Zaledwie dni dzielą nas od jednego z najważniejszych momentów w historii polskiego lotnictwa wojskowego. Pod koniec maja 2026 roku w zmodernizowanej bazie w Łasku wylądują pierwsze dwa z trzydziestu dwóch zamówionych myśliwców V generacji. F-35A Lightning II to technologiczny potwór, który całkowicie odmieni pole walki. Choć na pierwszy rzut oka wygląda po prostu jak nowoczesny odrzutowiec, pod poszyciem kryje się zaawansowany serwer operacyjny, a jego możliwości wykraczają daleko poza tradycyjne pojęcie dominacji w powietrzu. Przyjrzyjmy się z bliska „Husarzom”, które będą strzec polskiego nieba, i odkryjmy ciekawostki stojące za tym wartym miliardy dolarów kontraktem.
Zanim supernowoczesne myśliwce w ogóle nabrały polskich barw, wybuchła gorąca dyskusja wokół tego, jak właściwie powinny się nazywać. Sztab Generalny Wojska Polskiego postanowił oddać głos obywatelom, ogłaszając otwarty plebiscyt w mediach społecznościowych. Propozycje były naprawdę zróżnicowane i momentami bardzo odważne. „Husarz” musiał stoczyć zacięty wirtualny bój z takimi nazwami jak Duch, Halny, Harpia czy nawet… Dracarys – ku ogromnej uciesze wiernych fanów serialu „Gra o Tron”. Ostatecznie postawiono na historię i patriotyzm, a zwycięski „Husarz” dołączył do drapieżnego grona polskich maszyn bojowych, stając się symbolem lotniczej potęgi i nawiązując wprost do niepokonanej niegdyś ciężkiej jazdy.
Kaski droższe od sportowych supersamochodów pozwalają pilotom widzieć przez ściany
F-35 to nie jest zwykły samolot, w którym pilot polega wyłącznie na tym, co widzi przed sobą przez tradycyjną owiewkę kokpitu. Prawdziwym, potężnym „mózgiem” sterującym zmysłami lotnika jest jego hełm, którego koszt szacuje się na astronomiczną kwotę około 400 tysięcy dolarów (czyli równowartość luksusowego modelu Ferrari lub Lamborghini). Ten inżynieryjny cud sprawia, że pilot Husarza nie potrzebuje klasycznych wyświetlaczy przeziernych. Aż sześć kamer rozmieszczonych precyzyjnie na poszyciu myśliwca przesyła obraz w czasie rzeczywistym bezpośrednio na wizjer hełmu. W praktyce oznacza to, że kiedy lotnik spojrzy pod nogi, zamiast podłogi widzi ziemię znajdującą się daleko pod lecącym samolotem. Maszyna jest dodatkowo tak mocno naszpikowana technologią stealth, że dzięki specjalnym kształtom i pochłaniającym fale radiowe powłokom, dla radarów przeciwnika ten pędzący z prędkością 2200 km/h kolos ma wielkość zaledwie małego ptaka.
Mordercze szkolenia i ponad tysiąc godzin wylatanych w amerykańskim stanie Arkansas
Choć pierwsze maszyny trafiają do Polski właśnie teraz, nasze wojsko pracuje z nimi niezwykle intensywnie już od dłuższego czasu. Polscy piloci i technicy od miesięcy przebywają na obczyźnie w elitarnej bazie Ebbing w Fort Smith, szkoląc się na ośmiu egzemplarzach przekazanych tam nam wcześniej do celów treningowych. Jak z ogromną dumą informowało dowództwo, biało-czerwona ekipa zdążyła już spędzić w powietrzu łącznie ponad 1000 godzin, przebijając magiczną barierę i doskonaląc najtrudniejsze manewry operacyjne. Piloci po takich profesjonalnych kursach instruktorskich będą wracać do kraju, by szkolić kolejne pokolenia, ponieważ obsługa maszyny tak silnie zintegrowanej z siecią dronów czy satelitów z kosmosu, wymaga zupełnie innych kompetencji niż samo klasyczne pociąganie za drążek.
Wielkie odliczanie do przylotu i pancerne przygotowania odświeżonej bazy w Łasku
Cały ten technologiczny skok opiera się na umowie zakładającej zakup 32 maszyn w ramach ogromnego kontraktu o wartości 4,6 miliarda dolarów. Ich oficjalnym, strategicznym domem stanie się 32. Baza Lotnictwa Taktycznego w Łasku. Od dłuższego czasu trwał tam warty miliony, twardy wyścig z kalendarzem, by zmodernizować całą infrastrukturę i wybudować hangary potrafiące zabezpieczyć tajną technologię V generacji. Kiedy dokładnie nowe, prosto z amerykańskiej taśmy produkcyjnej myśliwce z wymalowaną na boku polską szachownicą przetną niebo nad naszym krajem? Aktualny, napięty harmonogram wskazuje na przełom maja i czerwca 2026 roku. Choć najbardziej oficjalne uroczystości powitalne zostały zaplanowane przez generałów na nieco późniejszy termin, fizyczne przyloty do Łasku i ciche odbiory maszyn toczą się na naszych oczach. Polskie lotnictwo wojskowe właśnie przechodzi absolutną, rewolucyjną metamorfozę.

