Tata, którego nie ma. 2 procent orzeczeń na rzecz ojca i system, który każe za miłość czekać latami

W 2024 roku w Polsce rozwiodło się 57 597 par. Ponad 51 tysięcy małoletnich dzieci stanęło między rodzicami. Wyłączną opiekę ojcu przyznano w 2 procentach przypadków. Matce w 19 procentach. Reszta „obojgu rodzicom”, ale w praktyce dziecko mieszka u matki, a ojciec ma „weekendy i środy.” Światowa Organizacja Zdrowia klasyfikuje alienację rodzicielską jako zaburzenie relacji opiekun-dziecko. Prezydencka Rada ds. Rodziny mówi wprost: alienacja powoduje wzrost samobójstw dzieci. A system? System każe ojcu czekać rok na pierwszą rozprawę i kolejny na egzekucję wyroku, którego matka i tak nie musi respektować

Jest w polskim prawie rodzinnym zdanie, które brzmi pięknie: „Rodzice oraz ich dziecko mają prawo i obowiązek utrzymywania ze sobą kontaktów.” Artykuł 113 §1 Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego. Prawo i obowiązek. Obojga rodziców. Jasne, proste, jednoznaczne.

A potem jest rzeczywistość. Rzeczywistość, w której ojciec stoi pod blokiem byłej żony z wyrokiem sądu w ręku. Wyrokiem, który mówi „kontakty w drugą i czwartą sobotę miesiąca” a dziecka nie ma. Bo matka „zapomniała.” Bo dziecko „jest chore.” Bo „nie chce iść do taty.” Bo „tata jest zły.”

I ojciec dzwoni na policję. Policja mówi: „to sprawa cywilna, nie możemy interweniować.” Ojciec idzie do sądu. Sąd mówi: „złożymy wniosek o zagrożenie karą grzywny.” Wniosek trwa pół roku. Grzywna, jeśli w ogóle zostanie orzeczona wynosi tysiąc, dwa tysiące złotych. Matka płaci i dalej nie wydaje dziecka. Bo tysiąc złotych to jest cena, którą jest gotowa zapłacić za kontrolę.

To nie jest fikcja. To jest codzienność tysięcy polskich ojców. Mężczyzn, którzy kochają swoje dzieci i których system traktuje jak petentów, nie jak rodziców.

Liczby, czyli portret polskiego rozwodu

Zacznijmy od tego, co mierzalne, bo bez danych debata jest jałowa.

W 2024 roku polskie sądy orzekły 57 597 rozwodów. Według wstępnych szacunków GUS w 2025 roku rozwiodło się około 61 000 par – o ponad 3 000 więcej niż rok wcześniej. Na każde 100 nowo zawartych małżeństw przypada 42 rozwody. Dekadę temu – 35.

Ponad 57 procent rozwodzących się par wychowywało małoletnie dzieci. W 2024 roku około 51 000 dzieci poniżej osiemnastego roku życia znalazło się w ogniu rozwodu rodziców. 51 tysięcy. Co roku. To jest populacja średniego polskiego miasta, co roku wrzucana w system, który ma zadecydować, z kim będą mieszkać, kogo będą widywać i jak często.

I tu dochodzimy do liczb, które mówią najwięcej.

Komu sąd powierza opiekę? W 2024 roku obojgu rodzicom – 77 procent. Brzmi dobrze. Ale uwaga: „obojgu rodzicom” nie oznacza opieki naprzemiennej. Oznacza najczęściej: dziecko mieszka przy matce, ojciec ma „kontakty” – weekendy, środy, wakacje. Formalna władza rodzicielska jest wspólna, ale codzienna opieka jest u matki. Wyłącznie matce – 19 procent. Wyłącznie ojcu – 2 procent.

Dwa procent. Na sto rozwodów z dziećmi w dwóch przypadkach sąd powierza opiekę ojcu. W dziewiętnastu matce. W siedemdziesięciu siedmiu „obojgu” (czyli de facto matce, z weekendowymi wizytami taty).

Dla porównania: w roku 2000 wyłączną opiekę matce przyznawano w 65 procentach przypadków, a obojgu rodzicom – w 29 procentach. Zmiana jest ogromna – z 65 do 19 procent wyłącznej opieki matki. Ale nie łudźmy się: „obojga rodziców” nie oznacza, że ojciec ma równe prawa w praktyce. Oznacza, że ma je na papierze.

Alienacja rodzicielska. Przemoc, której nikt nie widzi

Tu dochodzimy do zjawiska, które jest rdzeniem problemu i którego polskie prawo wciąż nie potrafi nazwać.

Alienacja rodzicielska to stan psychiczny dziecka, którego jeden rodzic – najczęściej ten, przy którym dziecko mieszka – systematycznie, świadomie lub nieświadomie, niszczy relację dziecka z drugim rodzicem. Nie przez zakaz kontaktu (choć i to się zdarza), lecz przez subtelniejsze mechanizmy: negatywne komentarze („tata nas zostawił”), wywoływanie poczucia winy („jak pojedziesz do taty, mama będzie smutna”), blokowanie komunikacji (nieodbieranie telefonów od ojca), sabotowanie wizyt („przypadkowo” zaplanowane urodziny kolegi w weekend taty).

„W praktyce faktycznie często jest tak, że ojcowie są w gorszej sytuacji – jest im ciężej w sądach. Mogą być dyskryminowani, ale to powoli się zmienia.” 

– mec. Marta Wiśniewska, Kongres Praw Rodzicielskich u Rzecznika Praw Obywatelskich

Dziecko, bombardowane tymi sygnałami przez miesiące, lata zaczyna odrzucać rodzica, z którym nie mieszka. Powtarza słowa alienującego rodzica. Odmawia spotkań. Mówi: „nie chcę do taty.” I sąd, słysząc „dziecko nie chce” często nie dociera do przyczyny. Bo przyczyna jest ukryta. Bo alienacja nie zostawia siniaków.

Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) klasyfikuje alienację rodzicielską jako efekt zaburzenia relacji opiekun-dziecko. Kategoria QE.52 (Caregiver-Child Relationship Problem) w Międzynarodowej Klasyfikacji Chorób ICD-11. To nie jest „wymysł ruchów ojcowskich”, to jest klasyfikacja medyczna najwyższego autorytetu zdrowotnego na świecie.

Rzecznik Praw Dziecka w wystąpieniu z kwietnia 2017 roku uznał alienację rodzicielską za formę przemocy psychicznej wobec dziecka. Prezydencka Rada ds. Rodziny – w stanowisku z kwietnia 2024 roku – poszła dalej: „Alienacja rodzicielska powoduje wzrost samobójstw dzieci i młodzieży.”

Wzrost samobójstw. Dzieci. Z powodu tego, co jeden rodzic robi drugiemu, używając dziecka jako broni.

Kto jest ofiarą? Proporcja 4:1

Alienacja dotyka zarówno ojców, jak i matek. Ale dane są jednoznaczne – znacznie częściej ofiarami są ojcowie.

Stowarzyszenie na Rzecz Równouprawnienia Członków Rodzin podaje – matki są częściej karane za utrudnianie kontaktów z dzieckiem w proporcji mniej więcej 4:1 wobec ojców. Na cztery wyroki karzące matkę za utrudnianie kontaktów jeden karze ojca. Co potwierdza, że to matki – statystycznie – częściej blokują kontakt.

Ale, i tu jest kluczowe zastrzeżenie wyroki dotyczą „niewielkiego odsetka rozwodów.” W 2017 roku takich wyroków było poniżej tysiąca. Przy 60 000 rozwodów rocznie to jest 1,5 procent. Co oznacza, że ogromna większość przypadków alienacji nigdy nie trafia do sądu. Ojciec odpuszcza. Przestaje walczyć. Znika z życia dziecka nie dlatego, że nie chce być ojcem, lecz dlatego, że system uczynił bycie ojcem po rozwodzie walką, której nie da się wygrać.

Portal PrawoDziecka.pl podsumowuje: „O tym, jaki jest rzeczywisty stosunek ojców do kwestii zaangażowanego rodzicielstwa, można się będzie przekonać dopiero, gdy położy się kres obecnej patologii i stworzy system dający im szansę na zaangażowanie w opiekę nad dziećmi.”

System, który karze za miłość

Tu dochodzimy do mechanizmu, który jest sercem frustracji ojców, i który jest obiektywnie absurdalny. Procedura egzekwowania kontaktów w polskim prawie wygląda tak:

krok pierwszy: ojciec ma wyrok sądu przyznający kontakty (np. co drugi weekend). Matka nie wydaje dziecka. Ojciec idzie do sądu z wnioskiem o „zagrożenie nakazaniem zapłaty” – art. 598¹⁵ KPC. Sąd rozpatruje wniosek – trwa to od kilku tygodni do kilku miesięcy. Jeśli uzna, że matka narusza postanowienie „zagraża” jej karą grzywny.

krok drugi: matka nadal nie wydaje dziecka (bo „zagrożenie” to nie jest kara, to jest ostrzeżenie). Ojciec wraca do sądu z kolejnym wnioskiem o „nakazanie zapłaty” (art. 598¹⁶ KPC). Sąd rozpatruje – znowu tygodnie, miesiące. Jeśli uzna – nakazuje zapłatę sumy pieniężnej.

Łącznie, od pierwszego naruszenia do pierwszej realnej konsekwencji mija rok. Czasem dwa. W tym czasie dziecko nie widzi ojca. Więź słabnie. Alienacja się pogłębia. I gdy wreszcie sąd nakazuje zapłatę dziecko mówi: „nie chcę do taty.” Bo przez rok nie widziało taty. Bo mama mówiła, że „tata nas nie chce.”

Przełomowa uchwała Sądu Najwyższego z 3 października 2025 roku (III CZP 20/25) częściowo naprawiła ten mechanizm. SN orzekł, że „okoliczność, że rodzic sprawujący pieczę nad dzieckiem nie wypełnia obowiązku w przedmiocie kontaktów ze względu na postawę dziecka, nie wyłącza możliwości nakazania zapłaty sumy pieniężnej na rzecz rodzica uprawnionego do kontaktów.” Innymi słowy: matka nie może się bronić argumentem „dziecko nie chce”, bo to ona odpowiada za kształtowanie postawy dziecka. Jeśli dziecko nie chce pytanie brzmi: dlaczego nie chce? I kto ten brak chęci wywołał?

To jest przełom, ale nie rozwiązanie. Bo procedura nadal trwa rok. Bo kary nadal są niskie. I bo – powiedzmy to wprost – żadna kara pieniężna nie zastąpi ojcu czasu z dzieckiem, którego nie da się odzyskać.

Projekt pieczy współdzielonej. Nadzieja czy kolejna obietnica?

W grudniu 2025 roku Ministerstwo Sprawiedliwości wpisało do wykazu prac legislacyjnych projekt nowelizacji Kodeksu rodzinnego i opiekuńczego, który wprowadza do polskiego prawa pojęcie „pieczy współdzielonej.” 

Projekt zakłada, że sąd – pozostawiając władzę rodzicielską obojgu rodzicom – ma powierzać im „sprawowanie bieżącej pieczy nad dzieckiem naprzemiennie.” Nie „matce z weekendami dla taty” – naprzemiennie. Tydzień u mamy, tydzień u taty. Albo inny układ dostosowany do dziecka. Ale z zasadą: oboje rodzice są równi.

57 597 rozwodów w Polsce w 2024 roku. 61 000 w 2025. 51 000 małoletnich dzieci w ogniu rozwodu rocznie. Opieka wyłączna ojcu: 2 procent. Matce: 19 procent. „Obojgu rodzicom”: 77 procent, ale de facto dziecko mieszka u matki. Matki karane za utrudnianie kontaktów w proporcji 4:1 wobec ojców. WHO: alienacja = zaburzenie relacji opiekun-dziecko (QE.52 ICD-11). Prezydencka Rada ds. Rodziny: alienacja powoduje wzrost samobójstw dzieci. Uchwała SN z 3.10.2025: „postawa dziecka” nie zwalnia alienującego rodzica z odpowiedzialności. Projekt pieczy współdzielonej: wpisany do wykazu prac w grudniu 2025. Nieuchwalony. Żurek: „Nic się nie zmieniło.” A ojciec siedzi w samochodzie pod blokiem. I czeka.

Brzmi rewolucyjnie? W Polsce tak. W Europie to jest standard. W Belgii piecza naprzemienna jest domyślna od 2006 roku. W Hiszpanii od 2010. We Francji od 2002. W Skandynawii od lat dziewięćdziesiątych. Polska jest w gronie nielicznych krajów UE, które nie mają ustawowej definicji opieki naprzemiennej.

Ale – i tu jest powód do sceptycyzmu – projekt jest na etapie „wykazu prac legislacyjnych.” Nie jest w Sejmie. Nie jest procedowany. Jest „wpisany.” Jak asystencja osobista – wpisana, obiecana, nieuchwalona. Jak reforma KPK – wpisana, uchwalona, zawetowana. Polski system legislacyjny jest cmentarzem dobrych intencji i ojcowie mają prawo pytać: „Kiedy? Nie czy – kiedy?”

Dziecko potrzebuje obojga

Badania naukowe, cytowane zarówno przez panel u RPO, jak i przez Prezydencką Radę ds. Rodziny są jednoznaczne.

Opieka naprzemienna, gdy jest dobrze zorganizowana i gdy rodzice potrafią współpracować sprawdza się lepiej niż opieka asymetryczna (dziecko u jednego rodzica, z „wizytami” u drugiego). Dzieci w opiece naprzemiennej mają lepsze wyniki w szkole, mniej problemów emocjonalnych, lepsze relacje z obojgiem rodziców i mniejsze ryzyko depresji.

Natomiast alienacja – niezależnie od tego, kto ją stosuje – jest formą przemocy psychicznej, której skutki trwają latami. Dzieci alienowane od jednego rodzica mają wyższy poziom lęku, depresji, problemów z tożsamością, trudności w budowaniu relacji w dorosłym życiu. I, jak wskazała Prezydencka Rada wyższe ryzyko samobójstw.Pisaliśmy w naszym artykule o nadopiekuńczości – o rodzicach, którzy chronią dzieci przed trudnościami i nieświadomie im szkodzą. Alienacja jest skrajną formą tego samego mechanizmu – rodzic „chroni” dziecko przed drugim rodzicem, „chroni” przed bólem, „chroni” przed prawdą. I w ten sposób „chroniąc” niszczy.

Artykuł ma nacisk na ojców, bo to oni statystycznie częściej są ofiarami alienacji i to oni mają trudniej w sądach. Ale trzeba powiedzieć trzy rzeczy z pełną uczciwością.

Po pierwsze nie każdy ojciec, który mówi „utrudniają mi kontakty,” jest ofiarą alienacji. Są ojcowie, którzy po rozwodzie znikają z życia dziecka. Nie dlatego, że matka utrudnia, lecz dlatego, że nie chcą. Są ojcowie przemocowi, od których dziecko słusznie jest chronione. Są ojcowie, którzy „walczą o kontakty” jako formę kontroli nad byłą partnerką, nie z miłości do dziecka. Każdy przypadek jest inny i uogólnienia są niebezpieczne.

Po drugie matki też bywają alienowane, choć rzadziej. I ich cierpienie jest równie realne. Artykuł nie powinien budować narracji „matki są złe”, bo nie są. Większość matek chce dobrze dla dziecka. Ale część – z bólu, z zemsty, z lęku – używa dziecka jako broni. I to jest patologia, która wymaga interwencji, niezależnie od płci.

Po trzecie: system się zmienia. Powoli, ale się zmienia. Z 65 procent wyłącznej opieki matki w 2000 roku do 19 procent w 2024. To jest rewolucja. Uchwała SN z października 2025, projekt pieczy współdzielonej, rosnąca świadomość sędziów to są kroki we właściwym kierunku. Ale nic się nie zmieniło w sensie ustawowym. I do czasu, aż się zmieni ojcowie będą stać pod blokami z wyrokami, których nikt nie egzekwuje.Gdzieś w Polsce, w samochodzie, pod blokiem, w sobotę rano siedzi mężczyzna. Ma czterdzieści dwa lata. Jest po rozwodzie od dwóch lat. Ma wyrok: „kontakty z małoletnim synem w drugą i czwartą sobotę miesiąca, od godziny 10:00 do 18:00.”Jest 10:07. Syn nie wychodzi. Mężczyzna dzwoni. Była żona nie odbiera. Dzwoni jeszcze raz. Cisza. Dzwoni do syna – telefon wyłączony. Czeka. Do 10:30. Do 11:00. Do południa. Syn nie wychodzi.Mężczyzna jedzie do domu. Po drodze zatrzymuje się na parkingu. Siedzi w samochodzie. Patrzy na zdjęcie syna w telefonie. Zdjęcie sprzed dwóch lat, gdy jeszcze się do niego uśmiechał. Myśli: „Może następnym razem.”I wie, bo już wie, po dwóch latach, że następnym razem będzie tak samo. Bo system pozwala matce nie wydać dziecka. Bo kara to tysiąc złotych po roku. Bo sąd mówi „składamy wniosek.” A syn? Syn mówi „nie chcę do taty.” Bo ktoś go tego nauczył.Ten mężczyzna nie jest statystyką. Nie jest „2 procent.” Jest ojcem, który kocha swoje dziecko. I któremu system mówi: czekaj. Składaj wnioski. Płać za adwokata. Czekaj.A dziecko rośnie. Bez taty. I z każdym miesiącem jest mu trudniej to dziecko odzyskać.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: