“Magiczny czas w roku”. Monika Richardson o kulisach swoich Świąt

2025-12-19_10-10_“Magiczny czas w roku”

Dla Moniki Richardson grudzień mógłby nie mieć końca. Dziennikarka deklaruje, że „magia świąt” wkręciła ją na dobre i nie przeszkadza jej ani komercjalizacja, ani przedświąteczna nerwówka. W tym roku przygotowania w jej domu wyglądają jednak nieco inaczej – tradycyjne drzewko zastąpi „domowa dżungla”, a prezenty trzeba dostosować do… szkockich wymagań dzieci.

Mimo że do Wigilii zostało jeszcze kilka dni, w mieszkaniu dziennikarki przygotowania idą pełną parą. Richardson nie ukrywa, że kocha ten czas i celebruje go, łącząc polskie tradycje z realiami życia w niewielkim metrażu oraz wielokulturowością swojej rodziny.

Największym wyzwaniem logistycznym okazał się brak miejsca na tradycyjną choinkę. Monika Richardson znalazła jednak kreatywne rozwiązanie, które z pewnością docenią właściciele małych mieszkań. Zamiast upychać świerk w kącie, postanowiła ubrać to, co już ma. Mam malutkie mieszkanko, w związku z tym na moich roślinach mieszkają światełka i bombki – zdradza dziennikarka. Operacja wymaga jednak precyzji inżyniera. Dziennikarka przyznaje, że musi „mądrze wymyślić” dekoracje, by ciężkie ozdoby nie połamały gałązek domowych kwiatów. Efekt? Świąteczny klimat bez igieł na dywanie.

Szkockie tradycje biorą górę

Kwestia prezentów w domu Richardson to ciekawy miks kultur. Jej dzieci – Tomek i Zosia – ze względu na tatę Szkota (Jamie Malcolm), mają nieco inne podejście do momentu wręczania upominków. Choć w Polsce zazwyczaj rozrywamy papier w Wigilię po kolacji, u Richardsonów wygrywa opcja brytyjska. Moje dzieci jednak nie reagują najlepiej na tradycję znajdowania prezentów pod świątecznym drzewkiem (w Wigilię), bo uważają, że od tego jest dzień Bożego Narodzenia – tłumaczy Richardson. Prezenty lądują więc w wielkich skarpetach lub są wręczane dopiero 25 grudnia rano.

Sweterek dla syna tak, dla córki – niekoniecznie

Monika Richardson uwielbia obdarowywać bliskich praktycznymi prezentami, zwłaszcza ubraniami. I o ile większość rodziny (w tym syn) przyjmuje sweterki, piżamy czy buty z entuzjazmem, o tyle z córką sprawa jest bardziej skomplikowana. Zosia nie, ona jest odrębna – przyznaje szczerze gwiazda.

Okazuje się, że gust mamy nie zawsze pokrywa się z gustem córki, co bywa źródłem małych, świątecznych „zgrzytów”. Dziennikarka nauczyła się jednak szanować tę odrębność, choć pewnie w tym roku znów zaryzykuje z jakimś modowym drobiazgiem. W końcu kto nie ryzykuje, ten nie pije szampana w Sylwestra!

Podziel się w mediach społecznościowych