„Bruksela wbija nam nóż w plecy”. Polscy rolnicy jadą do stolicy UE walczyć o przetrwanie, a nie o przywileje

2025-12-17_16-30_Bruksela wbija nam nóż w plecy

Dziś w Brukseli nie będzie miejsca na dyplomację. Wśród tysięcy protestujących z całej Europy, silny i donośny będzie głos polskich rolników. Z rozmów przeprowadzonych z polskimi farmerami wyłania się obraz grupy zawodowej, która została przyparta do muru. Polscy producenci żywności jadą do serca Unii z prostym komunikatem – Zielony Ład zacisnął nam pętlę na szyi, a umowa z Mercosurem ma wytrącić stołek spod nóg. To nie jest walka o dopłaty – to walka o to, czy za 10 lat polskie rolnictwo w ogóle będzie istnieć.

Głównym zarzutem, który rolnicy z całej Europy stawiają unijnym urzędnikom, jest rażąca hipokryzja. Z jednej strony Komisja Europejska narzuca gospodarstwom wyśrubowane normy środowiskowe, każe ugorować ziemię, ograniczać nawożenie i dbać o dobrostan zwierząt w sposób, który generuje gigantyczne koszty. Z drugiej, ta sama Komisja chce szeroko otworzyć granice dla żywności z Ameryki Południowej, która powstaje w zupełnie innej rzeczywistości prawnej. Nam się śrubuje normy, kontroluje każde pole, a z Brazylii czy Argentyny ma płynąć rzeka towarów bez żadnych certyfikatów, na pestycydach zakazanych u nas 20 lat temu – to argument, który wybrzmiewa najgłośniej. Dla polskiego rolnika to nie jest wolny rynek, to nieuczciwa konkurencja sankcjonowana przez prawo.

Polscy rolnicy wskazują, że umowa z Mercosurem to prezent dla wielkich korporacji i przemysłu (np. niemieckiego automotive), za który zapłacić ma polska wieś. Obawy dotyczą zalania rynku tanim mięsem drobiowym, wołowiną, cukrem i miodem. Nie mamy szans konkurować cenowo z brazylijskimi latyfundiami, które mają po kilkadziesiąt tysięcy hektarów i wycinają dżunglę pod uprawy – alarmują producenci. W Polsce, gdzie rolnictwo wciąż opiera się na gospodarstwach rodzinnych, wejście w życie umowy oznacza bankructwa. Koszty produkcji w Unii Europejskiej (energia, paliwo, praca, wymogi ekologiczne) są nieporównywalnie wyższe niż w Ameryce Południowej. Bez ceł ochronnych polski drób czy cukier zostaną wyparte przez tańsze zamienniki.

W głosie polskich rolników słychać też troskę o strategiczne bezpieczeństwo kraju. Uzależnienie Europy od żywności zza oceanu to ryzyko, którego skutki mogą być tragiczne w momentach kryzysu. Rolnicy podkreślają, że ich praca to gwarancja, że Polacy mają co jeść, niezależnie od sytuacji geopolitycznej. Zniszczenie lokalnej produkcji przez import z Mercosuru to oddanie suwerenności żywnościowej w obce ręce. Jak nas wykończą, to wtedy ceny żywności w sklepach poszybują w górę, bo import nie będzie miał już konkurencji – ostrzegają rolnicy.

Determinacja polskiej delegacji w Brukseli jest ogromna. To nie jest wycieczka krajoznawcza, ale misja ostatniej szansy. Rolnicy oczekują twardego „VETO” dla umowy z Mercosurem i rewizji polityki Zielonego Ładu. Jeśli ich głos zostanie zignorowany, zapowiadają zaostrzenie form protestu po powrocie do kraju. Bo, jak sami mówią nie mają już dokąd się cofnąć.

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: