Tysiąc hektarów Puszczy Solskiej w ogniu, pilot nie żyje. Jak powstają wielkie pożary lasów

We wtorek nad Puszczą Solską w powiecie biłgorajskim pojawił się dym. W ciągu kilku godzin ogień objął setki hektarów lasu. Na miejsce rzucono ponad 450 strażaków, śmigłowce Black Hawk, samoloty Dromader, żołnierzy WOT. Pilot jednego z Dromaderów zginął. Meteorolodzy mówią: to dopiero początek sezonu. I takich pożarów będzie więcej.

Gdy czytacie ten tekst, w Puszczy Solskiej, jednym z największych kompleksów leśnych we wschodniej Polsce wciąż pracują setki strażaków. Dogaszają zarzewia ognia, zwilżają granice pożarzyska, kontrolują teren dronami. Droga wojewódzka 849 jest zamknięta. Mieszkańcy kilku wsi dostali alert RCB o szkodliwym dymie. A na polanie pod wsią Osuchy, na terenie Nadleśnictwa Józefów, leży wrak samolotu gaśniczego Dromader i na tym wraku czyjaś śmierć…

Pilot, doświadczony, z dużymi kwalifikacjami zginął we wtorek wieczorem, gdy jego maszyna runęła na ziemię podczas zrzutu wody. Przyczyny katastrofy bada Państwowa Komisja Badania Wypadków Lotniczych. Ale dla strażaków i leśników, którzy tam byli przyczyna jest jedna: ten człowiek leciał ratować las. I las go zabrał.

Jak powstają wielkie pożary. Jak się je gasi. Ile to kosztuje – w pieniądzach i w naturze. I dlaczego, wbrew temu, co mówią politycy będzie coraz gorzej.

Co się stało w Puszczy Solskiej

Chronologia jest precyzyjna i pokazuje, jak szybko pożar wymyka się spod kontroli. 

Wtorek 5 maja, godzina 15:00 – strażacy otrzymują zgłoszenie o pożarze lasu w miejscowości Kozaki w gminie Łukowa, powiat biłgorajski. Na styku trzech powiatów: biłgorajskiego, zamojskiego i tomaszowskiego. Teren trudny. Gęsty las iglasty Puszczy Solskiej, brak utwardzonych dróg leśnych w niektórych sektorach, pagórkowaty, z ograniczonym dostępem do wody.

Godzina 18:00 – ogień objął około 150 hektarów. Na miejscu 70 zastępów, ponad 300 strażaków. Dwa śmigłowce, dwa samoloty Dromader. Komendant Główny PSP nadbryg. Wojciech Kruczek przybył na miejsce i przejął kierowanie akcją.

Godzina 21:00 – katastrofa lotnicza. Pilot Dromadera z bazy lotniczej Regionalnej Dyrekcji Lasów Państwowych w Warszawie – podczas operacji zrzutu wody – traci kontrolę nad maszyną i rozbija się w rejonie wsi Osuchy. Ginie na miejscu. Świadkowie mówią o nagłym obniżeniu lotu i zgaśnięciu świateł maszyny.

Noc z wtorku na środę – walka z ogniem trwa całą noc. Minister Kierwiński pisze na X: „Trwa akcja gaśnicza. 88 zastępów PSP. 35 kolejnych w odwodzie na rano.” Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej ruszają na pomoc.

Środa 6 maja, godzina 7:00 – na miejscu 101 zastępów, 372 strażaków PSP i OSP, 50 żołnierzy WOT, pracownicy Lasów Państwowych, Policja. Sześć samolotów Dromader, sześć śmigłowców (w tym policyjne Black Hawki z wiadrami Bambi Bucket). Moduł GFFFV (zespół do zwalczania wielkopowierzchniowych pożarów lasów) z województwa podkarpackiego. Kompania gaśnicza z województwa małopolskiego.

Środa, godzina 14:00 – według KG PSP „aktualny obszar działań gaśniczych obejmuje ponad 1 000 hektarów”. Tysiąc hektarów – dziesięć kilometrów kwadratowych. Powierzchnia większa niż centrum Warszawy.

Premier Tusk zwołuje posiedzenie sztabu kryzysowego w Rządowym Centrum Bezpieczeństwa: „Łączymy się w bólu z bliskimi pilota Dromadera, który zginął tragicznie. Niech to nam uświadomi, jak wielkie jest to zagrożenie i ile cywilnej odwagi wymaga udział w tego typu działaniach.”

Jak powstaje wielki pożar

Pożar Puszczy Solskiej nie wziął się znikąd. Miał trzy składniki. Te same, które stoją za każdym wielkim pożarem lasu na świecie.

Po pierwsze materiał palny. Puszcza Solska to las iglasty z dominacją sosny, która produkuje łatwopalne olejki eteryczne i żywicę. Ściółka sosnowa (igły, szyszki, kora) jest jednym z najbardziej palnych materiałów w europejskich lasach. Po tygodniach bez deszczu – nie ma deszczu od wielu tygodni – wilgotność ściółki spada poniżej 10 procent. Dla porównania: kartka papieru ma wilgotność około 8 procent. Las staje się tak suchy jak papier i zapala się równie łatwo.

Składnik drugi: warunki pogodowe. Susza, upał i wiatr – to jest trójca, która zamienia pożar z kontrolowalnego incydentu w katastrofę. Komendant PSP Kruczek tłumaczył: „Przy tak ogromnym pożarze ciepłe powietrze powoduje prądy konwekcyjne, które unoszą do góry wszystkie palące się elementy.” Innymi słowy: pożar tworzy własną pogodę – unoszące się ciepłe powietrze wytwarza wir, który zaciąga świeże powietrze od dołu (dostarczając tlen) i rozrzuca iskry na setki metrów. Jedna iskra przeniesiona wiatrem na suche igliwie i ognisko powstaje w zupełnie nowym miejscu, setki metrów od frontu pożaru.

Wiatr jest kluczowy, bo wiatr nie tylko roznosi iskry, ale popycha front ognia z prędkością, której strażacy nie są w stanie dogonić pieszo. Przy silnym wietrze pożar lasu korowego (obejmujący korony drzew) może przemieszczać się z prędkością 10–15 kilometrów na godzinę — szybciej niż biegnie człowiek.

Składnik trzeci: źródło zapłonu. Według Komendy Głównej PSP za ponad 90 procent pożarów lasów w Polsce odpowiada człowiek. Podpalenia umyślne stanowią co najmniej 37 procent, a według niektórych szacunków nawet 45 procent. Nieostrożność, niedopałki papierosów, ogniska, grille, wypalanie traw – kolejne 20-25 procent. Od pioruna powstaje zaledwie 1 procent pożarów. W 38 procentach przypadków przyczyny nie udaje się ustalić.

Przyczyna pożaru Puszczy Solskiej nie jest jeszcze znana. Ale statystyka mówi jasno: z prawdopodobieństwem dziewięćdziesięciu procent zawinił człowiek.

Jak się gasi tysiąc hektarów

Gaszenie wielkopowierzchniowego pożaru lasu to operacja logistyczna porównywalna z małą operacją wojskową i wymaga tych samych elementów: dowodzenia, komunikacji, logistyki, rezerw.

Z ziemi. Strażacy pracują na tak zwanych „odcinkach bojowych” – sektorach, na które podzielono pożarzysko. W Puszczy Solskiej wyznaczono cztery takie odcinki. Na każdym działa kilkadziesiąt zastępów z wężami gaśniczymi podłączonymi do cystern lub punktów czerpania wody. Kluczowe jest tworzenie „pasów zaporowych” – wykopanych lub wyoranych pługami leśnymi linii gołej ziemi, które mają zatrzymać rozprzestrzenianie się ognia po ściółce. Pracownicy Lasów Państwowych i zakładów usług leśnych orali pasy zaporowe przez całą noc.

„Nie ma deszczu od wielu tygodni, mamy bardzo niską wilgotność ściółki, ten suchy, ciepły wiatr stanowi duże wyzwanie dla strażaków.” 

– Paulina Hennig-Kloska, minister klimatu i środowiska, Józefów, 7 maja 2026

Z powietrza. Samoloty Dromader – polskie konstrukcje PZL Mielec – są głównym narzędziem gaszenia z powietrza. Każdy Dromader zabiera 2 500 litrów wody i zrzuca ją z niskiego pułapu na front ognia. W Puszczy Solskiej pracowało sześć Dromaderów, wykonując setki zrzutów. Śmigłowce Black Hawk z wiadrami Bambi Bucket (o pojemności 2 600 litrów) wspierały z góry czerpały wodę z pobliskich zbiorników i zrzucały na pożarzysko.

Problem: woda. Komendant PSP Kruczek ostrzegał, że „z powodu dużego poboru wody w pobliskich miejscowościach może brakować wody w kranach”. To jest realne ryzyko, bo gaszenie tysiąca hektarów wymaga milionów litrów wody, a wiejska infrastruktura wodociągowa nie jest projektowana na taki pobór.

Moduł GFFFV – Ground Forest Fire Fighting using Vehicles – to specjalistyczny zespół ratowniczy Unii Europejskiej, przeznaczony do zwalczania wielkopowierzchniowych pożarów lasów. Polska ma trzy takie moduły. Każdy jest samowystarczalny. Ma własne zaopatrzenie w wodę pitną, żywność, zaplecze sanitarne i obozowisko. Do Puszczy Solskiej skierowano moduł z województwa podkarpackiego.

Ile to kosztuje

Koszty gaszenia wielkopowierzchniowego pożaru lasu są trudne do precyzyjnego wyliczenia w czasie rzeczywistym, bo obejmują dziesiątki składników. Ale szacunki można oprzeć na danych historycznych.

Koszty bezpośrednie gaszenia – paliwo do samochodów i śmigłowców, wynagrodzenia strażaków (nadgodziny, delegacje), amortyzacja sprzętu, woda, logistyka – wynoszą od kilku do kilkudziesięciu tysięcy złotych za hektar gaszonego pożaru. Przy tysiącu hektarów — to minimum kilkanaście milionów złotych.

Godzina lotu śmigłowca Black Hawk kosztuje – według danych MON – około 30-50 tysięcy złotych. Godzina lotu Dromadera – kilka tysięcy. Przy kilkudziesięciu godzinach lotów – sam komponent powietrzny to kolejne miliony.

Ale koszty bezpośrednie gaszenia to ułamek prawdziwego rachunku. Bo prawdziwy rachunek obejmuje to, co ogień zabrał, i co trzeba odbudować.

Ile traci natura

Tu dochodzimy do najboleśniejszej części, bo las to nie jest „drewno na pniu”. Las to jest ekosystem i jego zniszczenie ma konsekwencje, których nie da się wyrazić w złotówkach.

Hektar dojrzałego lasu sosnowego w Polsce zawiera średnio 200-350 metrów sześciennych drewna. Przy cenie 200-300 złotych za metr sześcienny to 40 000 – 100 000 złotych wartości drewna na hektarze. Przy tysiącu hektarów – od 40 do 100 milionów złotych samego drewna. Spalonego, bezwartościowego.

5 maja 2026, godzina 15:00 — zgłoszenie o pożarze lasu w Puszczy Solskiej, powiat biłgorajski. W ciągu doby ogień objął do 1 000 hektarów. Na miejscu: ponad 450 strażaków PSP i OSP, 50 żołnierzy WOT, 6 samolotów Dromader, 6 śmigłowców (w tym Black Hawk), moduł GFFFV, kompania gaśnicza z Małopolski. Pilot samolotu Dromader zginął podczas akcji gaśniczej. Premier zwołał sztab kryzysowy. Minister klimatu: „Nie ma deszczu od wielu tygodni.” 136 pożarów lasów w całej Polsce w ciągu jednego dnia. Polska: trzecie miejsce w Europie pod względem liczby pożarów lasów. 90 procent pożarów w Polsce powoduje człowiek. Odbudowa hektara lasu: 15–25 tysięcy złotych i 50–100 lat czasu. Cześć Pamięci pilota z Puszczy Solskiej.

Ponowne zalesienie jednego hektara kosztuje od 15 000 do 25 000 złotych. To przygotowanie gleby, sadzonki, sadzenie, ogrodzenie (ochrona przed zwierzyną). Przy tysiącu hektarów – 15–25 milionów złotych. Ale – i to jest kluczowe – las po pożarze nie odbudowuje się w rok ani w dziesięć lat. Pełna regeneracja ekosystemu leśnego trwa od pięćdziesięciu do stu lat. Drzewa posadzone w 2026 roku osiągną dojrzałość w 2076–2126 roku. To jest perspektywa, w której żaden z nas nie zobaczy efektu.

Podczas spalania jednej tony materiału leśnego do atmosfery trafia średnio 1,8 tony dwutlenku węgla. Hektar lasu sosnowego zawiera od 100 do 200 ton biomasy. Pożar tysiąca hektarów emituje od 180 000 do 360 000 ton CO₂ – tyle, ile roczna emisja małego miasta.

I tu pojawia się paradoks podkreślany przez naukowców: aby zrekompensować emisję CO₂ z pożaru jednego hektara lasu, trzeba zasadzić od 10 do 25 hektarów nowego lasu. Dziesięć do dwudziestu pięciu razy więcej. Tysiąc hektarów spalonej Puszczy Solskiej wymaga od 10 do 25 tysięcy hektarów nowych nasadzeń, żeby „wyzerować” sam bilans węglowy. Nie mówiąc o utraconej bioróżnorodności, glebie, wodzie.

Po pożarze gleba leśna traci strukturę. Wypalone substancje organiczne, które ją wiążą, znikają. Deszcz (gdy wreszcie spadnie) zmywa warstwę próchniczną. Erozja postępuje. Na glebie po pożarze – jałowej, pozbawionej mikroorganizmów – nowe drzewa rosną wolniej i słabiej niż na zdrowej glebie. To jest rana, która goi się dekadami.

A pamiętajmy, że pożar wielkopowierzchniowy zabija wszystko, co nie zdążyło uciec – owady, płazy, gady, małe ssaki, ptaki gniazdujące na ziemi. Populacje, które budowały się przez dziesiątki lat, giną w godziny. Gatunki chronione – w Puszczy Solskiej żyją między innymi wilki, rysie, orliki krzykliwe – tracą siedliska.

Las jest naturalną gąbką. Zatrzymuje wodę opadową, filtruje ją, oddaje powoli do rzek i zbiorników podziemnych. Las spalony nie zatrzymuje niczego. Woda spływa po jałowej glebie, powodując podtopienia i erozję. Źródła, które las zasilał, wysychają. To jest efekt, który mieszkańcy okolicznych wsi odczują za kilka miesięcy, gdy zacznie brakować wody w studniach.

Polska trzecia w Europie pod względem liczby pożarów

Tu dochodzimy do kontekstu, który jest alarmujący i mało znany. Według Europejskiego Systemu Informacji o Pożarach Lasów (EFFIS) Polska zajmuje trzecie miejsce w Europie pod względem liczby pożarów lasów – po Portugalii i Hiszpanii. W latach 2011–2020 średnio co roku dochodziło do 7 400 pożarów rocznie.

To jest zaskakujące, bo Polska nie kojarzy się z pożarami jak Portugalia (wspomnienia katastrofy z Pedrógão Grande w 2017, 66 ofiar śmiertelnych) czy Grecja (Mati 2018, 104 ofiary). Ale pod względem liczby zdarzeń jesteśmy na podium.

Jest jednak dobra wiadomość: pod względem średniej powierzchni jednego pożaru Polska jest na osiemnastym miejscu. Zaledwie 0,5 hektara. Ponad 90 procent pożarów jest gaszonych, zanim przekroczą hektar. To jest zasługa systemu, który – jak podkreślają eksperci z Instytutu Badawczego Leśnictwa – „jest uważany za jeden z lepszych nie tylko w Europie, ale i na świecie”.

System działa dopóki pożar jest mały. Gdy pożar wymyka się spod kontroli – jak w Puszczy Solskiej, jak w Kuźni Raciborskiej w 1992 roku (9 000 hektarów), jak w Biebrzańskim Parku Narodowym w 2020 roku (5 500 hektarów) – to wtedy wkracza w grę czynnik, którego system nie kontroluje: pogoda. Susza, wiatr, upał. Trzy elementy, które zamieniają mały pożar w katastrofę.

Dlaczego będzie gorzej

Prof. Ryszard Szczygieł z Instytutu Badawczego Leśnictwa, jeden z najwybitniejszych polskich ekspertów od pożarów lasów ostrzega: „Naukowcy nie mają wątpliwości, że wskutek globalnych zmian klimatu pożary będą coraz częstsze i bardziej intensywne.”

Powodów jest kilka. Susze są dłuższe i częstsze. Deficyt wody w Polsce rośnie z roku na rok. Temperatury są wyższe, co obniża wilgotność ściółki. Lasy są starsze. Średni wiek polskiego lasu to 60 lat, a starsze drzewostany (powyżej 40 lat) stanowią 64 procent lasów. Im starszy las, tym więcej martwego drewna, ściółki i materiału palnego na dnie.

Dodatkowo – i to jest problem specyficznie polski – dominacja sosny. Ponad 60 procent polskich lasów to drzewostany sosnowe – monokultura posadzona po wojnie, gdy trzeba było szybko zalesiać ogromne obszary. Sosna jest szybkorosnąca i ekonomicznie opłacalna ale jest też najbardziej palna spośród europejskich drzew. Lasy liściaste (bukowe, dębowe) są znacznie odporniejsze na pożar, bo mają wyższą wilgotność liści i mniej łatwopalnych olejków eterycznych.

Lasy Państwowe od lat prowadzą program „przebudowy składu gatunkowego”, zastępując sosnowe monokultury lasami mieszanymi. Ale to jest proces na dekady, bo las nie rośnie w rok. Tymczasem mamy to, co mamy: sześć milionów hektarów łatwopalnej sosny. I każdy z tych hektarów – gdy nadejdzie susza i wiatr – jest potencjalnym przypadkiem Puszczy Solskiej.

Niech pamięć o pilocie z Puszczy Solskiej będzie czymś więcej niż wpisem w kronice. Niech będzie przypomnieniem, że za każdym gaszonym pożarem stoją ludzie, którzy ryzykują wszystko. I że im jesteśmy winni więcej niż minutę ciszy…

Podziel się w mediach społecznościowych

Czytaj również: