Czy prawica musi być obciachowa? Dlaczego europejscy konserwatyści nie potrafią walczyć o młodych?

Przez ostatnie dekady europejska prawica żyła w niebezpiecznym i usypiającym przekonaniu, że dorastająca młodzież naturalnie z czasem porzuci swoje lewicowe ideały, a w momencie zaciągnięcia pierwszego kredytu hipotecznego i założenia rodziny automatycznie stanie się żelaznym elektoratem konserwatywnym. Dzisiaj ten mit upada na naszych oczach z wielkim hukiem, obnażając gigantyczny, strukturalny kryzys estetyczny i komunikacyjny po stronie obrońców tradycyjnych wartości. 

Oddanie lewicy całkowitego monopolu na popkulturę, muzykę, sztukę i język internetu sprawiło, że w oczach młodego pokolenia konserwatyzm przestał kojarzyć się z dumną obroną normalności, a stał się synonimem archaicznego „obciachu”, sztywności i wiecznego narzekania. Jeśli środowiska prawicowe nie przeprowadzą natychmiastowego, radykalnego resetu swojego wizerunku i nie zrozumieją, że polityka toczy się dziś na TikToku i Instagramie, a nie tylko w dusznych salach konferencyjnych, w ciągu dekady obudzimy się w Europie, w której nie będzie już czego i kogo bronić.

Katastrofalne oddanie pola kultury i całkowita kapitulacja w walce o wyobraźnię młodego pokolenia 

Największym, historycznym błędem europejskich środowisk konserwatywnych było całkowite zlekceważenie fundamentalnej zasady, która mówi, że polityka zawsze podąża za kulturą i jest jedynie jej ostatecznym odzwierciedleniem. Podczas gdy postępowa, liberalno-lewicowa elita przez ostatnie pół wieku systematycznie przejmowała uniwersytety, wytwórnie filmowe, platformy streamingowe i redakcje pism młodzieżowych, prawica skupiała się niemal wyłącznie na twardej gospodarce, słupkach poparcia i żmudnych negocjacjach legislacyjnych. Wielu szanowanych liderów zapomniało, że ani żaden premier, ani minister, ani najbardziej wpływowy prezes wielkiej partii nie jest w stanie wygrać wyborów wyłącznie za pomocą tabel w arkuszu kalkulacyjnym czy suchych obietnic obniżenia podatków. Młody człowiek, który wchodzi w dorosłe życie, szuka przede wszystkim aspiracji, tożsamości i przynależności do atrakcyjnego „plemienia”, które potrafi opowiedzieć fascynującą, wciągającą historię o świecie. Konserwatyści w całej Europie, od Warszawy przez Paryż aż po Londyn, na własne życzenie wypisali się z tej opowieści, spychając swoje idee do niszy historycznych rekonstrukcji, uroczystości kombatanckich i nudnych sympozjów, w których język przypomina bardziej protokół z narady rady gminy niż porywający manifest. Skutkiem tego oddania pola jest to, że współczesny ekspert czy publicysta o poglądach prawicowych często postrzegany jest przez dwudziestolatków jako postać z innej epoki, podczas gdy lewicowy aktywista, dysponujący świetnie zmontowanym wideo z dynamiczną muzyką, błyskawicznie staje się ikoną i wyrocznią moralną dla milionów rówieśników.

Pułapka narracji oblężonej twierdzy, która zamiast inspirować do wielkości, dusi strachem

Kolejnym, niezwykle głębokim problemem trawiącym dzisiejszy konserwatyzm jest fatalny dobór ładunku emocjonalnego, z jakim środowiska prawicowe zwracają się do opinii publicznej. Dominującą, niemal jedyną narracją europejskiej prawicy stał się nieustanny, pesymistyczny ton oblężonej twierdzy, ciągłe wskazywanie kolejnych wrogów cywilizacji i epatowanie wizją zbliżającego się końca świata. Choć z analitycznego punktu widzenia wiele z tych diagnoz dotyczących chociażby unijnej biurokracji, skrajnej agendy klimatycznej czy cenzury ideologicznej jest absolutnie trafnych i prawdziwych, to z psychologicznego punktu widzenia budowanie przekazu wyłącznie na strachu jest strategią z góry skazaną na porażkę u młodych odbiorców. Młodzież naturalnie łaknie nadziei, wizji wielkich, ambitnych projektów, optymizmu oraz chęci zmieniania rzeczywistości na lepszą, tymczasem konserwatyzm zbyt często oferuje jej jedynie rolę zrzędliwego stróża stojącego przy gasnącym ognisku. Przeciętny prawicowy polityk czy wójt małej gminy, zamiast pokazywać, w jaki sposób tradycyjne wartości, silna rodzina i wolność gospodarcza przekładają się na szczęście, bogactwo i życiowy sukces, woli po raz setny wygłosić tyradę o tym, jak bardzo zachodni świat zgnił moralnie. Odrzucając estetykę zwycięzców na rzecz estetyki wiecznych ofiar spisku, prawica sama pozbawia się charyzmy, która w historii zawsze pociągała za sobą tłumy i pozwalała przełamywać potężne kryzysy wizerunkowe.

Cyfrowy analfabetyzm obozu prawicowego w zderzeniu z nowoczesną machiną medialną progresywistów

Zrozumienie nowych kanałów komunikacji to dla wielu konserwatywnych środowisk wciąż wiedza tajemna, traktowana po macoszemu lub, co gorsza, z pewnym arystokratycznym obrzydzeniem. Kiedy lewicowi twórcy w sposób wirtuozerski wykorzystują algorytmy TikToka, Instagrama czy Discorda, tworząc krótkie, niesamowicie ostre, wizualnie dopracowane formaty, w których przemycają swoje ideologiczne postulaty, prawica wciąż tkwi w przekonaniu, że wystarczy opublikować godzinny, statyczny wykład na platformie YouTube lub napisać sążnisty artykuł do prasy drukowanej, by wygrać debatę publiczną. Nawet kiedy środowiska konserwatywne próbują wejść w świat nowych mediów, robią to w sposób tak zwany „boomerski”, sztuczny i nadmiernie wyreżyserowany, całkowicie pozbawiony naturalnego, internetowego luzu, humoru czy umiejętności inteligentnego posługiwania się ironią. Prawdziwa walka o duszę młodego człowieka nie toczy się dzisiaj w studiach wielkich telewizji informacyjnych, do których zaprasza się dyrektorów i profesorów, ale w pionowym formacie smartfona, na którym scrollowanie trwa ułamki sekund. Dopóki europejska prawica nie zainwestuje gigantycznych środków i zaufania w młodych, bezkompromisowych i kreatywnych twórców, dopóty będzie przypominać orkiestrę na Titanicu, która gra piękne, klasyczne utwory, podczas gdy pokład jest już zalewany lodowatą falą cyfrowej, lewicowej propagandy.

Nowa kontrkultura, czyli jak bunt przeciwko systemowi powinien stać się domeną prawicy

Pomimo tego ogromnego, nagromadzonego przez lata dystansu w komunikacji i estetyce, dla europejskich i polskich konserwatystów istnieje bardzo realna, choć niezwykle wymagająca droga wyjścia z tego potężnego kryzysu. Paradoksalnie, to właśnie dzisiaj, w dobie całkowitej dominacji poprawności politycznej, wszechobecnej cenzury korporacyjnej, nakazów ekologicznych i skrajnie lewicowych dogmatów głoszonych przez wielki biznes oraz europejskie instytucje, prawdziwym, punkrockowym buntem staje się obrona normalności, zdrowego rozsądku i klasycznej biologii. Konserwatyści muszą natychmiast porzucić wizerunek sztywnych urzędników w krawatach broniących skostniałego systemu, a przyjąć rolę radosnych, bezkompromisowych rebeliantów, którzy wyśmiewają hipokryzję liberalno-lewicowego establishmentu, stając się tym samym najbardziej pociągającą alternatywą dla zmęczonej ideologiczną presją młodzieży. Zbudowanie tej nowej, prawicowej kontrkultury wymaga jednak gigantycznej odwagi polegającej na dopuszczeniu do głosu nowego pokolenia myślicieli i aktywistów, którzy potrafią ubrać odwieczne prawdy, religię, miłość do ojczyzny i szacunek dla rodziny w nowoczesny, ostry, lifestylowy i maksymalnie atrakcyjny wizualnie format. Tylko powrót do piękna, optymizmu i odwagi – bez jakiegokolwiek porzucania żelaznych, konserwatywnych fundamentów – jest w stanie wstrząsnąć sumieniami Europy i zedrzeć z prawicy morderczą łatkę obciachu.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: