Miał nie żyć, a pojechał do Chin. Kim Dzong Un PRZEKROCZYŁ most, na który Pjongjang kazał czekać 12 lat

Mężczyzna w ciemnym garniturze przy czarnej limuzynie, w tle chińska flaga, żołnierze honorowej warty i oświetlony budynek wieczorem

Jeszcze kilka dni temu sieci społecznościowe „chłowały” go w pekinńskim szpitalu. W sobotę Kim Dzong Un przejechał nowym mostem na rzece Jalu do chińskiego Dandongu, gdzie przywitał go jeden z najważniejszych ludzi Xi Jinpinga. To nie jest tylko dementi plotek. To sygnał, że oś Pekin–Pjongjang ma się dobrze.

Wizyta trwała jeden dzień. Przywódcę Korei Północnej przyjął w Dandongu Wang Huning – członek Stałego Komitetu Biura Politycznego KPCh i przewodniczący Ogólnochińskiego Komitetu Ludowej Politycznej Konferencji Konsultatywnej Chin, uważany za czwartą osobę w chińskiej hierarchii. Przekazał Kimowi pozdrowienia od Xi Jinpinga. Obaj odwiedzili fabrykę samochodów i pomnik wojny koreańskiej, gdzie oddali hołd chińskim żołnierzom. Potem Kim wrócił do kraju, a Wang odprowadził go do mostu.

Data nie jest przypadkowa. 25 października Chiny obchodzą rocznicę wejścia swoich wojsk do wojny koreańskiej 1950–1953. Według agencji Xinhua Kim zapewnił, że Pjongjang jest gotowy razem z Chinami rozwijać „historyczną przyjaźń” i praktyczną współpracę. To jego szósta wizyta w Chinach, poprzednia była we wrześniu 2025 r.

Most, który stał pusty od 2014 roku

Nowy Most na rzece Jalu (Koreańczycy mówią Amnok) łączy Sinuiju z Dandongiem. Ma 3026 metrów i cztery pasy ruchu. Chińczycy ukończyli go w 2014 roku, wydając ok. 310 mln dolarów. Potem przez lata nic się nie działo, bo Korea Północna nie zbudowała po swojej stronie dróg dojazdowych ani punktów odpraw. Przeprawa ruszyła dopiero ok. tydzień przed wizytą.

– Otwarcie mostu usunęło poważne wąskie gardło w logistyce handlu chińsko-północnokoreańskiego. Można się spodziewać dalszego wzrostu wymiany – mówił Reutersowi Lu Chao z Liaonińskiej Akademii Nauk Społecznych, rządowego think tanku w Shenyangu. Chiny są największym partnerem handlowym Korei Północnej.

Skąd plotki o śmierci

W ubiegłym tygodniu po sieci krążyła wiadomość, że Kim doznał wylewu krwi do mózgu i zmarł w szpitalu w Pekinie. Za jej źródło media w Seulu uznają wpis na platformie X Xie Wanjuna, chińskiego dysydenta mieszkającego w USA. Dowodów nie przedstawiono, ale temat podchwyciły zagraniczne serwisy.

Pjongjang plotek wprost nie dementował. 20 października państwowe media pokazały Kima z córką Dzu Ae na wystawie odzieży i obuwia. 23 października południowokoreański wywiad NIS na zamkniętym posiedzeniu parlamentarnej komisji ds. wywiadu ocenił, że pogłoski są fałszywe. W sobotę agencja KCNA poinformowała, że Kim prowadził 22–23 października konferencję dowódców kompanii – pierwszą taką, o której północnokoreańskie media doniosły od lutego 1999 roku. Tego samego dnia był już w Chinach.

NIS już we wrześniu ocenił, że ważący ponad 140 kg Kim jest z powodu otyłości w grupie wysokiego ryzyka chorób serca, ale nie widać u niego wyraźnych problemów zdrowotnych.

Komentarz redakcji: Pekin pokazuje, kto trzyma klucze

Zachód lubi żyć plotkami o śmierci dyktatorów. Tymczasem fakty są prozaiczne i mniej wygodne. Chiny otwierają kolejną arterię handlową z reżimem, który od 2022 roku zacieśnia współpracę z Rosją prowadzącą wojnę z Ukrainą. Sankcje wobec Pjongjangu działają tylko tak dobrze, jak pozwala na to Pekin.

W listopadzie Chiny będą gospodarzem szczytu APEC w Shenzhenie. Donald Trump zapowiadał, że chętnie porozmawiałby tam z Kimem, ale Pjongjang na razie milczy. Sobotnia wizyta przypomina, z kim Kim rozmawia najpierw. Dla Polski i Europy to ważna lekcja: sojusz Moskwy, Pekinu i Pjongjangu to nie teoria z podręcznika, tylko most, po którym właśnie ruszył ruch.

Źródła: The Korea Times – wizyta w Dandongu, Al Jazeera, The Korea Times – ocena NIS, Seoul Economic Daily – konferencja dowódców, o2.pl

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: