Zazwyczaj ogłoszenie wyników plebiscytu PWN na Młodzieżowe Słowo Roku wywołuje u osób po trzydziestce lekką panikę i pytania w stylu: „W jakim języku oni do nas mówią?”. Rok 2025 przyniósł jednak zaskakujący zwrot akcji. Zwycięskie słowo „szponcić” to nie internetowy nowotwór, ale dowód na to, że język zatacza koło. Milenialsi i „Zetki” w końcu znaleźli wspólny mianownik.
Dziesiąty, jubileuszowy plebiscyt Wydawnictwa Naukowego PWN pokazał ciekawą tendencję. Choć młodzież wciąż kocha skrótowce i anglicyzmy, to w tym roku serca internautów podbiła… tradycja, choć w nowym opakowaniu.
Powrót do językowej przeszłości
Zwycięskie słowo „szponcić” (oraz jego rzeczownikowa forma „szpont”) brzmi dziwnie znajomo. I słusznie. To wyraz z bogatą historią, obecny w gwarach i dawnych żargonach, gdzie oznaczał „kombinowanie” czy „rozrabianie”. Dziś młodzież nadała mu nowy, lżejszy sens – to spontaniczne, energiczne działanie, robienie czegoś „z niczego”, improwizacja, która dodaje życiu kolorytu.
Dla Dominika Więcka, tancerza i ambasadora plebiscytu, werdykt nie był zaskoczeniem, a raczej sentymentalną podróżą. Słowo „szponcić” znam z dzieciństwa, jestem ze Śląska i tam mówiło się „przestań szponcić” w znaczeniu „przestań cwaniaczkować, przestań chwalić się czymś, czym nie trzeba się chwalić” – mówi Więcek. To pokazuje, że bariera językowa między pokoleniami jest cieńsza, niż nam się wydaje. Młodzi nie wymyślają koła na nowo – oni po prostu biorą stare koło i malują je na neonowe kolory.
„OKPA”, czyli sztuka miękkiego lądowania
Na podium, tuż obok „szponcenia”, znalazł się faworyt wielu milenialsów – słowo „OKPA”. To językowa perełka, prosta zbitka angielskiego „OK” i polskiego „pa”. Funkcja? Genialna w swojej prostocie. To sygnał zakończenia rozmowy, która zmierza donikąd, albo po prostu szybkie, ale uprzejme pożegnanie. Uważam, że to jest piękna zbitka, że pięknie kończy rozmowę, stawia bardzo miękką, ładną kropkę na końcu zdania i rozmowy – uważa tancerz. Wyobraziłam sobie tych młodych ludzi, którzy się żegnają w ten sposób, i pomyślałam „no urocze, przeurocze, więc ukradnę sobie to od nich” – mówi, z kolei Paulina Mikuła, popularyzatorka wiedzy o języku polskim.
Tegoroczny plebiscyt udowadnia, że przepływ inspiracji nie jest jednokierunkowy. Paulina Mikuła zauważa, że słowa, które kiedyś były domeną „młodzieży lat 90.”, dziś są standardem w polszczyźnie potocznej. Co więcej, w finałowej piętnastce znalazły się takie klasyki jak „klasa” czy „szacun”. My, milenialsi, znamy te słowa, więc ucieszyliśmy się i to nas też troszeczkę zaskoczyło, że młodzież tego używa – mówi Mikuła.
Współczesny język to nieustanny remiks. Dominik Więcek, fan Beyoncé, naturalnie używa słowa „slay” (oznaczającego zrobienie czegoś świetnie), a jego znajomi po chwili konsternacji adoptują skrót „rel” (od angielskiego relatable – „mam tak samo”). Obserwowanie tych tendencji i przypatrywanie się im z perspektywy milenialsa jest bardzo przyjemne – podsumowuje tancerz – niełatwo za tym nadążyć, ale warto próbować, żeby wiedzieć, co młodych interesuje i inspiruje.
Wniosek? Zamiast narzekać na „upadek języka”, warto nadstawić ucha. Może się okazać, że „szponcenie” to po prostu dzisiejsza nazwa na naszą dawną kreatywność, a „OKPA” przyda się każdemu, kto chce z klasą zakończyć przydługą rozmowę.

