Jeszcze dekadę temu diagnoza brzmiała jak wyrok bez możliwości apelacji. Rdzeniowy zanik mięśni (SMA) metodycznie wyłączał układ nerwowy dziecka, prowadząc do cichej tragedii. Dziś, dzięki precyzyjnej inżynierii biomolekularnej, jesteśmy świadkami medycznego precedensu. Nie tylko zatrzymujemy chorobę, ale w wielu przypadkach nie pozwalamy jej się nawet ujawnić. Co dzieje się w laboratoriach, że potrafimy naprawić błędy natury?
Aby zrozumieć skalę przełomu, trzeba najpierw spojrzeć pod maskę ludzkiej biologii. SMA to awaria „centrali sterującej”. W wyniku błędu genetycznego obumierają motoneurony w rdzeniu kręgowym – komórki, które wysyłają sygnał „rusz się” do mięśni. Gdy sygnał znika, mięśnie wiotczeją i zanikają. To mechanizm okrutny w swojej prostocie. Jednak współczesna nauka znalazła sposób, by obejść ten system.
Molekularny precyzyjny mechanizm
Kluczem do sukcesu okazało się zrozumienie, czego brakuje organizmowi. To białko SMN (Survival Motor Neuron). Prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak z Centrum Zdrowia Dziecka wyjaśnia to obrazowo: motoneurony potrzebują tego białka jak paliwa. Bez niego gasną.
Terapia nusinersenem (w Polsce od stycznia 2019 roku działa program lekowy B.102 dla pacjentów z SMA; pierwszym lekiem, który został objęty refundacją, był nusinersen – oligonukleotyd podawany do kanału kręgowego), o której mowa w najnowszych raportach, to majstersztyk farmakologii. Lek ten jest rodzajem „genetycznej łatki” (oligonukleotydem antysensownym). Organizm ludzki posiada zapasowy gen (SMN2), który normalnie jest mało wydajny. Nusinersen „instruuje” ten zapasowy gen, by pracował na pełnych obrotach i produkował pełnowartościowe białko. To jednak rodzi wyzwanie inżynieryjne: jak dostarczyć lek do tak strzeżonej twierdzy, jaką jest rdzeń kręgowy?
Przekroczyć barierę krew-mózg
Nasz układ nerwowy jest chroniony przez barierę krew-mózg – biologiczny mur, który nie przepuszcza większości substancji. Dlatego, jak tłumaczą eksperci, konieczne jest podanie dokanałowe (przez nakłucie lędźwiowe). To procedura inwazyjna, ale niezbędna. Podawanie leku w pobliże motoneuronów, a nie do całego organizmu ogranicza ryzyko działań niepożądanych – zaznacza prof. Katarzyna Kotulska-Jóźwiak, kierownik Kliniki Neurologii i Epileptologii Centrum Zdrowia Dziecka.
To celowane uderzenie przynosi efekty, które w statystyce medycznej są ewenementem. W polskim programie lekowym B.102, obejmującym niemal tysiąc pacjentów, skuteczność stabilizacji wynosi ponad 97 proc., a w przypadku ok. 80 proc. widać poprawę,uznawaną za klinicznie istotną. To dowód na skuteczność terapii celowanych.
Matematyka odzyskanych ruchów
Dane z polskiego programu RWE (Real World Evidence) są jednymi z najbardziej kompletnych na świecie. Skala CHOP-INTEND, używana do oceny niemowląt, stała się papierkiem lakmusowym sukcesu. Wzrost o 4 punkty oznacza istotną poprawę kliniczną. Tymczasem u dzieci z SMA typu 1, po 19 miesiącach terapii, notuje się średni wzrost aż o 15 punktów. Co to oznacza w praktyce? To różnica między dzieckiem, które leży bezwładnie, a dzieckiem, które trzyma głowę, siedzi, a czasem stawia pierwsze kroki. Dla naukowca to dane, dla rodzica – cud.
Szczególnie fascynujące są obserwacje u pacjentów „przedobjawowych”. Jeśli podamy lek, zanim motoneurony zaczną obumierać (dzięki badaniom przesiewowym noworodków), dziecko może rozwijać się zupełnie prawidłowo. To całkowita neutralizacja zapisu genetycznego.
Wyższe dawki i rzadsze wkłucia
Nauka nie lubi próżni. Obecnie stoimy u progu kolejnej ewolucji. Trwają zaawansowane prace nad zwiększeniem dawki nusinersenu. Pierwotne 12 mg może zostać zastąpione dawką wyższą, co – jak sugerują zakończone niedawno badania – jest bezpieczne i może przynieść jeszcze lepsze efekty.
Horyzont jest jednak szerszy. Prof. Kotulska-Jóźwiak kreśli wizję przyszłości, w której leczenie staje się mniej uciążliwe. W grze są terapie podawane raz w roku, a nawet tabletki (rysdyplam), które pacjent może przyjmować w domu, eliminując konieczność częstych wizyt w szpitalu. Co więcej, badacze sprawdzają leki wspomagające – takie, które nie naprawiają genu, ale zwiększają siłę skurczu mięśnia. To jak dodanie turbosprężarki do naprawionego silnika.
Warto zauważyć, że Polska stała się w tej dziedzinie nieoczekiwanym liderem. Powszechny przesiew noworodków (screening) w połączeniu z dostępem do trzech różnych terapii refundowanych sprawia, że nasz system jest uznawany za modelowy w Europie.

