Szesnaście tysięcy remiz, siedemset tysięcy druhów. Fenomen Ochotniczych Straży Pożarnych

Dziś jest 4 maja, Dzień Strażaka. Świętują zawodowcy z PSP. Ale świętują przede wszystkim oni: siedemset tysięcy ludzi, którzy po usłyszeniu syreny zostawiają obiad, warsztat, traktor, dzieci i biegną do remizy. Za darmo. Bo ktoś potrzebuje pomocy. Ochotnicza Straż Pożarna to największa organizacja pozarządowa w Polsce, najstarsza tradycja społeczna na wsi i jedyny polski fenomen, którego żaden kraj w Europie nie zdołał powtórzyć. 

Jest w Polsce instytucja starsza niż niepodległość, silniejsza niż partie polityczne i bardziej obecna w codziennym życiu niż jakikolwiek urząd. Nie ma siedziby w Warszawie. Nie ma ministra. Nie ma budżetu porównywalnego z armią. Ma za to coś, czego żadna instytucja państwowa nie ma: siedemset tysięcy ludzi, którzy w wolnym czasie ratują życie, bo tak trzeba.

To jest Ochotnicza Straż Pożarna. I dziś, w Dzień Strażaka, w święto patrona świętego Floriana warto powiedzieć o niej coś więcej niż „dzielni druhowie”. Warto powiedzieć, czym naprawdę jest i czym jest dla Polski.

16 500 jednostek OSP w Polsce. 700 000 druhów i druhen. 245 000 uprawnionych do akcji ratowniczych. 5 085 włączonych do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego. 47 procent wszystkich sił ratowniczych w kraju. 12 000 samochodów w garażach. Ponad 107 000 samodzielnych interwencji rocznie. Najliczniejsza organizacja pozarządowa w Polsce. Najstarsza tradycja społeczna na polskiej wsi. I jedyna instytucja, która działa – za darmo – dlatego, że ludzie wiedzą: gdy pali się dom sąsiada, biegniesz pomóc.

W Polsce działa ponad 16 500 jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych. Szesnaście i pół tysiąca, więcej niż szkół podstawowych, więcej niż parafii, więcej niż aptek. W każdej polskiej gminie wiejskiej jest średnio kilka OSP. W niektórych – kilkanaście.

Przy tych jednostkach działa blisko 700 000 ludzi – druhów i druhen, członków zarządów, młodzieżowych drużyn pożarniczych. Spośród nich ponad 245 000 jest uprawnionych do bezpośredniego udziału w akcjach ratowniczo-gaśniczych. Przeszkolonych, zbadanych lekarsko, wyposażonych.

5 085 jednostek OSP jest włączonych do Krajowego Systemu Ratowniczo-Gaśniczego (KSRG), co oznacza, że działają na tych samych zasadach co Państwowa Straż Pożarna.  Są alarmowane przez dyspozytorów, wyjeżdżają do pożarów, wypadków, katastrof. Stanowią 47 procent wszystkich sił ratowniczych w Polsce. Niemal połowę. Bez nich system ratowniczy tego kraju po prostu by nie istniał.

W garażach OSP stoi około 12 000 samochodów gaśniczych i specjalnych. Od nowoczesnych wozów z napędem 4×4 i wyposażeniem ratownictwa technicznego po stare, wysłużone Stary 244 i Jelcze, które pamiętają PRL, ale wciąż jeżdżą, bo nikt nie dał pieniędzy na nowe.

Najliczniejsza organizacja pozarządowa w Polsce

To jest fakt, który warto powtórzyć. OSP jest największą organizacją pozarządową w Polsce. Większą niż Caritas. Większą niż PCK. Większą niż wszystkie stowarzyszenia sportowe razem wzięte. Większą niż związki zawodowe.

Siedemset tysięcy ludzi, zrzeszonych w szesnastu tysiącach lokalnych stowarzyszeń, działających we wszystkich powiatach, we wszystkich województwach, w każdym zakątku kraju. To jest sieć społeczna, której gęstości nie ma żadna partia polityczna, żaden kościół (poza Kościołem katolickim) i żadna instytucja państwowa.

I to jest sieć oddolna, nie narzucona z góry, nie zaprojektowana w ministerstwie, nie sfinansowana z budżetu centralnego. OSP powstawały organicznie. Wieś po wsi, remiza po remizie, druh po druhu. Bo ludzie wiedzieli, że pożar nie będzie czekał na zawodową straż z miasta. Że powódź nie poczeka na wojsko. Że wypadek na drodze nie poczeka na karetkę, która jedzie czterdzieści minut.

Starsi niż Polska

Pierwsze ochotnicze straże pożarne na ziemiach polskich powstawały w połowie XIX wieku, gdy Polska nie istniała na mapie, a ziemie były podzielone między trzech zaborców.

W zaborze pruskim – Szamotuły (1845), Rawicz, Leszno. W zaborze austriackim – Kraków (1865), Tarnów, Lwów. W zaborze rosyjskim – Kalisz (1864), Warszawa, Łódź. Daty różnią się w zależności od źródła, bo wiele straży działało nieformalnie, zanim zostały oficjalnie zarejestrowane.

Motywacja była prosta i uniwersalna: drewniane domy, słomiane strzechy, brak wodociągów, brak zawodowej straży. Pożar w XIX-wiecznej wsi mógł zniszczyć pół zabudowy w godzinę. Jedyną obroną byli sąsiedzi. Zorganizowani, wyposażeni choćby w ręczną sikawkę, ćwiczeni w podawaniu wody łańcuchem wiader.

Ale OSP od początku były czymś więcej niż „organizacją gaśniczą”. Były formą samoorganizacji społecznej. W czasach, gdy zaborcy zakazywali polskich stowarzyszeń, straże pożarne (jako organizacje „apolityczne i użyteczne”) były jednym z nielicznych legalnych sposobów na to, by Polacy spotykali się, organizowali, działali razem. Remiza była miejscem zebrań, festynów, dożynek, zabaw tanecznych. Orkiestra strażacka grała na weselach i pogrzebach. Sztandar OSP był noszony w procesjach, obok sztandaru kościelnego.

W odrodzonej Polsce (1918–1939) OSP przeżyły rozkwit. Powstał Związek Ochotniczych Straży Pożarnych RP, zunifikowano szkolenia, wprowadzono mundury i stopnie. W czasie II wojny światowej druhowie walczyli w powstaniu warszawskim, w partyzantce, w obronie wrześniowej. Wielu zginęło. Wielu zostało wywiezionych.

W PRL-u OSP zostały znacjonalizowane i podporządkowane partii, ale paradoksalnie to właśnie w PRL-u nastąpił ich największy rozwój ilościowy: państwo budowało remizy, kupowało wozy, finansowało mundury. Bo władza ludowa potrzebowała straży. Nie z miłości do społeczeństwa obywatelskiego, lecz z pragmatyzmu: pożary trzeba gasić, a zawodowa straż nie dojedzie na czas do każdej wsi.

Po 1989 roku OSP znalazły się w nowej rzeczywistości – wolności i biedy jednocześnie. Ustawa o ochronie przeciwpożarowej z 1991 roku i ustawa o ochotniczych strażach pożarnych z 2021 roku dały im ramy prawne. Ale pieniędzy – jak zwykle – było za mało.

Co robią OSP, oprócz gaszenia

Tu dochodzimy do tego, co czyni OSP fenomenem, nie tylko ratowniczym, lecz społecznym.

Ratują życie, to po pierwsze. To jest oczywiste, ale warto powtórzyć: 47 procent wszystkich sił ratowniczych w Polsce to ochotnicy. W 2023 roku OSP samodzielnie obsłużyły 28 procent wszystkich zdarzeń w kraju, ponad 107 000 interwencji, bez udziału PSP. W kolejnych 27 procentach zdarzeń działały wspólnie z zawodowcami. Na wsi, gdzie do najbliższej jednostki ratowniczo-gaśniczej PSP jest dwadzieścia, trzydzieści kilometrów OSP jest jedyną służbą, która dotrze na czas.

Organizują życie wsi. Remiza jest na polskiej wsi tym, czym kościół i karczma razem wzięte: miejscem spotkań. Tu odbywają się zebrania wiejskie, festyny, dożynki, bale sylwestrowe, zabawy karnawałowe, spotkania wigilijne. Tu ćwiczy Młodzieżowa Drużyna Pożarnicza, często jedyna organizacja młodzieżowa we wsi. Tu trenuje drużyna sportowa. Tu spotyka się Koło Gospodyń Wiejskich i przygotowuje jedzenie na zawody strażackie, które są wydarzeniem roku.

Pisaliśmy o kapliczkach majowych jako spoiwie polskiej wsi. Pisaliśmy o folklorze jako tożsamości. OSP jest trzecim filarem tego świata – filarem organizacyjnym, społecznym, ludzkim. Zabierz ze wsi kapliczkę – zostanie pustka duchowa. Zabierz folklor – zostanie pustka kulturowa. Zabierz OSP – zostanie pustka społeczna. Bo nie ma innej instytucji, która łączy ludzi tak skutecznie, tak trwale i tak bezinteresownie.

Po trzecie – wychowują. Młodzieżowe Drużyny Pożarnicze to tysiące nastolatków, którzy zamiast siedzieć w smartfonie uczą się pierwszej pomocy, obsługi sprzętu, pracy w zespole, odpowiedzialności za innych. MDP jest często jedyną „pozaszkolną aktywnością” dostępną na wsi, bo szkoła muzyczna jest w mieście, klub sportowy jest w mieście, a remiza jest tu.

Stary sprzęt, młoda luka, cichy kryzys

Byłoby nieuczciwe pisać o OSP wyłącznie w tonie hagiograficznym. Fenomen jest realny, ale problemy też.

NIK w swoim raporcie stwierdził, że tylko 30 procent jednostek OSP jest w pełni przygotowanych do udziału w akcjach ratowniczych. Reszta albo nie ma wystarczającego sprzętu, albo nie ma przeszkolonych ratowników, albo nie ma aktualnych badań lekarskich. Wiele jednostek spoza KSRG istnieje de facto „na papierze”, bo ich działalność sprowadza się do organizowania festynów i udziału w zawodach sportowych. To nie jest krytyka, to jest diagnoza. Nie każda z 16 500 jednostek jest gotowa do akcji.

„Dzisiaj nie można wyobrazić sobie straży pożarnej bez ochotników i chyba nikt nie podważa takiego stanu rzeczy.” 

– Przegląd Pożarniczy, Komenda Główna PSP, podsumowanie 2023

Sprzęt jest problemem numer jeden. Nowy lekki samochód ratowniczo-gaśniczy kosztuje od 800 000 do ponad miliona złotych. Ciężki wóz – 2–3 miliony. Dla małej gminy wiejskiej, która z trudem utrzymuje szkołę i drogę to kwoty astronomiczne. Dotacje z budżetu (MSWiA, KSRG, fundusze unijne, Fundusz Sprawiedliwości) pokrywają część kosztów, ale nie wszystko. I tak wiele jednostek jeździ wozami z lat dziewięćdziesiątych, a nawet osiemdziesiątych, bo „dopóki jeżdżą, to jeżdżą”.

Luka pokoleniowa to problem numer dwa. Młodzi ludzie wyjeżdżają ze wsi – do miast, za granicę. Ci, którzy zostają nie zawsze chcą spędzać wolnych wieczorów na ćwiczeniach i szkoleniach. Średnia wieku czynnych druhów rośnie. W wielu jednostkach – szczególnie w Polsce północnej i zachodniej – brakuje ludzi do obsadzenia jednego zastępu.

Wikipedia – w artykule o OSP – zauważa zjawisko „nostalgicznej wegetacji”: jednostki, które istnieją siłą tradycji, ale nie mają ani kadry, ani sprzętu, ani motywacji do działania. „Proces odejścia od wartości nieodpłatnej pracy na rzecz lokalnych wspólnot może się okazać procesem nieodwracalnym” – ostrzega źródło.

To jest diagnoza, którą trzeba traktować poważnie. Bo OSP nie jest urzędem – nie można jej „zreformować rozporządzeniem”. Jest wspólnotą a wspólnota żyje, dopóki żyją ludzie, którzy ją tworzą.

Dlaczego to jest fenomen

Na koniec powiedzmy to, co powinno być powiedziane w Dzień Strażaka.

Polska ma wiele problemów. Pisaliśmy o nich przez pięćdziesiąt cztery artykuły. Deficyt, szpitale na krawędzi, brakujący onkolodzy, zamykane szkoły, system, który nie działa. Ale Polska ma też coś, czego nie ma prawie nikt w Europie. Siedemset tysięcy ludzi, którzy w wolnym czasie – za darmo, z własnej woli, często za własne pieniądze – ratują życie sąsiadom.

To nie jest „instytucja”. To nie jest „organizacja pozarządowa”. To nie jest „trzeci sektor”. To jest wspólnota. Najstarsza, najliczniejsza i najskuteczniejsza wspólnota w Polsce. Wspólnota, która przetrwała zabory, wojny, komunizm i transformację. Wspólnota, która działa nie dlatego, że ktoś jej kazał, lecz dlatego, że ludzie na wsi wiedzą coś, o czym miasto zapomniało: że gdy pali się dom sąsiada biegniesz pomóc. Nie dzwonisz na infolinię. Nie piszesz posta. Biegniesz.

Dziś – w Dzień Strażaka – powiedzmy im to, co zasługują usłyszeć: dziękujemy. Za każdą noc przerwaną syreną. Za każdy weekend spędzony na szkoleniu. Za każdą złotówkę z własnej kieszeni na mundur, hełm, rękawice. Za każdy raz, gdy zostawiliście obiad, rodzinę, sen i pobiegliście do remizy. Bo ktoś potrzebował pomocy. I wiedzieliście, że jeśli nie wy to nikt.

Wszystkiego najlepszego, Druhny i Druhowie. Dziś jest Wasz dzień.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: