Pierwsza zagraniczna podróż papieża Leona, pierwszego w historii Amerykanina na tronie Piotrowym, jest pilnie obserwowana przez cały świat. Sobotnia wizyta w Błękitnym Meczecie w Stambule miała być gestem międzyreligijnego szacunku. I była, choć nie obyło się bez dyplomatycznych zgrzytów i zaskakującej pomyłki watykańskiego biura prasowego.
Wizyta w XVII-wiecznym Meczecie Sułtana Ahmeda, znanym jako Błękitny Meczet, była jednym z najbardziej symbolicznych punktów tureckiego etapu podróży papieża, który objął urząd zaledwie w maju tego roku.
Gest szacunku i luźna atmosfera
Zgodnie z muzułmańską tradycją i wymogami miejsca kultu, przed wejściem do świątyni papież Leon zdjął buty. Przez 20 minut spacerował po wyłożonym dywanami wnętrzu w samych białych skarpetkach, w towarzystwie imama oraz muftiego Stambułu. Przed wejściem lekko się skłonił.
Atmosfera wizyty była serdeczna. Papież dał się poznać od luźniejszej strony. Uśmiechał się i żartował z przewodnikami. Kiedy grupa kierowała się do wyjścia drzwiami opatrzonymi napisem „Brak wyjścia”, Leon z uśmiechem zwrócił na to uwagę. Główny muezzin meczetu, Askin Musa Tunca, odpowiedział mu żartem: „Nie musi pan wychodzić, może pan tu zostać”.
Papież wolał nie ryzykować?
Kluczowym momentem, który przykuł uwagę obserwatorów, była kwestia wspólnej modlitwy. W przeszłości gesty takie wykonywali poprzednicy Leona, co zawsze budziło ogromne emocje – zarówno pozytywne, jak i negatywne – w świecie chrześcijańskim i muzułmańskim.
Tym razem do tego nie doszło. Muezzin Tunca zdradził później dziennikarzom, że zapytał papieża, czy ten chciałby się przez chwilę pomodlić. Leon jednak odmówił, stwierdzając, że woli ograniczyć się do zwiedzania świątyni.
Watykan wydał oficjalny komunikat, w którym dyplomatycznie stwierdzono, że papież odbył wizytę „w duchu refleksji i skupienia, z głębokim szacunkiem dla miejsca i wiary tych, którzy gromadzą się tam na modlitwie”.
Komunikacyjny chaos Stolicy Apostolskiej
Decyzja papieża o powstrzymaniu się od modlitwy najwyraźniej zaskoczyła nawet jego własne otoczenie. Watykan zdawał się być również zdziwiony faktem, że papieża nie powitał szef Diyanetu – tureckiej państwowej organizacji ds. religijnych, jak pierwotnie planowano.
Kulminacją zamieszania była jednak poważna wpadka biura prasowego Watykanu. Około trzy godziny po wizycie Stolica Apostolska omyłkowo wypuściła oświadczenie, w którym stwierdzono, że zarówno modlitwa, jak i oficjalne powitanie przez szefa Diyanetu… miały miejsce. Komunikat szybko wycofano, tłumacząc to błędem, ale incydent obnażył chaos informacyjny panujący za kulisami tej ważnej wizyty.
Wymowne pominięcie Hagia Sophia
Uwagę komentatorów zwróciło również to, czego papież Leon nie zrobił. W programie wizyty nie znalazła się znajdująca się tuż obok Hagia Sophia. Ta starożytna chrześcijańska bazylika, później meczet, a następnie muzeum, w 2020 roku decyzją prezydenta Recepa Tayyipa Erdoğana została ponownie przekształcona w meczet.
Decyzja ta była bolesna dla poprzednika Leona, papieża Franciszka. Ominięcie Hagia Sophia przez nowego papieża jest wyraźnym zerwaniem z tradycją poprzednich papieskich wizyt w Turcji i zostało odebrane jako milczący, ale wymowny gest. Watykan nie skomentował tej decyzji.
Papież Leon przebywa w Turcji do niedzieli. Głównym celem jego wizyty jest upamiętnienie 1700. rocznicy soboru nicejskiego, kluczowego dla chrześcijańskiego wyznania wiary. Dzień wcześniej, podczas spotkania z liderami chrześcijańskimi z Bliskiego Wschodu, papież potępił przemoc w imię religii i wezwał do jedności wśród chrześcijan, nazywając trwające podziały „skandalem”. Kolejnym etapem jego podróży będzie Liban.

