Jeszcze w czwartek kierowała partią i ministerstwem. W sobotę była już poza jednym i drugim. Zarząd Polski 2050 usunął Katarzynę Pełczyńską-Nałęcz z partii, a ona odpowiedziała Szymonowi Hołowni wpisem, który szybko obiegł sieć.
Decyzję ogłosił w sobotę Hołownia. „To dla naszego środowiska bardzo trudne, ale – wobec znanych faktów – niestety nieuniknione” – napisał. Powód? „Działanie na szkodę partii oraz wbrew uchwałom organów statutowych partii”. Poseł Michał Gramatyka potwierdził PAP, że zarząd zdecydował w głosowaniu. Nie zdradził, czy jednogłośnie. Dodał, że była przewodnicząca może się odwołać do sądu partyjnego.
Poszło o kadencyjność wójtów
Zapalnikiem było głosowanie w Sejmie. Projekt PSL znoszący limit kadencji wójtów, burmistrzów i prezydentów miast przepadł, choć poparło go wielu posłów koalicji – w tym sześciu z Polski 2050, a trzech wstrzymało się od głosu. Pełczyńska-Nałęcz uznała, że koalicja „stanęła przeciw ludziom, a za politykierskimi układami”. W czwartek ogłosiła odejście z rządu, w którym kierowała resortem funduszy i polityki regionalnej, i oddała partię „w ręce jej założyciela”. Według Gramatyki ani dymisja, ani rezygnacja z kierowania partią nie były z nikim uzgodnione.
„Kierownik i tak nie doceni”
Odpowiedź przyszła w sobotę wieczorem. „Zostałam skazana na wygnanie za myślozbrodnię. Obiecuję recydywę dalszego wolnego myślenia” – napisała była przewodnicząca. I zwróciła się wprost do Hołowni: „Drogi Szymonie, wiem, że się starasz. Ale kierownik i tak nie doceni. Tyle w temacie”.
To nie koniec czystki. W piątek z funkcji wiceministra zrezygnował Jan Szyszko z Polski 2050. Gramatyka mówił PAP, że nie wie, czy on też został wykluczony, ale jego zdaniem powinien. Obowiązki przewodniczącej przejęła pierwsza wiceprzewodnicząca Ewa Schädler. Minister kultury Marta Cienkowska zapewnia, że Polska 2050 nie opuści koalicji.
Partia, która zjada własny ogon
Polska 2050 miała być „nową jakością” w polityce. Dziś to ugrupowanie, które w lutym straciło kilkunastu posłów na rzecz klubu Centrum Pauliny Hennig-Kloski, a teraz wyrzuca osobę, która jeszcze w tym tygodniu była jego szefową. Spór o kadencyjność pokazał przy okazji coś ważniejszego – zdaje się, że w koalicji 15 października każdy ciągnie w swoją stronę, a wyborcy oglądają serial zamiast rządzenia.
Źródła: Bankier.pl (PAP), Interia Wydarzenia, WP Wiadomości

