Unia Europejska osiągnęła niedawno kluczowy kompromis w sprawie nowych zasad delegowania pracowników. Rozmowy pomiędzy cypryjską prezydencją (reprezentującą państwa członkowskie) a Parlamentem Europejskim przyniosły porozumienie, które dla wielu polskich przedsiębiorców będzie oznaczało konieczność dostosowania się do nowych wymogów administracyjnych. Czym jednak w swej istocie jest delegowanie pracowników, dlaczego budzi w Europie tak wiele emocji i z czym dokładnie będą musiały zmierzyć się firmy?
Aby zrozumieć wagę unijnych zmian, należy najpierw odpowiedzieć sobie na pytanie: czym jest delegowanie? Zjawisko to ma miejsce, gdy firma wysyła swojego pracownika do innego państwa członkowskiego UE, aby tam tymczasowo zrealizował usługę na rzecz zagranicznego kontrahenta.
Nie należy mylić tego z klasyczną podróżą służbową (krótkim wyjazdem na spotkanie biznesowe czy konferencję) ani ze stałym zatrudnieniem w innym kraju. Delegowany pracownik wciąż posiada bezpośrednią więź prawną ze swoim macierzystym pracodawcą i z reguły pozostaje w rodzimym systemie ubezpieczeń społecznych (potwierdza to tzw. zaświadczenie A1). Jednocześnie jednak, w imię zasady wyrównywania szans, musi on podlegać najważniejszym zasadom prawa pracy kraju przyjmującego – w tym m.in. regulacjom dotyczącym minimalnego wynagrodzenia czy czasu odpoczynku.
Co ustaliła Unia Europejska? Zawiadomienia przed wyjazdem
Jak wynika z najnowszych doniesień z Brukseli, instytucjom unijnym wreszcie udało się wypracować kompromis. Zmiany mają na celu uszczelnienie systemu. Podczas negocjacji jedną z najbardziej spornych kwestii był obowiązek powiadamiania kraju docelowego o przyjeździe pracownika jeszcze przed jego wysłaniem.
Dla unijnych legislatorów sprawa jest jasna: swobodny przepływ pracowników to jedno z fundamentalnych praw wspólnotowego rynku, ale musi on – co podkreślają przedstawiciele Parlamentu Europejskiego – iść w parze ze sprawiedliwymi i możliwymi do wyegzekwowania przepisami.
W nowym porozumieniu przewidziano istotne wyjątki. Po pierwsze, uspokojono przedsiębiorców realizujących krótkie wyjazdy biznesowe – w przypadku tradycyjnych podróży służbowych nie dojdzie do drastycznych zmian administracyjnych.
Zupełnie inaczej sytuacja wygląda w sektorze budowlanym, który jest jednym z najczęściej korzystających z delegowania. Zgodnie z wypracowanymi zasadami, branża ta zostanie potraktowana wyjątkowo rygorystycznie i ma zostać wyłączona m.in. z łagodzącego „wyjątku trzech dni”.
Praktyka i luki w systemie – ostrzeżenia ekspertów
Kompromis wypracowany przez PE musi zostać jeszcze oficjalnie zatwierdzony przez państwa członkowskie (które wcześniej dwukrotnie go odrzuciły). Już teraz jednak eksperci dostrzegają praktyczne bariery, które nowe prawo może stworzyć dla biznesu.
Zwrócono m.in. uwagę na problem powolnej urzędowej machiny. Wyobraźmy sobie, że nagły wyjazd pracownika (np. do Francji) ma nastąpić już następnego dnia rano. Pracodawca składa wniosek o niezbędne zaświadczenie A1 po południu tuż przed podróżą. Kiedy pracownik podejmuje pracę, system ubezpieczeń wciąż proceduje wniosek. W przypadku ewentualnej, natychmiastowej kontroli zagraniczny inspektor nie zobaczy dokumentu w systemie, co może skutkować nałożeniem niesprawiedliwych kar, mimo pełnej chęci współpracy ze strony firmy.
Delegowanie pracowników to mechanizm, dzięki któremu europejski rynek usług może funkcjonować swobodnie, a polskie firmy skutecznie konkurują za granicą. Choć nowe zasady mają docelowo chronić pracowników przed nadużyciami i tworzyć równe zasady gry (tzw. fair play), wymagają od pracodawców znacznie ostrożniejszego planowania wyjazdów. Dla polskich firm, które od lat są europejskim liderem w delegowaniu pracowników, oznacza to konieczność bycia o krok przed unijną biurokracją.

