Zarząd Widzewa Łódź nie czeka na styczniowe rozkręcenie karuzeli transferowej. Mimo że w kalendarzu wciąż mamy grudzień, klub z Alei Piłsudskiego przeprowadza rewolucję kadrową, jakiej Ekstraklasa dawno nie widziała. Największe emocje budzi sprowadzenie Osmana Bukariego, a zza oceanu napływają informacje sugerujące, że kwota tego transferu może być jeszcze wyższa, niż pierwotnie zakładano.
Zimowe okienko transferowe w Łodzi rozpoczęło się od mocnego uderzenia. Szeregi czterokrotnego Mistrza Polski zasilili już Lukas Lerager oraz Christopher Cheng. To jednak tylko przygrywka do głównego dania, jakim jest pozyskanie skrzydłowego z Ghany. W kuluarach mówi się też o niezwykle ambitnych planach ściągnięcia takich nazwisk jak Bartłomiej Drągowski czy Kamil Grosicki.
Ile naprawdę kosztował rekordzista?
Transfer Osmana Bukariego to bez wątpienia najgłośniejszy ruch tej zimy w Polsce. Wstępne doniesienia Szymona Janczyka z portalu „Weszło” mówiły o kwocie rzędu 5 milionów euro, co już stanowiłoby absolutny rekord ligi. Jednak nowe światło na tę transakcję rzucają doniesienia z USA. Tom Bogert, ceniony amerykański dziennikarz współpracujący m.in. z „The Athletic”, dotarł do źródeł, według których Austin FC zainkasuje za swojego zawodnika znacznie więcej.
„Widzew Łódź pozyskał skrzydłowego Osmana Bukariego z Austin FC. Podobno Austin otrzyma około 6,5 mln dolarów + 20% zysku ze sprzedaży” – poinformował Bogert na platformie X.
W przeliczeniu daje to kwotę około 5,5 miliona euro samej podstawy, nie wliczając w to potencjalnych bonusów oraz procentu od przyszłego transferu. Jeśli te dane się potwierdzą, poprzeczka finansowa w Ekstraklasie została zawieszona na niebotycznym poziomie.
CV, które broni ceny
Patrząc na przebieg kariery 26-latka, kwota ta przestaje dziwić. Bukari nie jest graczem anonimowym, który ma się dopiero wypromować. To ukształtowany piłkarz, który przed przygodą w amerykańskiej MLS (gdzie grał w Austin FC), był kluczową postacią w europejskich klubach.
W swoim CV ma występy w pierwszym składzie takich marek jak francuskie FC Nantes, belgijskie KAA Gent czy serbska Crvena Zvezda Belgrad. Doświadczenie zdobyte w silnych ligach zachodnich ma być gwarancją jakości, której Widzew potrzebuje „na już”.
Determinacja włodarzy RTS-u wynika z sytuacji w tabeli. Łodzianie zimują tuż nad strefą spadkową, a ścisk w dolnej części tabeli sprawia, że margines błędu jest minimalny. Wzmocnienia mają nie tylko zapewnić spokojne utrzymanie, ale pozwolić na walkę o trofeum.
Widzew wciąż pozostaje w grze o Puchar Polski – w ćwierćfinale zmierzy się z GKS-em Katowice. Kibice zobaczą odmienioną drużynę w akcji już 31 stycznia, kiedy to łodzianie wrócą do ligowej rywalizacji meczem z Jagiellonią Białystok.

