Bezpieczeństwo żywnościowe na ołtarzu unijnej biurokracji. Dlaczego Bruksela woli niszczyć własne rolnictwo zamiast zbroić się na czas kryzysu

Bruksela i rolnictwo

Podczas gdy za wschodnią granicą Europy toczy się brutalna wojna, a analitycy alarmują o rosnącym ryzyku globalnego konfliktu, unijni decydenci zdają się prowadzić własną, cichą batalię przeciwko europejskim rolnikom. Zamiast wzmacniać strategiczną autonomię i chronić łańcuchy dostaw, kolejne pakiety regulacyjne z Brukseli traktują produkcję żywności jako uciążliwy koszt środowiskowy, a nie fundament przetrwania kontynentu. 

Najnowsze zakusy zmierzające do rozmycia budżetu Wspólnej Polityki Rolnej oraz forsowanie radykalnych założeń transformacji ekologicznej obnażają głęboki paradoks: w dobie zbrojeń i geopolitycznych wstrząsów, rodzimy sektor rolniczy staje się zbędną drzazgą w oku europejskiej administracji. Dlaczego elity polityczne tak bardzo boją się własnych producentów żywności i czy w pogoni za klimatyczną utopią Unia Europejska nie oddaje właśnie swojego bezpieczeństwa w ręce zagranicznych potęg?

Utrata niezależności i sprowadzenie rolnika do roli obciążenia dla budżetu 

W ostatnich latach polityka agrarna Unii Europejskiej przeszła drastyczną metamorfozę, w której tradycyjna troska o rentowność gospodarstw i bezpieczeństwo obywateli musiała ustąpić miejsca bezwzględnym wymogom dyktowanym przez zielonych ideologów. Jak kategorycznie zauważają analitycy z brukselskiego think tanku Farm Europe, plany Komisji Europejskiej zmierzające do włączenia funduszy Wspólnej Polityki Rolnej do jednego, wielkiego worka z innymi politykami unijnymi stanowią otwarty atak na niezależność oraz autonomię całego sektora rolniczego. Wrzucenie rolnictwa do wspólnej puli, w której dostęp do wypracowanych środków warunkowany jest spełnianiem abstrakcyjnych „kamieni milowych”, stwarza realne niebezpieczeństwo, że rolnicy będą płacić za błędy i luki finansowe generowane w zupełnie innych, niezwiązanych z produkcją żywności gałęziach gospodarki. To wręcz szokujące, że w tak niestabilnych, pełnych wstrząsów czasach geopolitycznych, potężne europejskie rolnictwo – pomimo swojego absolutnie strategicznego znaczenia – jest przez urzędnicze elity postrzegane jedynie jako ofiara uboczna polityk, które nie mają nic wspólnego z jego pierwotną, najważniejszą misją. Dla przeciętnego brukselskiego biurokraty rolnik przestał być bohaterem gwarantującym wyżywienie państwa, a stał się wizerunkowym problemem produkującym niechciane emisje i domagającym się dopłat w systemie, który sam celowo ogranicza jego wydajność.

Broń żywnościowa i ignorowanie zagrożeń zbrojnych u bram Europy 

Największy paradoks sytuacji w dzisiejszej Europie polega na tym, że instytucje badawcze doskonale zdają sobie sprawę z rosnących zagrożeń militarnych, jednak decyzje prawodawcze płynące ze stolicy unii wydają się temu całkowicie przeczyć. W najnowszych raportach środowisk naukowych, takich jak chociażby kompleksowe opracowanie programu badawczego Mistra Geopolitics, wyraźnie i z naciskiem akcentuje się rosnący problem „broni żywnościowej” oraz ścisłych powiązań między twardym bezpieczeństwem państwowym a dostępem do zasobów w zdestabilizowanym świecie. Zamiast jednak twardo chronić własne łańcuchy dostaw przed tymi transgranicznymi zagrożeniami, Unia Europejska przyjmuje dyrektywy, które w perspektywie długofalowej prowadzą do systematycznego kurczenia się produkcji rolnej wewnątrz wspólnoty. Badacze reprezentujący Wilfried Martens Centre for European Studies zwracają uwagę na fakt, że postępujące kurczenie się unijnego sektora rolnego wywiera potężny wpływ nie tylko na samą wspólnotę, ale bezpośrednio rzutuje na globalne bezpieczeństwo żywnościowe, zważywszy na ogromną rolę państw europejskich jako światowych eksporterów i importerów strategicznych surowców. Ograniczanie własnych, suwerennych mocy wytwórczych w imię radykalnej „głębokiej transformacji agroekologicznej” to w praktyce geopolityczne samobójstwo i oddanie pola zewnętrznym, nierzadko wrogim reżimom, które z radością przejmą lukę na rynku.

Biurokratyczna pętla i niszczenie rynkowej konkurencyjności rolników 

Codzienność przeciętnego europejskiego producenta rolnego to dzisiaj nieustanna, wyczerpująca walka z narastającą papierologią i absurdalnymi wymogami formalnymi, które mają rzekomo uczynić cały kontynent całkowicie neutralnym dla klimatu w oderwaniu od reszty świata. Polityk i urzędnik piszący swoje dyrektywy w klimatyzowanych gabinetach zdaje się kompletnie ignorować fakt, że twarda gospodarka i łańcuch dostaw żywności to naczynia połączone, których nie da się dowolnie dusić bez natychmiastowych skutków dla kieszeni konsumenta. Zmuszanie rolników do drastycznego i nagłego redukowania działalności czy wdrażania niebotycznie drogich technologii uderza bezpośrednio w ich konkurencyjność na światowych rynkach zbytu. Z dokumentów podsumowujących działalność unijną w 2024 roku wyraźnie wynika, że unijne ceny towarów rolnych kształtowały się na poziomie o siedemnaście procent wyższym niż ceny na rynkach światowych, co przypisuje się nie tylko anomaliom pogodowym, ale też sztywnemu reżimowi środowiskowemu i rosnącym kosztom wejściowym. Unia sama nakłada na swoje rolnictwo gigantyczne obciążenia, po czym wymaga, by rywalizowało ono z tanim, masowym importem z krajów trzecich, niszcząc tym samym finansowe podstawy bytowania milionów europejskich rodzin utrzymujących się z pracy na roli.

Odbudowa strategicznej autonomii jako jedyny ratunek przed kryzysem 

Marginalizowanie postulatów płynących ze wsi i traktowanie potężnych protestów rolniczych w Europie jako uciążliwego zakłócania porządku publicznego to droga na skraj ekonomicznej i społecznej przepaści. Raporty analityczne jednoznacznie wskazują, że w epoce wychodzenia z kryzysów pandemicznych i w obliczu wojny, wzmacnianie konkurencyjności oraz odbudowa strategicznej autonomii kontynentu powinny być absolutnym priorytetem. Sektor produkcji żywności nie jest i nigdy nie był po prostu kolejną, zwykłą gałęzią przemysłu, którą można dowolnie wygasić; to absolutny fundament suwerenności każdego narodu, który w godzinie próby okazuje się cenniejszy niż najbardziej zaawansowane technologie cyfrowe. Jeżeli brukselskie instytucje nie zmienią natychmiast swojego podejścia i nie przestaną postrzegać rolnictwa przez pryzmat niechcianego obciążenia na rzecz innych, oderwanych od życia celów, w ciągu najbliższej dekady Europa stanie się całkowicie zależna od łaski zewnętrznych dyktatorów posiadających żywność. Powrót do zdroworozsądkowego kompromisu i oparcie polityki na poszanowaniu rolników nie jest już dziś jedynie kwestią światopoglądową, ale absolutnym warunkiem koniecznym do zabezpieczenia fizycznego przetrwania milionów Europejczyków.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: