W pierwszym kwartale 2026 roku odcinkowe pomiary prędkości zarejestrowały o 65 procent więcej wykroczeń niż rok wcześniej. Rekordowy odcinek S2 pod Warszawą – 25 058 mandatów w trzy miesiące, ponad 270 dziennie. Do końca czerwca na polskich drogach stanie 128 nowych urządzeń. 43 odcinkowe pomiary, 70 fotoradarów, 15 systemów Red Light. Łącznie: 731 urządzeń. Największa rozbudowa systemu kontroli prędkości w historii Polski. Finansowana z KPO. I działająca, bo prędkość to wciąż zabójca numer jeden.
Jest na polskich drogach cicha rewolucja. Cicha, bo nie wymaga pałek drogówki, migających kogutów ani patroli na poboczach. Wymaga tylko kamer, algorytmów i matematyki. I ta rewolucja zmienia sposób, w jaki Polacy jeżdżą. Nie przez apele, nie przez kampanie społeczne, nie przez strach przed mandatem w jednym punkcie. Lecz przez prostą, nieubłaganą kalkulację: jeśli jedziesz za szybko na odcinku kilku kilometrów system to widzi. Nie w jednym miejscu. Na całym odcinku.
To jest CANARD – Centrum Automatycznego Nadzoru nad Ruchem Drogowym. I w 2026 roku CANARD przechodzi z fazy „punkt na drodze” w fazę „sieć nad drogą.” A kierowcy – jak pokazują dane – jeszcze tego nie zauważyli.
Liczby z pierwszego kwartału. Eksplozja
Dane Głównego Inspektoratu Transportu Drogowego za pierwszy kwartał 2026 roku robią wrażenie,i to z kilku powodów naraz.
Wszystkie urządzenia CANARD – fotoradary, odcinkowe pomiary prędkości i systemy Red Light – zarejestrowały w Q1 łącznie 344 400 wykroczeń drogowych. Rok wcześniej – 266 700. Wzrost: 29 procent.
>> PRZECZYTAJ TAKŻE <<
Ale prawdziwa eksplozja dotyczy odcinkowych pomiarów prędkości. Tu wzrost rok do roku wyniósł 65 procent. W ciągu pierwszych czterech miesięcy 2026 roku OPP zarejestrowały 270 000 naruszeń. To już 57 procent całorocznego wyniku z 2025 roku (470 000). Przy tym tempie roczny wynik 2026 przekroczy milion wykroczeń zarejestrowanych wyłącznie przez odcinkowe pomiary.
Dla porównania: w całym 2025 roku cały system CANARD – wszystkie urządzenia łącznie – zarejestrował 1,2 miliona wykroczeń. W 2026 roku sama podkategoria OPP może zbliżyć się do tego wyniku.
Pięć najbardziej „zapracowanych” odcinków
Lista TOP 5 odcinkowych pomiarów prędkości za pierwszy kwartał 2026 mówi wszystko o skali zaskoczenia kierowców, bo wszystkie pięć to nowe lokalizacje, uruchomione w ostatnich miesiącach.
Numer jeden: S2 – Warszawa, Zagórze. 25 058 wykroczeń w trzy miesiące. Dwadzieścia pięć tysięcy. To jest ponad 270 mandatów dziennie. Średnio co pięć minut ktoś wpada. Na trasie, którą codziennie przejeżdżają setki tysięcy ludzi.
„Odcinkowe pomiary prędkości spełniają swoją funkcję prewencyjną i wymuszają jazdę z prędkością dozwoloną. To jest najlepsze, najbardziej skuteczne rozwiązanie, które poprawia bezpieczeństwo.”
– Marek Konkolewski, zastępca Głównego Inspektora Transportu Drogowego
Numer dwa: S17 – Garwolin, Sulbiny. 19 383 wykroczenia. Trasa z Warszawy na Lublin. Jedna z najruchliwszych w Polsce. Kierowcy przyzwyczajeni do „jazdy na sto czterdzieści” na drodze ekspresowej nagle mają system, który mierzy średnią na kilku kilometrach.
Numer trzy: A8, autostradowa obwodnica Wrocławia. 9 662 wykroczenia. Odcinek 8,3 kilometra, limit 120 km/h dla osobówek, 80 dla ciężarówek. Uruchomiony w listopadzie 2025 i od pierwszego dnia „pracuje” na pełnych obrotach.
Numer cztery: S8 – Ostrów Mazowiecka. 8 912 wykroczeń. Numer pięć: S7 – Kępiny, Wola Wacławowska. 7 832 wykroczenia.
Łącznie pięć odcinków zarejestrowało ponad 70 000 wykroczeń w jednym kwartale. Siedemdziesiąt tysięcy. Na pięciu odcinkach drogi. To jest skala, której polskie drogi nigdy nie widziały.
Jak działa OPP i dlaczego jest skuteczniejszy niż fotoradar
Tu dochodzimy do sedna, bo odcinkowy pomiar prędkości to nie jest „kolejny fotoradar.” To jest zupełnie inna filozofia kontroli.
Tradycyjny fotoradar mierzy prędkość w jednym punkcie. Kierowca zna lokalizację (aplikacja, nawigacja, mapa CANARD), zwalnia na sto metrów przed żółtą skrzynką, przejeżdża „bezpiecznie” i natychmiast przyspiesza. Efekt: fotoradar rejestruje wykroczenie tylko wtedy, gdy kierowca nie wie, gdzie stoi. Gdy wie – jest bezużyteczny. Jazda „od fotoradaru do fotoradaru” to polska specjalność – zwalniamy punktowo, przyspieszamy między punktami.
Odcinkowy pomiar prędkości działa inaczej. Dwie kamery, jedna na początku odcinka, druga na końcu rejestrują moment wjazdu i wyjazdu pojazdu. System oblicza czas przejazdu i na tej podstawie wylicza średnią prędkość. Jeśli odcinek ma 10 kilometrów, a limit to 120 km/h – przejazd powinien trwać minimum 5 minut. Jeśli trwał 4 minuty – jechałeś za szybko. Matematyka.
Nie da się „oszukać” OPP zwalniając w jednym miejscu. Trzeba jechać zgodnie z limitem na całym odcinku. Kilka, kilkanaście kilometrów. A to dla polskiego kierowcy przyzwyczajonego do jazdy „ile fabryka dała” jest rewolucja.
Dane potwierdzają skuteczność: w 2025 roku przeciętny odcinkowy pomiar prędkości prowadził do wystawienia średnio 6 500 mandatów rocznie. Przeciętny fotoradar stacjonarny – 1 600. Czterokrotna różnica. OPP jest czterokrotnie skuteczniejszy niż fotoradar, bo nie da się go ominąć zwalniając na sto metrów.
128 nowych urządzeń, największa rozbudowa w historii
To, co dzieje się na polskich drogach w 2026 roku, to nie jest „dostawianie kilku fotoradarów.” To jest największa jednorazowa rozbudowa systemu kontroli prędkości w historii Polski.
Program modernizacji CANARD, realizowany od stycznia 2024 roku, finansowany ze środków Krajowego Planu Odbudowy, kontrakt o wartości blisko 17 milionów złotych obejmuje zakup i instalację 128 nowych urządzeń rejestrujących.
Rozkład: 43 odcinkowe pomiary prędkości (wszystkie na drogach szybkiego ruchu – autostradach i drogach ekspresowych). 70 fotoradarów stacjonarnych (głównie przy drogach krajowych). 10 systemów Red Light na skrzyżowaniach. 5 systemów Red Light na przejazdach kolejowo-drogowych.
Q1 2026: CANARD zarejestrował 344 400 wykroczeń (+29% r/r). Odcinkowe pomiary prędkości: 270 000 naruszeń w 4 miesiące – 57% wyniku całego 2025 roku. Wzrost rok do roku: +65%. Rekordzista: S2 Warszawa Zagórze — 25 058 wykroczeń w kwartał (270/dzień). 2025: 1,2 miliona wykroczeń łącznie, średnio 6 500 na jeden OPP vs 1 600 na fotoradar (4x skuteczniejszy). Rozbudowa: 128 nowych urządzeń do końca czerwca – 43 OPP, 70 fotoradarów, 15 Red Light. Finansowanie: KPO, kontrakt 17 mln zł. Po rozbudowie: 731 urządzeń (było 604). Od marca 2026: utrata prawa jazdy za 50+ km/h poza miastem na drodze jednojezdniowej. Matematyka nie głosuje. Ale mierzy. I mierzy dokładnie.
Termin ukończenia: koniec czerwca 2026, czyli za sześć tygodni. W wakacje, gdy ruch na drogach jest największy wszystkie 128 urządzeń ma działać.
Po zakończeniu projektu CANARD będzie dysponował łącznie 731 urządzeniami. Na koniec 2025 roku miał 604. Wzrost o 21 procent w pół roku. Dla kierowcy oznacza to jedno: mapa „bezpiecznych” odcinków kurczy się z każdym tygodniem. I jazda „na pamięć” – „tu jest fotoradar, tu nie ma” – staje się coraz bardziej ryzykowna. Bo co tydzień dochodzi nowa lokalizacja, o której jeszcze nie wie nawigacja.
KPO, które naprawdę działa na drogach
Jest w tej historii ironiczny wątek, który łączy się z naszym artykułem o KPO.
Pisaliśmy, że 90 procent środków KPO poszło na „zarządzanie płynnością” budżetu i że pieniądze, które miały budować drogi i szpitale, łatały dziury w budżecie. Pisaliśmy o jachtach i klubach swingersów z programu HoReCa.
Ale CANARD to jest KPO, które naprawdę działa. 128 urządzeń za 17 milionów złotych zainstalowanych na czas, w budżecie, z mierzalnym efektem. 270 tysięcy wykroczeń w cztery miesiące to nie jest „zarządzanie płynnością” to jest realna zmiana na drogach.
Czy to jest najlepsze wykorzystanie pieniędzy z KPO? Można dyskutować. Ale nie można powiedzieć, że „nie działa.” Działa – 270 razy dziennie na samym S2 pod Warszawą.
Bezpieczeństwo vs. fiskalizm. Debata, która nie wygaśnie
Pod każdym postem CANARD w mediach społecznościowych lawina komentarzy. I dzielą się na dwa obozy, jak cała polska debata publiczna.
Obóz pierwszy: „Nareszcie! Prędkość zabija, fotoradary ratują życie, jeśli nie łamiesz przepisów nie masz się czego bać.”
Obóz drugi: „To nie jest bezpieczeństwo, to jest fiskalizm. Państwo zarabia na mandatach. Fotoradary nie stoją w niebezpiecznych miejscach. Stoją tam, gdzie jest najwięcej ruchu. Chodzi o pieniądze, nie o życie.”
Kto ma rację? Jak zwykle obie strony po trochu.
Dane o bezpieczeństwie są jednoznaczne. Pisaliśmy w artykule o błędach kierowców: w 2025 roku na polskich drogach zginęło 1 660 osób. Niedostosowanie prędkości – druga najczęstsza przyczyna wypadków (4 278 zdarzeń). Prędkość przekroczono 2,51 miliona razy. OPP – jak wskazuje zastępca GITD Marek Konkolewski – „wymusza jazdę z prędkością dozwoloną na całym odcinku, nie tylko w jednym punkcie.” To jest prewencja, nie kara. I badania z krajów, które OPP stosują od lat (UK, Australia, Austria) potwierdzają: na odcinkach objętych pomiarem liczba wypadków spada o 20-40 procent.
Ale argument fiskalny też nie jest bezzasadny. W 2025 roku CANARD zarejestrował 1,2 miliona wykroczeń. Przy średnim mandacie 300-500 złotych to jest 360-600 milionów złotych wpływów. Dla budżetu to nie jest „groszowa sprawa.” I lokalizacje, jak wskazują krytycy nie zawsze odpowiadają mapie najniebezpieczniejszych miejsc. Rekordzista S2 pod Warszawą (25 tys. mandatów) – czy to jest „niebezpieczny odcinek”? Czy raczej „dochodowy odcinek”?
Odpowiedź uczciwa brzmi: prawdopodobnie jedno i drugie. S2 jest niebezpieczna, bo jedzie po niej pół miliona pojazdów dziennie, z prędkościami znacznie przekraczającymi limit. I S2 jest dochodowa, bo właśnie dlatego, że tylu ludzi jedzie za szybko.
Ale debata „bezpieczeństwo vs. fiskalizm” odwraca uwagę od fundamentalnego pytania: dlaczego Polacy jeżdżą za szybko? Bo mają szybkie samochody i wolne drogi. Bo kulturowo „szybka jazda” jest wartością, nie problemem. Bo system przez lata był dziurawy – fotoradar co dwadzieścia kilometrów, łatwy do ominięcia, nieskuteczny. I bo – powiedzmy to wprost – wielu kierowców nie wierzy, że ograniczenia prędkości mają sens. „Tu jest prosta droga, po co tu osiemdziesiątka?” – słyszysz na każdym parkingu.
OPP nie zmienia mentalności. Zmienia zachowanie, wymuszając jazdę zgodną z przepisami tam, gdzie system patrzy. I to jest przy wszystkich zastrzeżeniach lepsze niż nic. Bo na odcinku, gdzie ludzie jadą przepisowo – giną rzadziej. Niezależnie od tego, czy jadą przepisowo z przekonania, czy ze strachu przed mandatem.
Co czeka kierowców latem
Kalendarz jest jasny i nieubłagany.
Do końca czerwca: wszystkie 128 nowych urządzeń ma być uruchomione. 43 odcinkowe pomiary na autostradach i drogach ekspresowych. 70 fotoradarów przy drogach krajowych. 15 systemów Red Light.
Lipiec-sierpień: wakacje, wzmożony ruch, tłumy na trasach do morza i w góry. I 731 urządzeń czekających na tych, którzy „jechali tu szybko od zawsze.”
GITD zapowiada: nowe lokalizacje będą pojawiać się „z tygodnia na tydzień.” Mapa CANARD – jedyne oficjalne źródło informacji o lokalizacjach – jest aktualizowana regularnie. Ale między instalacją urządzenia a jego pojawieniem się na mapie mija czas i w tym czasie kierowcy wpadają „na nieoznaczonych.”
Rada jest prosta i jedyna, która działa: jedź przepisowo. Nie „jedź przepisowo przed fotoradarem.” Jedź przepisowo. Wszędzie. Zawsze. Bo system, który rejestruje średnią prędkość na kilku kilometrach – nie da się oszukać zwalniając na sto metrów. Da się go „oszukać” tylko jednym sposobem: jadąc zgodnie z prawem.
270 tysięcy wykroczeń w cztery miesiące. To jest liczba, która mówi: Polacy wciąż jeżdżą za szybko. Ale 731 urządzeń do końca lata, to jest liczba, która mówi: system wreszcie zaczął z tym walczyć. Nie apelami. Nie kampaniami. Matematyką.
Bo matematyka, jak i fizyka nie głosują. Ale mierzą. I mierzą dokładnie.

