze? I przede wszystkim – kto tam będzie pracował, skoro geriatrów jest 578?

Gdzieś w Polsce, w bloku na osiedlu, w domu na wsi, w kawalerce w mieście siedzi starsza kobieta. Ma siedemdziesiąt osiem lat. Bierze jedenaście leków dziennie – na serce, na ciśnienie, na cukrzycę, na stawy, na depresję, na bezsenność. Każdy lek przepisał inny lekarz. Żaden nie sprawdził, czy te jedenaście leków nie wchodzi ze sobą w interakcje – bo żaden nie jest geriatrą. Geriatry w jej województwie nie ma.

Rano wstaje, z trudem, bo kolano odmawia posłuszeństwa. Idzie do kuchni. Powoli, bo zawroty głowy (od leku na ciśnienie, który obniża je za mocno, ale nikt tego nie skorygował). Je śniadanie – mało, bo apetyt zniknął (od leku na depresję, który nikt nie sprawdził pod kątem interakcji z lekiem na serce). Po południu – siedzi w fotelu. Wieczorem – leży. W nocy – nie śpi (bo lek na bezsenność przestał działać, ale nikt nie wie dlaczego, bo nikt nie patrzy na całość).

To nie jest historia jednej kobiety. To jest historia milionów. I system, który miał się nimi zająć – nie istnieje. Jest na papierze. Na papierze jest „priorytetowy”. Na papierze jest „w rozwoju”. Na papierze – od dwudziestu lat.

A ta kobieta nie żyje na papierze. Żyje w bloku. Z jedenastoma lekami. Bez geriatry. I bez nadziei, że ktoś kiedyś spojrzy na nią nie jako na „pacjenta kardiologicznego” lub „pacjenta diabetologicznego”, lecz jako na człowieka.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: